To, cośmy nazwali na wszelki wypadek
za zmokniętym oknem - nie przypomina świata.
Blade kształty rysujemy na serwetkach,
a tam, pod presją grafitu, kruszy się Ziemia.
Moknę. Skruszony świat mieni się plazmą
w czerwieniach, żółciach i zieleniach. Szyby wilgotnieją
jak na złość z jednej tylko strony. Kleją mi się do twarzy
serwetki bez stron, bez lewa, prawa. W odbiciu
humanoid zażartował: chcę zniszczyć ludzkość.
Śmiechu było po pachy, studio wystrojone
wszystkim odcieniami zer i jedynek. Schował to
gdzieś między żartem a groźbą. Gdzieś między.
Krzysztof Joniak
03.05.2016
fot. Jacek Różycki

