Świadomość brzemienia
A przemóc zmęczenie nigdy nie było mi łatwo, nie pomagał nawet sen, jeśli naturalnie po wzięciu proszków zasnąłem. Budziłem się rano po takiej nocy równie zmęczony, jak kładłem się spać. Takie nieustanne poczucie zmęczenia powoduje, że poddaje się człowiek zniechęceniu i mało co jest w stanie go poderwać. Nawet wyobraźnia karleje, jakby przymierała, i czasem nie chce się człowiekowi niczego wyobrażać.
Ktoś mógłby mi poradzić, abym wziął dłuższy urlop, gdzieś wyjechał, i to jak najdalej, oderwał się od wszystkiego, zmienił kraj, klimat, może i kontynent, a na pewno oderwałbym się i od siebie. Ale to trzeba umieć odpoczywać. A mnie wszystkie sposoby odpoczywania, jakie się uprawia, jeszcze bardziej męczyły, jakby jakieś ustanowione nie wiadomo przez kogo rytuały czy wręcz trudne do zniesienia obowiązki, o wiele trudniejsze niż codzienna praca, chociażby do nocy. Takie zmęczenie to nie tylko stan fizyczny, jak się sądzi, objaw wyczerpania, to przede wszystkim narastająca w człowieku świadomość brzemienia samego siebie. Kto wie, może to świat staje się z latami taki ciężki dla nas, zwłaszcza gdy sobie zaczynamy uprzytamniać, że przecież nie z własnego wyboru na nim jesteśmy. Jedynie w dzieciństwie mamy tę zdolność wchłaniania świata. Z czasem jednak ta zdolność, można by rzec, przechodzi mutację, jako że świat wokół nas nieustannie olbrzymieje, a nasze możliwości wchłaniania go nie są nieskończone.
Ostatnie rozdanie, Wiesław Myśliwski
O święty rytuale codzienności
To nieprawda, że przed śmiercią jawi się nam całe życie. Wielka rekapitulacja istnienia jest wymysłem poetów. W istocie zapadamy w chaos. Cornelis Troost ma w sobie zamęt dni i nocy, nie odróżnia już poniedziałku od niedzieli, godzina trzecia po południu miesza mu się z czwartą nad ranem, kiedy czuwa, nasłuchując własnego oddechu i serca. Kazał sobie postawić na stoliku przed łóżkiem zegar, jakby w nadziei, że dozna łaski kosmicznego porządku. Ale czymże jest godzina dziewiąta, jeśli nie oznacza zasiadania do biurka w kantorze, południe bez giełdy, czwarta, której zabrano obiad, szósta bez kawy i fajki, ósma, którą pozbawiono wszelkiego sensu, bowiem usunięto stół, kolację, bliskich i przyjaciół. O święty rytuale codzienności, bez ciebie czas jest pusty jak sfałszowany inwentarz, któremu nie odpowiada żaden przedmiot realny.
Martwa natura z wędzidłem, Zbigniew Herbert