Znalazłem tu sobie dwa ogródki, jak najbardziej zgodne z moim usposobieniem i trybem życia. Nie sądzę, by coś podobnego dało się znaleźć na świecie, i jeśli mam wyznać tę niewieścią słabość, boleję nad tym, że taka rzecz istnieje poza granicami Italii. Nazywam to swoim zaalpejskim Helikonem. Jeden z tych ogródków, cienisty, wybornie nadaje się do pracy i jest poświęcony naszemu Apollinowi; wisi nad źródłami Sorgii, a dalej nie ma nic oprócz skał i pustkowi, dostępnych tylko ptakom i dzikim zwierzętom. Drugi ogródek jest blisko domu, starannie utrzymany, Bakchus go miłuje. Leży on dziwnie, pośrodku bystrego i pięknego strumienia, za którym oddzielony niewielkim mostem rozpina się nawis skalny; tam i w największy skwar nie czuje się gorąca.

To miejsce samo zachęca do pracy, wyobrażam sobie, że jest trochę podobne do owego ‘pokoiku’, w którym Cyceron zwykł deklamować, ale tam nie było płynącej w pobliżu Sorgii. Tutaj spędzam południe, ranek na wzgórzach, wieczór na łąkach lub u źródła w tym dzikszym ogródku, gdzie sztuką pokonując naturę mam schronienie pod wysoką skałą, pośród wód, ciasne wprawdzie, lecz pełne ostrych bodźców, które nawet gnuśny umysł mogą podniecić do najwyższych rozmyślań... i niczego się tu nie lękam, jak tylko powrotu do miasta.

Petrarka, Jan Parandowski
Wyd. Czytelnik; Warszawa, 1975