Share

WITTLIN DO GIEDROYCIA
(...) Nie chcę Pana zanudzać tymi gorzkimi wspominkami, które przecież nikogo nie mogą interesować i które tu bardzo niechętnie reprodukuję. Dość, że nie uciekłem we wrześniu 1939 przed Niemcami, tylko znacznie wcześniej [w lipcu 1939 r., w obawie przed osadzeniem w obozie w Berezie Kartuskiej] – przed takimi Polakami jak ówczesny Jerzy Pietrkiewicz. Mieli oni spore oparcie w rządzącej nami elicie oraz w szumowinach, które nie krępowały się na ulicach naszych miast. Moi znakomici koledzy, Tuwim i Słonimski, zostali w kraju do września 1939 i odparowywali tzw. ciosy kanalii. Ja do takich sportów nigdy nie miałem drygu i wolałem się „usunąć”.

Właściwie powinienem być Pietrkiewiczowi wdzięczny, bo i sam się uratowałem, i zdążyłem jeszcze na czas sprowadzić spod okupacji niemieckiej żonę i córkę. Co do drugiej, kto wie, czy nie większej, zasługi Pietrkiewicza: że przestałem pisać, nie mnie sądzić, czy tzw. potomność nie wyrazi mu za to wdzięczności. Ale fakt faktem, że po „reperkusjach”, jakie wywołały jego wystąpienia, np. wyrzucenie moich rzeczy z czytanek szkolnych, niedopuszczenie ich do wykonania w radio, zrobiło mi się tak ciężko i głupio na sercu, że straciłem ochotę do pisania, mimo iż w czasie tej pietrkiewicziady moja powieść „Sól ziemi” wychodziła w codziennych odcinkach paryskiego „Le Temps” i ukazywała się w tłumaczeniach w wielu krajach, m.in. w faszystowskich Włoszech.

Co się tyczy Goetla, zawsze utrzymywałem z nim dobre, koleżeńskie stosunki. To on właśnie w r. 1939 tłumaczył mi po przyjacielsku, że w nowej, faszystowskiej Polsce, której był heroldem, nie będzie dla mnie miejsca i powinienem wyemigrować.

 

Jeszcze raz przepraszam za te długie dygresje, ale jak Pan by się czuł pod jednym dachem z kimś, kto by Pana publicznie znieważył i wyprosił z własnego domu, tłumacząc, że to nie jest Pański dom? Ciekaw jestem Pańskiego zdania o tym. Tymczasem przepraszam za te wynurzenia, do których raczej nie jestem skłonny, a do których skłoniła mnie koincydencja: świetne artykuły Pietrkiewicza i Goetla w jednym numerze. (...)

GIEDROYC DO WITTLINA
Na wiele lat przed wojną wydawałem i redagowałem pisemko pod nazwą „Bunt Młodych”, a potem „Polityka”. Walczyłem w nim dosyć samotnie i bez skutku o cały szereg rzeczy, które uważałem ze swymi przyjaciółmi za zasadnicze. Płaciłem za tę bezpłodną walkę dosyć drogo. W okresie pierwszych lat wojennych przeszedłem na swej skórze wszystkie metody i chwyty kotowsko-dwójkarskie. [Aluzja do gorliwości, z jaką Stanisław Kot, m.in. wicepremier rządu emigracyjnego, tropił domniemane i rzeczywiste wpływy „sanatorów” w życiu politycznym emigracji].

Właściwie to jest straszny naród ci Polacy. Lecz jakie są wyjścia? Albo ten naród znienawidzić i odejść od niego zupełnie, albo starać się przy całej beznadziejności walki walczyć, by był inny. Wybrałem tę drugą drogę. Ale ta druga droga wymaga dużej pobłażliwości dla ludzi. To nie jest pesymizm. Jeśli jest grupa ludzi, jak Stempowski, Vincenz, Bobkowski, Florczak, Czapski, to wierzę, że walka ma sens i że „Kultura” jest potrzebna. Dlatego tak bym chciał, by zechciał Pan do nas dołączyć i w tej ciężkiej pracy nam pomóc. (...)

Pełna treść obu listów >>>

Józef Wittlin (1896-1976) – pisarz. Od 1939 r. poza krajem, od 1941 w USA. Autor liryki „Hymny” czy powieści „Sól ziemi”. Przełożył „Odyseję” Homera i „Gilgamesza”

Jerzy Giedroyc (1906-2000) - przed 1939 r. wydawał pisma „Bunt Młodych” i „Polityka”, a w czasie II wojny w II Korpusie Polskim, wraz z Józefem Czapskim, dzieła polskich klasyków i prasę polską. Na emigracji twórca Instytutu Literackiego, redaktor miesięcznika „Kultura”. Wydawał także książki w ramach „Biblioteki Kultury” i „Zeszyty Historyczne”

Fragmenty za: Jerzy Giedroyc, Józef Wittlin, „Listy 1947-1976”, Instytut Dokumentacji i Studiów nad Literaturą Polską (oddział Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza), Association L’Institut Littéraire „Kultura”, Biblioteka „Więzi”.