wszystko jak chcesz jaroslaw iwaszkiewiczCzy jesteś wrażliwy na piękno natury? Chyba tak, lubisz góry, morze. Zachwycałeś się widokiem z Poronina i Bukowiny podczas naszego cudownego zimowego spaceru, widok pełnego morza z Batorego robił na Tobie duże wrażenie. Ale chodzi mi o inne sprawy, o naturę, że tak powiem w miniaturze, o uroki kwiatów (które lubisz, wiem), drzew, ogrodów. W tym samym rodzaju jest umiejętność spostrzegania piękna w różnych, pozornie pozbawionych uroku miejscach. Na przykład zapuszczony staw u nas, z Twojego mostku widok na strugę, jakieś kępy olch czy wierzb - ileż to ma piękna i wdzięku, kiedy się umie na nie patrzeć. Przypuszczam, że i sosny w Gostyninie mogą się wydać piękne. Szczególnie takie mikropejzaże działają na nas, gdy są połączone ze wspomnieniami drogich osób lub chociażby ze wspomnieniami przelotnych, ale intensywnych, przeżyć. Wtedy nabierają jakby wewnętrznego życia, już nie widzi się olchy, dębu czy wierzby, ale widzi się je tak, jak się je widziało podczas rozmowy z tym a tym czy podczas schadzki. U nas w alei jest taki duży kamień kształtu ławki, można na nim siedzieć we dwie osoby. Skąd się tam wziął, nie wiem. Ale dawniej go nie było. Teraz, ile razy widzę ten kamień, przypominam sobie, że kiedyś w jesiennym, przykrym zmroku siedziałem na nim z kimś bardzo drogim. Siedziałem krótko, rozmawiałem o sprawach bardzo codziennych i zwyczajnych, pod baldachimami liści opadających, pożółkłych, w woalu mgły, ale tej jednej krótkiej rozmowy wystarczyło, aby ten kamień stał się pełen jakiejś wewnętrznej treści.

Po prostu kocham ten kamień i przechodząc koło niego, patrzę nań z czułością, chociaż gdy powstałem z niego, jakaś ostra gałązka ukłuła mnie w powiekę. Bolało, ale cóż to jest w porównaniu z innymi ostrymi gałązkami, które głęboko przenikają w serce i już tam pozostają na zawsze. Takie bóle pozornie gasną, zapomina się o nich - ale przecie wszystkie ciernie zostają w sercu na zawsze i przypominają się, gaszą nasze uniesienia, tłamszą nasze radości. Trudno jest zapomnieć o upokorzeniach, niepowodzeniach, zawodach. Toteż nie zapomina się ich, tylko się je spycha gdzieś głęboko, w podświadomość, gdzie czyhają, aby się podnieść przy najbliższej sposobności. Całe moje życie składa się z takich upokorzeń i niepowodzeń, trudno być beztroskim człowiekiem, trudno był łatwym w pożyciu, gdy się nosi taki bagaż w sercu.

Przypomina mi się mimo woli nasz wieczór w Kazimierzu. Jak trudno się dopasować dwojgu ludziom, jak trudno, w dwójnasób trudno dopasować dwóm przyjaciołom, dwóm mężczyznom. Ja byłem uniesiony pięknem tego wieczoru, zamglonym księżycem, ciepłym powietrzem, kiedyśmy siedzieli na ławeczce obok ruin - i jadłem coś sam już nie wiem co, ale byłem „prawie” szczęśliwy. A Ty biedaku byłeś na wpół przytomny i cierpiący, waliłeś się z nóg i cały Twój wysiłek był skierowany na to, aby nie pokazać po sobie Twojego stanu. To zupełnie tak samo jak w epoce moich listów „zblokowanych” to znaczy z października i listopada ub. roku które są sentymentalne, nawet czułostkowe, naiwne i staropanieńskie - i trafiają w Twoją epokę pijatyk, swobodnego wreszcie chędożenia, zabaw w knajpie podkowińskiej, nieprzespanych nocy i zachlapanych błotem jazd na motorze. Ja czasami się dziwię, że jednak bywały w naszej przyjaźni chwile, gdzieśmy się rozumieli, gdzie nasze rozmowy przebiegały harmonijnie - i gdzie za naszymi głowami me roiły się drapieżne i sprzeczne myśli; przyjaźń nie jest odwrotną stroną wrogości i zawsze w niej tai się nienawiść, chęć zniszczenia, zamordowania partnera. Myślę, że niejednokrotnie myślałeś: ach, żeby tak zamordować tego Jarosława, ja myślałem chwilami (w sierpniu), że najlepszym rozwiązaniem wszystkich spraw i mąk Twoich i moich byłoby morderstwo. Nie była tak całkiem na żarty propozycja, którą Ci uczyniłem wspólnego samobójstwa. Gdybyś się zapalił do tej myśli, kto wie, co by było. Co prawda obaj tak kochamy życie, tak je chłoniemy, i chcemy chłonąć. I jeżeli siedzisz teraz w sanatorium, to po to, żeby przygotować się do lepszego „jeleniego” skoku. Do Surabai na przykład. Nie wyobrażam sobie nawet tego szczęścia, jakim by był mój przyjazd do Ciebie do Indonezji czy do Australii, to byłoby coś tak wspaniałego. Na razie nie pojedziemy do Surabai, tylko ja przyjadę do Ciebie do Gostynina aby Cię ucałować i uściskać tak mocno, jak cię kocham.

Jarosław Iwaszkiewicz, Wszystko jak chcesz
Wyd. Wilk&Król, 2017

wszystko jak chcesz jaroslaw iwaszkiewicz