W końcu nadchodzi pora, gdy śmierć coraz uporczywiej zaczyna nam zaglądać w oczy, a zatem i my jej, i jeśli nie chcemy odwracać wzroku, udając, że wszystko jest jak przedtem i że w tej sprawie nie ma już nic do zrobienia, pierwsze przychodzi nam do głowy następujące pytanie: „Co otrzymałem od życia? Co zdołałem osiągnąć?” Ale w tym pytaniu kryje się w istocie pytanie inne, znacznie poważniejsze i o wiele bardziej gorzkie, pytanie odwrotne: „Czego nie otrzymałem?” Ono z kolei zawiera w sobie pełen prostoty żal rodem z piosenki Combien je regrette...: jakże żałuję tego, co miałem, ale również tego, czego nie przeżyłem. W takiej chwili całe nasze istnienie ujawnia swoją drugą stronę, uzmysławiając nam przy tym, że ominęło nas wszystko to, czego nie otrzymaliśmy, chociaż mieliśmy to, co zostało nam dane. Tak że w końcu całe nasze istnienie, niezależnie od tego, jakie było, jawi się nam bardzo wyraźnie jako pomyłka.


Czy jednak nie ma raczej pomyłki w naszym rozumieniu życia jako okazji do gromadzenia zdobyczy i przywłaszczania sobie wszystkiego? Carpe diem... - zaspokój głód... wszystkiego.


Jeśli nie jest to zwykły i zrozumiały żal nie za tym, czego się nie miało, ale żal za życiem, które minęło i o którym teraz się marzy, to tkwi w tym jawna niedorzeczność. Najważniejsze pytanie, które kryje się najgłębiej, przesłonięte innymi pytaniami, bardziej lub mniej gorączkowymi i rozpaczliwymi, nie brzmi: „Co się otrzymało?”, tylko „Co pozostaje?” Co pozostaje po tym minionym następowaniu po sobie dni i lat, przeżytym jak należało, czyli zgodnie z nieuchronnością, której praw nawet teraz nie potrafimy przeniknąć, ale zarazem przeżytym bezładnie, a więc od przypadku do przypadku?


Pozostaje - o ile pozostaje - to, czym się jest, to, czym się było: wspomnienie o tym, że byliśmy „piękni”, jak powiedziałby Plotyn, i zdolność ożywiania tego wspomnienia. Pozostaje miłość, jeśli się ją przeżyło, entuzjazm dla wielkodusznych czynów, dla śladów tego, co wzniosłe i cenne, na które natrafiamy w popiele życia. Pozostaje - o ile pozostaje - zdolność do uznawania za dobre tego, co jest dobre, a za złe tego, co złe, i pewność, że nie można sprawić, żeby było odwrotnie (i nie należy czynić nic, by wydawało się, że jest odwrotnie).
Pozostaje to, co było - co zasługuje na trwanie - to, co wciąż jest. A z nas, z tego Ego, którego nigdy nie potrafimy się pozbyć ani wyrzec, nie pozostaje nic (XV, 12).

Notatki, Nicola Chiaromonte
Fundacja Terytoria Książki, Gdańsk 2015