jan potocki biografiaPotocki pozostał milczący, jeśli nie liczyć rzadkich uwag na temat uznania i starości czy kilku słów o przelotnej chorobie. Nic w nim nie jest spójne: chce być historykiem krainy, którą ledwie zna; zasiada w sejmie, którego językiem nie mówi; nie może się zdobyć na opuszczenie kraju, którego nie znosi; jego rodzice, teściowie i dzieci są arcybogaci, on zaś „z trudem wiąże koniec z końcem”; pisze powieść niezwykle oryginalną, która jednakże wybrzmiewa echem wielorakich i niekończących się głosów.

I ten straszny koniec. Oczywiście oświecone umysły dostrzegą jakieś słowo czy gest, które ujawnią pęknięcie, ale żadne konkretne przyczyny nigdy nie zdołają do końca objaśnić samobójstwa. Życie Potockiego z pewnością było bardziej udane od egzystencji wielu jego współczesnych, a jednak to on zabrał się za piłowanie ołowianej kulki.

Trzeba więc szukać prawdy o nim pośrednio: w replice z parady, w krytycznej uwadze pod adresem Marii, w spojrzeniu zagubionym w wodnej bruździe... Nie był jednak ani Alfonsem van Wordenem, ani Velasquezem, ani Hervasem - był po trosze każdym z nich. Miał w sobie coś z van Wordena, zwłaszcza w tym upodobaniu do milczenia, w umiejętności słuchania i wpatrzenia się w innego człowieka, której podporządkowane są jego podróże; coś z Velasqueza w tej ufności we wszechmoc rozumu, w zamiłowaniu do abstrakcyjnego myślenia, które odwraca uwagę od codzienności; coś z Hervasa w dążeniu do zdobycia uznania, któremu poświęca wszystko i wszystkich. Jednakże jako człowiek nie pozwala się uchwycić tak łatwo: trudno skleić w jedną całość strzępy osobowości, które można wyrwać dziełu. Z pewnością Potocki uważnie słucha słów Turka czy Marokańczyka, ale jest także roztargniony, zatopiony w myślach, zamknięty na bieżącą chwilę; okazuje obojętność starszym synom, których powierza opiece matki i teściowej, ale zaniedbuje swoje prace nad chronologią, żeby ,,[po]słuchać kaszlu” Andrzeja i Ireny.

Do tych okruchów dochodzą nieliczne świadectwa, często zaskakujące. Listy Konstancji okazały się wielkim odkryciem, potwierdzeniem dwoistości Potockiego, który był zarazem ujmujący i nieznośny. Oczywiście większość listów dotyczy rozwodu, ale wyznania robi się właśnie w stanie emocjonalnego wzburzenia. Od roku 1958 dokonał się wielki postęp w odkrywaniu nowych dokumentów i w krytycznych rozprawach, ale pozostaje jeszcze dużo do zrobienia i prawdopodobnie dużo do odkrycia w dziedzinie korespondencji: odnaleziono dopiero niespełna dwieście listów! Listów, które Potocki pisał własnoręcznie, dowodząc tym samym, jak wielką przykładał do nich wagę! Nie należy się spodziewać listu, w którym by się całkiem odkrył, ale kiedy hrabia zwraca się do osoby bliskiej, potrafi się trochę odsłonić. Pośród jego korespondentów tylko dwoje ludzi potrafiło do niego dotrzeć: brat Seweryn i siostrzenica Maria. Jest mało prawdopodobne, żeby istniały jakieś dalsze listy do Marii; ale za to Wanda von Caboga, córka Seweryna, w roku 1866 z pewnością nie złożyła w archiwum krzeszowickim wszystkich listów stryja do swojego ojca i z pewnością znajdą się następne (podobnie jak listy Seweryna do brata). Co zaś się tyczy korespondentów, z którymi Potocki miałby utrzymywać stosunki równie „braterskie”, czyli osób sobie bliskich z własnego wyboru, do dzisiaj nie odnaleziono po nich żadnego śladu.


Z pewnością wypłyną nowe świadectwa, zwłaszcza pióra kobiet z otoczenia pisarza: przede wszystkim matki (wkrótce przemówią prywatne archiwa austriackie), jego teściowej, księżnej Lubomirskiej, o której można powiedzieć, że obdarzyła swego zięcia całą gamą uczuć, pięknej Julii, niemej żony niemego męża, i Konstancji, która już tak dużo powiedziała, i mamy nadzieję, że jeszcze przemówi. I tak, krok po kroku, przyszłosćnieco wyraziściej, w nieco mocniejszych barwach zarysuje enigmatyczną postać hrabiego Jana albo też, wręcz przeciwnie, odsłoni wizerunek całkiem odmienny od tego, który tutaj naszkicowaliśmy. Czyż Potocki sam nie wypowiedział tych słów:

Narody są zbiorowiskiem ludzi, ci zaś mieszaniną przeciwieństw [...]. Wiem, że wielu pisarzy postępuje inaczej: po jednej stronie gromadzi wszystkie zalety danego narodu, po drugiej zaś wady, podobnie jak niektórzy malarze, przekonani, że tworzą arcydzieło, umieszczając całe światło po jednej stronie obrazu, a cienie po drugiej. Lecz, dobry Boże, gdzież ci ludzie mają oczy? Cóż poczną z rozległą skalą odblasków, lotnych cieni, światłocieni i odcieni? Zdają się nie przeczuwać nawet ich istnienia. Prawdziwie pięknym dziełem byłoby umieścić wszystko na jednym obrazie, potem zaś - wedle określenia malarzy - przeciągnąć po malowidle borsuczym ogonem, czyli specjalnym pędzelkiem, by zlać odrębne barwy w jedną całość (Podróże, Jan Potocki).


Znalezione w: Jan Potocki. Biografia, François Rosset, Dominique Triaire