Share

Jarosław Iwaszkiewicz
INNE ŻYCIE

Powiedziałeś mi, Pawle, że takiego życia
Nie zniósłbyś ani chwili. Ale ja mam inne,
Które jak ciężka rzeka skryta pod sklepieniem,
Przemyka się szerokim choć zimnym korytem.
Ukryta – kwitnie wszakże co wiosnę białymi
Kwiatami, które pachną i powoli więdną,
Słońca nie widzą może – ale też tym bardziej
Pełne są znaczeń trudnych, których nie wyrażę.
Nad tym życiem – to wszystko co widzisz i ludzie
Widzą - jest tylko cieniem, złudzeniem budowy.
Na dnie wody wgrążone, czarne śpią trytony,
I ryby nagie białym łyskają w niej ciałem,
Drzemie wodorost śliski jak włos topielicy
I zielska zimną zieleń wodne ssą obłoki.
I tylko, kiedy w nocy oddalą się głosy
Ludzkich śpiewów i skoczna umilknie muzyka,
Z dna wstaje chłód najgłębszy i pełny znaczenia
I pełznąc mi pod serce, serce mi kołysze.
Próżno rękami szukam kwiatów i widziadeł,
W zielonej wodzie ręce bieleją jak ryby –
Biorą mnie na swe barki, utajone za dnia
Prądy nieprzeniknione, ciemne i głębokie,
Prądy mąk – ileż większych od mąk tego świata –
Wiecznego umierania i wiecznych odrodzeń.
Jak trup opadły w wodę, płynę pędem fali
Myśląc, że może wyrzuci mnie ona
Na inny brzeg zielony, kędy drzemią same
Przyszłe życia, zmieszane z przeczuciem nicości.

/Jarosław Iwaszkiewicz, Inne życie, pierwodruk: „Skamander” 1935 z. 57; przedruk: J. Iwaszkiewicz, Inne życie, Warszawa, J. Przeworski, 1938/

 

***

greek theatre taormina

[324. Jarosław Iwaszkiewicz do Pawła Hertza]
Taormina, 6 IV 74

Drogi Pawełku -
Etna się trochę postarzała, kwiaty brzydsze, owoce gorsze, niebo nie takie niebieskie, morze poszarzało - a zresztą wszystko takie samo. I smutek rzeczy też ten sam.

Ściskam Cię
Jarosław

***

Jarosław Iwaszkiewicz
W GRECKIM TEATRZE

Pawłowi Hertzowi

Jaszczurka wyszła na schody
w teatrze greckim

grzeje się w słońcu

Nic nie wie o tym
gdzie jest

A czy ja wiem
gdzie jestem?

Przyjechałem tutaj
i co z tego?

Jak ta jaszczurka

tylko słońca mam za mało

[1974]

***

[389. Paweł Hertz do Jarosława Iwaszkiewicza]
Warszawa, 26.4.1978

Mój kochany,
nie mogłeś mi sprawić większej przyjemności i radości niż posyłając te dwa tomy wierszy, z których wszystkie pamiętam, wiele umiem na pamięć, a wielu jestem pewno bardziej wtajemniczonym czytelnikiem niż inni, nam niewspółcześni. Piszę: nam, bo ten kawałek mojej młodości, który przypadł na czas przedwojenny, jest na pewno dla mnie rozstrzygający. Potem było wiele rzeczy doniosłych, ale stosunek do nich dawniej się ustalił, jakby a priori. Jak gdyby całe życiowe przewidywanie, nie doświadczenie, bo to przyszło później, tam się gnieździ. Stąd te wszystkie wiersze są dla mnie takie ważne i miłe. Piszesz w dedykacji, za którą dziękuję serdecznie, tyle wierszy i co? No właśnie, tyle wierszy, tyle życia, tyle wiedzy o nim, tylu ludzi, tyle twarzy, tyle dzieł sztuki, tyle świata, tyle muzyki, tyle uczuć, tyle miłości, tyle śmierci - to wszystko tam jest dla każdego, kto chce i umie czytać. A że to wszystko jest takie rozległe - ta ziemia i to niebo, i to życie, i te śmierci wszystkie - to dlatego to jest wielkie pisarstwo w tej małej teraz Polsce, ale małej z pozoru, z tego, co nam zakreślono, ale nie jacy jesteśmy i być chcemy. Kiedyś to wszystko się ułoży i wyjaśni. Parafrazując poetę: czas to wszystko ozłoci. To dobrze, że teraz te wszystkie wiersze są w zasięgu ręki, pozbierane. Bardzo je długo czytałem i przypominałem sobie wszystkie nasze spotkania i ich okoliczności, i ludzi, których znałem, a którzy tam pośród tych wierszy chodzą, i widoki różne, i światła, i dźwięki. (...)

Paweł

***

[434. Paweł Hertz do Jarosława Iwaszkiewicza]
11.2.1980

Mój kochany,
nie pisałem, bo najpierw myślałem, że trzeba Ci spokoju trochę, a potem, że jesteś już w Paryżu. Roman J[asiński], który był dziś u mnie - graliśmy, na płytach, różne muzyki, koncert skrzypcowy Spohra prześliczny - mówił mi, że pisałeś do niego stamtąd. Pewno jesteś już w domu, a jeśli jeszcze nie, to list Cię powita. Chciałbym Ci na 20-go życzyć wszelkiej pomyślności, ale wiem, że to bardzo trudno przyjmować takie życzenia. Mimo wszystko jednak posyłam je, bo zawsze myślę o Tobie z wielką serdecznością, na którą składa się i wspomnienie młodości, i wszystko to, co się z nami wszystkimi później stało. To dziwne, ale w ostatnich latach o wszystkim myślę z wielką, jak by to powiedzieć dobrze? - litością, chyba tak, z litością właśnie, a i o sobie naturalnie też i pewno dlatego o wszystkim i o wszystkich. To uczucie jest we mnie bardzo silne i obejmuje książki, które czytam, muzykę, której słucham, i obrazy, które oglądam, i oczywiście ludzi, i bliskich, i dalekich. Czasem wydaje mi się, że to zbiegające moje własne lata przynoszą takie uczucia, które wydają mi się lepsze i prawdziwsze od różnych innych, których tyle już w życiu moim doznawałem.
Tak się ułożyło, że w końcu marca pojadę do Dubrownika na jakieś sympozjum, opłacone, na dwa tygodnie. Umyśliłem z tego skorzystać i na Wielkanoc, już sam, ruszyć na dłużej, 10 dni? do Wenecji, a potem do Wiednia, gdzie mam mieszkanie gratis. Czytam więc Podróże włoskie Twoje o Wenecji, żeby już teraz wiedzieć, co naprawdę chcę widzieć. Więc na pewno Assuntę i Carpacciów. Kiedy byłem ostatnio tam, w 58 czy 59, Correr było zamknięte, całkiem jak teraz w Rzymie Termy. Zawsze coś tam zamykają. Cieszę się bardzo na tę Wenecję jeszcze pustą, a już ciepłą, na kościoły i obrazy, i Floriana. I może teraz pojadę na Murano, nigdy tam nie byłem. Jak byłem młody, latałem po Wenecji jak kot z pęcherzem i na to czasu nie było. Cieszę się też na Wiedeń, na obrazy i na miasto, i na Baden prześliczny. Miejmy nadzieję, że się to uda. Jaki był Paryż? Ale to nie to, co nawet mój Paryż z drugiej połowy lat trzydziestych. Ciągną mnie tam starzy przyjaciele, mam gdzie mieszkać, ale jakoś trudno mi się wybrać.
Jak wiesz, drugie wydanie Podróży już jest po wszystkich korektach. Dodałem tylko, jak chciałeś, to o Caravaggiu i w indeksie rozszyfrowałem ten kawałek Tennysona: „All night have the roses heard...i Twój prześliczny przekład Rilkego, bo to było opuszczone, a po nas już nikt tego wiedzieć pewno nie będzie...
Ściskam Cię bardzo serdecznie

Paweł

***

(…) Wiosną 1936 roku przyjechałem do Taorminy w zamiarze objechania całej wyspy. Pierwszego dnia spotkałem w miejskim ogrodzie Iwaszkiewicza. Z greckiego teatru oglądaliśmy razem śnieżną Etnę. Po krótkim tu pobycie ruszyłem dalej do Syrakuz, ku źródłom Aretuzy, latomiom Dionizosa, grobowi Platena, na którym młodzi Niemcy zawsze kładą różę. Na Sycylii ze szczególną siłą uwydatnia się ów związek kultury i natury, odwieczne ich śmierć i narodziny, ów mit, który Iwaszkiewicz, jak sam o tym wspomina, otrzymał kiedyś w darze od Szymanowskiego i przekazał z kolei młodszym przyjaciołom.
Wiosną 1979 roku, stary i schorowany, chciał Iwaszkiewicz raz jeszcze być w Rzymie. Prosił mnie wtedy, żebym mu towarzyszył. Wielkanoc tego roku wypadła wcześnie. Przybyliśmy w sam Wielki Piątek i osiedli w hoteliku opodal willi Borghese. Tego wieczora widzieliśmy papieża, jak obchodząc wszystkie stacje Drogi Bolesnej, szedł z wielkim krzyżem z Koloseum do ruin świątyni Romy Wenery, śladem swoich poprzedników chrzcząc pogański świat wspomnieniem zbawczego męczeństwa. Te dwa tygodnie, kiedy rozmawialiśmy więcej i lepiej niż przez kilka lat poprzednich, pośród tworów natury i kultury, pomiędzy świadectwami ustawicznych śmierci i narodzin, były jak gdyby jego drugim, ostatnim dla mnie darem.
Jeżeli wydaje mi się, że wiem coś o świecie i o człowieku, o sobie i o innych, o rzeczach, książkach, obrazach, muzykach, o widokach, barwach, dźwiękach, blaskach, cieniach, zawdzięczam to oczywiście własnej ciekawości, ale nade wszystko tym niewielu ludziom, którzy potrafili, a co najważniejsze chcieli odpowiednio ją skierować. Myślę, że tym sposobem podawali mi ową jasną pochodnię życia, o której powiada Lukrecjusz:

Quasi cursores vitai lampada tradunt.

A podając ją, nakazywali, abym czynił to samo i tak, by owa pochodnia nie zgasła. Spośród tych kilku ludzi Anna i Jarosław, niegdyś tak wspaniali na pokojach świata, a potem starzejący się, z wolna zapadający w naszą wspólną ciemność, ofiarowali mi, każde na swój sposób, czyniąc to po swojemu, jakąś część tego, co im było udzielone. W tej ekonomii miłości, wiary i nadziei - chcąc bowiem dawać innym i od innych brać rzeczy tego świata, trzeba wierzyć w te trzy cnoty teologiczne - stoją teraz oboje, Anna i Jarosław, przed Panem Nicości i to właśnie ich ocala, a nie owo długie życie na powierzchni świata, które mnie tak zdumiało, kiedy pierwszy raz ujrzałem ich razem. Sam poeta tak o tym mówi:

A kiedy będziemy przed Panem Nicości
już zaraz
nic to nie będzie znaczyło

że byliśmy piękni
że tańczyliśmy na chłopskich weselach
i na królewskich pokojach.

[1981]

/Paweł Hertz, Anna i Jarosław, pierwodruk: „Twórczość” 1981 nr 5; przedruk: P. Hertz, Patrzę się inaczej, Warszawa, Wydawnictwo PAVO, 1994./

Wszystkie cytatowane fragmenty za:
Paweł Hertz / Anna i Jarosław Iwaszkiewiczowie "Korespondencja" t. I-II; Wyd. Zeszyty Literackie, 2015

skamander 04 1935

Pierwodruk wiersza Inne życie Jarsoława Iwaszkiewicza: „Skamander” 1935