Share

(…) wydaje mi się, że życie duchowe poezji sytuuje się właśnie tutaj, na granicy między pamięcią i wyobraźnią. W przeciwieństwie do Johna Locke’a nie jestem filozofem, nie jestem więc pewien, jaką rolę odgrywa tu moment teraźniejszy. Czy jest tylko detonatorem pamięci, tajnym sprzymierzeńcem wyobraźni? Tego nie wiem. Jestem za to przekonany, że i pamięć, i wyobraźnia są poezji niezbędnie potrzebne i że ma ona jakby podwójną tożsamość - jest zależna od pamięci, ale bezustannie też wykracza poza jej granice, kuszona przez to, co niewiadome, nieskończone, tajemnicze. Jest zależna od pamięci także w takim sensie, że - w odróżnieniu od wszelkiego typu teorii, naukowej czy innej - poezja konstruuje się w oparciu o konkret. O konkret naszego życia, naszego dzieciństwa, a nawet o konkret tego oto dnia, tej godziny, tego spotkania, tego marzenia, tego obłoku, tej sali, tych krzeseł, tych twarzy, tych słów. Bez konkretu nie ma poezji. Ale jednocześnie jest ona stale kuszona przez coś innego, przez obietnicę „czegoś innego”, jakby nie spodziewała się, że świat widzialny zawiera w sobie całą odpowiedź. Nie wystarcza jej realizm czy, w jeszcze mniejszym stopniu, naturalizm. Jest jak niesforne, ciekawskie dziecko, które bawi się pod opieką rodziców - ale co rusz wymyka się spod ich kontroli, opuszcza terytorium, które mogą obserwować - aż wreszcie któregoś dnia opuści je na zawsze.

 

I tę granicę między pamięcią i wyobraźnią, jeśli lubimy nazywać fenomeny, których nie potrafimy zrozumieć, możemy nazwać duchem. Albo, bardziej w zgodzie z językiem polskim, nazwijmy ją życiem duchowym, czyli nigdy nienasyconym pragnieniem nieskończoności. Nienasyconym, niekiedy namiętnym, obsesyjnym, często nadającym sens naszej egzystencji, lecz ograniczonym w sposób konieczny przez nasz zasób przeżyć, naszą inteligencję, wiedzę, przez nasze miejsce w świecie, przez konkret, przez dzieciństwo, przez sytuację historyczną naszego kraju, naszego miasta, przez to, że musimy zasnąć, i przez to, że musimy się obudzić, że trzeba zapłacić podatki, iść na pocztę, że jesteśmy głodni, i przez to, że jesteśmy starzy, przez to, że jesteśmy młodzi, przez niedającą się naprawić słabość natury ludzkiej.

Nienasycone pragnienie nieskończoności poddane tylu ograniczeniom? Cóż to za nieskończoność, spętana, uwięziona, zdegradowana, zależna od pogody, od deszczu i od słońca, od śpiewu ptaków i od milczenia, od stanu naszych nerwów, od bólu głowy, od tego, co się dzieje w krajach ościennych i za oceanem, ale i od humoru naszych sąsiadów, od tego, czy włączą głośną muzykę, której nienawidzimy, od naszej metryki, od bezsenności, od naszego zdrowia i od naszych chorób. Tak, ta uwięziona, kaleka nieskończoność to jest właśnie poezja, to jest domena poezji, nękana przez wszystkie niedoskonałości, prześladowana przez idiotów, złośliwych urzędników, niemądrych recenzentów, przysypana przez trywialność codzienności, podobna w tym do księżniczki, którą wygnano z pałacu i umieszczono w baraku, do księżniczki na grochu, na przemian płaczącej i śmiejącej się. To jest nieskończoność Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, której kres mogła położyć jedna niemiecka kula. Nieskończoność Shelleya, która utonęła razem z nim w przybrzeżnych wodach Morza Liguryjskiego. Nieskończoność Hofmannsthala, która opuściła go tak wcześnie.

Tak, drodzy państwo, tak się mają rzeczy z życiem duchowym poezji, czymś bardzo niepewnym, niestabilnym, czymś, co w dodatku doznaje uszczerbku także od samych poetów, bo przecież oni często nie wiedzą, jaki skarb im powierzono, gubią go, zapominają o nim, trwonią go tak jak hazardziści, którzy nie mogą odejść od ruletki, jak narkomani, jak biegacze, którzy nie potrafią się zatrzymać. Albo, inaczej, może się zdarzyć, że będą leniwi jak Obłomow, gnuśni. Na szczęście istnieją czytelnicy, istnieje niewielka, lecz niezawodna armia czytelników, anonimowych, skromnych, uważnych, bezinteresownych, czytelników młodych i starych, mieszkających w Meksyku, w Republice Południowej Afryki, w Chinach i w Radomiu. W sumie jednak nie mam dobrych wiadomości, drodzy państwo, nienasycone pragnienie nieskończoności zostało powierzone istotom, którym nie możemy bezgranicznie zaufać, które może wcale nie zasługują na tak świetny depozyt, istotom, które niekiedy nawet nie wiedzą, co im los włożył w ręce. Nieskończoność poezji jest niepewna, kapryśna, wydaje się nawet, że jest - lub bywa - skończona.

Poezja dla początkujących, Adam Zagajewski
Wyd. Zeszyty Literackie, 2017