Jacek Podsiadło
BYLE DO ŁODZI
gdzie się podziały podziały
kiedyś ludzie byli z lodu albo z ognia
i wszystko było proste
jak protest wiedziałem kogo za co
za jaką cenę uderzyć
ty która byłaś płomieniem z płomienia
która jednym gestem rozpuszczając puszcze włosów
załatwiałaś się z lodem całego świata
dokąd mnie zawiodłaś na całej linii ognia
jakim prawem jakim brawem cię przekupili
że ulękłaś się uklękłaś przed terrorem retorów
moje królestwo ogarnia anarchia
w ruczajach czają się okrutne nimfy
rusałki ruszają po krew i wyją z nienawiści syreny
nie dam rady zdradzie
ktoś wyrwał sztachetę z kruchej sztafety płotu
i na łeb na szyję na mój zgięty kark
spadają roje urojeń
obłęd bezbłędnie omija rafy trafia w mózg
od oczu zboczami lawina lawy się toczy czy to właśnie pieszczoty
daremnie długopisem jak długą tyką odpycham galaktyki zła
trwa ból boli trwanie na zaszczytnym postronku posterunku
uginają się kolana kolumn strop świata trzeszczy
wzbija się bije niebo w piersi krzyk
- toniemy - ale to nie my
to ja sam rozwłóczony włóczniami słów
uciekam ku łodzi z obolem w obolałej dłoni
ale Cerber warczy Charon charczy starczym kaszlem
wystarczy już nikt nie walczy
zmykają bogowie zamykają się usta
i powieki wieków lament
84.11.21
Jacek Podsiadło
