Opuściliśmy w grudniu wybrzeże królestwa Walencji, lekki wiatr co chwila zmieniał kierunek. Niebo było czyste, ale północno-zachodnia część horyzontu stała w płomieniach: kłębowisko ciemnych chmur, wynurzając się gwałtownie zza widnokręgu, zdawało się zbliżać ku nam, grożąc nawałnicą. Wszyscy utkwiliśmy w nim oczy: zwały chmur, uniósłszy się na pewną wysokość, po chwili opadły zupełnie nisko i zbliżały się ku nam, ślizgając się po powierzchni morza. Skutkiem tarcia o wodę kłębiły się potężnie.
Chmury z dolnych warstw unosiły się do góry, a potem parły naprzód, jak gdyby chcąc inne prześcignąć, ale te, które pozostały w tyle, rychło je wyprzedzały. Kłębowisko zachowywało niezmiennie kształt gładkiej, pionowej, ogromnej ściany i zdawało się zachowywać ten kształt nawet wtedy, gdy spowiło już cały przód naszego okrętu.
Widziałem podczas moich podróży wiele wspaniałych zjawisk natury, ale zapewniam, że żadne z nich nie pozostawiło mi tak trwałego wspomnienia. Raz tylko byłem jego świadkiem, dziesięć lat zbiegło od tego czasu, a wrażenie, jakie mi po nim pozostało, jest tak silne, że mógłbym owe chmury jeszcze dziś narysować, gdyby tylko dały odtworzyć się na rysunku.
Jan Potocki, Podróże
Znalezione w: Jan Potocki. Biografia, François Rosset, Dominique Triaire
