Jacek Podsiadło
DRUGI WIERSZ PRZECIW PAŃSTWU

Zawsze nienawidziłem wszystkich narodów,profesji
i społeczeństw, a cała moja miłość skierowana jest
ku pewnym jednostkom.
Jonathan Swift

Demon demokracji, maszkara racji stanu,
twarda wola większości, zbiorowe widzimisię,
wszyscy do urn wyborczych, do urynałów, na łów
dzikiego zwierza władzy, krzyczmy, kołaczmy, huczmy,
bijmy pałką o pałkę, wymachujmy szmatami.

 

Gdyby uwzględnić niemy, niski głos traw, kamieni,
krzyk drzew i wypowiedzi wysp, wydm, wyrw, zgliszcz przeróżnych
ostre uwagi ostu, uszczypliwość pokrzywy,
płomienne mowy mleczy i kwaśną minę szczawiu
należałoby zesłać ministrów na majówkę, posłów posłać na grzyby,
rozebrać prezydenta.

Módlmy się, rży kardynał, nasz premier stracił władzę
w nogach, lewą prawicę paraliż też zniewala,
kardynalną zniewagą, niewybaczalnym błędem byłoby nie utrzymać
życia w różowych ustach, którymi włada krajem,
módlmy się, pokutujmy, kochajmy się nawiasem.

Collin Walcott, Don Cherry i Naná Vasconcelos,
dzika pieśń żyda ujęta regułą etno-jazu,
ponaddźwiękowa modlitwa stereofonicznym medium,
co za radość w samotnym gospodarstw domowym.
A jednak rad bym wrócić do łupania kamienia.
Zamienić radio na bęben, odkurzacz na wiązkę gałęzi,
w ciemności się posługiwać dotykiem zamiast żarówki,

nie musieć płacić podatków, słów na papierze nie więzić,
A kamień celnie wypuścić w pierwszego demokratę,
co szukałby podobnego do siebie, by mówić: my.

91.05.24

Jacek Podsiadło