Share

Okropna jest ta wojna nie tylko dlatego, że pustoszy nasze ziemie, burzy świątynie i dzieła sztuki, gubi miliony ciał i miliony dusz podaje w niewolę, ale i przez to jest okropna, iż pozbawia nas ostatnich złudzeń co do nietykalności kolebek naszej cywilizacji. Gdy słyszymy o bombardowaniu Grecji, o zatknięciu chorągwi ze swastyką na Olimpie i Akropolu, buntuje się w nas wszystko, co jest naszą dumą i godnością i wielka nas ogarnia żałoba. Więc nie ma już na tym świecie miejsc, gdzieby nie dotarły niszczycielskie machiny barbarzyńcy, z którym - o ironio - współdziała dzisiaj Rzym? Nie ma już świętości na tej zhańbionej ziemi, której by nie dosięgły brutalne łapy ikonoklastów? Już nawet nazwy nie ma, drogiej sercu humanisty, której by nie podeptała stopa najeźdźcy. Ta wojna chce zniweczyć resztki czaru, który otacza takie niemal święte pojęcia, jak: Olimp, Maraton, Termopyle. Cóż nam pozostanie? Chyba jeszcze ta druga Ziemia Święta, po której chadzał Chrystus z Apostołami, po której chadzali prorocy Izraela, ale tylko patrzeć - i tam padną bomby i pokruszą biblijne ruiny i rozwalą resztki czcigodnych murów, pamiętające króla Salomona, króla Dawida, oraz potomka krwi Dawidowej, który Swą śmiercią na Krzyżu chciał zbawić świat.

 

Jak chór z tragedii attyckiej wołamy: Biada, biada! Oto giną ostatnie relikwie człowieczeństwa, godnego tej nazwy. Gdy pierwsze bomby padną na Akropol i strzaskają kolumny Partenonu, zakryjmy twarze, jak przodkowie dzisiejszych herosów greckich je zakrywali chitonami w godzinie boleści. Gdzież są Erynie, które by runęły na zmotoryzowane kwadrygi Germanów i rozszarpały opancerzone załogi? Gdzie Meduzy, od których spojrzenia zamarłyby serca barbarzyńców? Gdzie Harpie, które by porwały jadło hańbicielom Hellady? Gdzie Chimery, które by rzucały się w powietrzu na bombowce i samym spojrzeniem strącały je w otchłań?

Charon nie chce przeprawiać na drugi brzeg Styksu dusz poległych najeźdźców i z pogardy zwraca im obola, który okazał się fałszywy. Hades wzdraga się przyjąć wojowników ze swastyką do swego królestwa cieni. O, Nike samotracka, bezgłowa! Jeżeli stoisz jeszcze w paryskim Luwrze, jeśli ciebie nie wywieźli w głąb Germanii, zatrzepotaj kamiennymi skrzydłami, a od szumu twych skrzydeł może padną trupem nowocześni Hunnowie, zdobywcy Samotraki! Ich propaganda zapewne każe im wierzyć, że czynią dobrze i że są prawowitymi dziedzinami Hellady. W poszukiwaniu moralnej legitymacji do najazdu Grecji niewątpliwie propaganda niemiecka powołuje się na bezsporne zasługi niemieckich hellenistów, archeologów i filologów tudzież na poetów, którzy przyczynili się do rozpowszechnienia kultu greckiej starożytności. Może ta propaganda wzywa nadaremnie imion Winckel-manna i Schliemanna, Wolffa, Doerpfelda, Goethego i Schillera, którym świat rzeczywiście zawdzięcza ożywienie obrazu Hellady. Ale ja znam rodzonego syna Henryka Schliemanna. Na imię mu Agamemnon. Był wybitnym politykiem greckim. Pozostał zawsze gorącym patriotą. Gdy ta wojna wybuchła i Hunnowie zajmowali Polskę, należał w Paryżu do komitetu, werbującego greckich ochotników do armii francuskiej. Winckelmann, Goethe i Schiller niewątpliwie odżegnaliby się od wspólnoty z dzisiejszymi najeźdźcami Grecji.

Hellada nie zginie! Choćby chwilowo jak Polska popadła w niewolę, powstaną na tej gorącej ziemi wolności i poezji, szlachetni mściciele, nowi Irydionowie, powstanie nowy Ypsylanti. I nie jest przypadkiem, iż Byron, największy poeta romantyczny Anglii, poniósł śmierć w Missolonghi w obozie nowej Grecji, walczącej o wolność. Był tylko poetą, lecz można go uważać za prekursora wojsk ekspedycyjnych Wielkiej Brytanii, posłanych na stracenie dla dotrzymania słowa honoru. Słowo prawdziwego poety zawsze jest słowem honoru, bez względu na to, czy dane na papierze, czy w życiu, czy w obliczu śmierci. Chwała Grecji! I nie rozpaczajmy nad jej klęską. Z jej wielkich klęsk, zarówno jak z jej zwycięstw, w starożytności i w wieku XIX po narodzeniu Chrystusa powstała jeszcze większa legenda i poezja. I biada krzywdzicielom Hellady. Krzywda tej ziemi nikomu w dziejach nie wyszła na zdrowie, ani imperium Rzymskiemu ani imperium Ottomańskiemu. Zginął Rzym, grabieżca Hellady, zginie też Trzecia Rzesza wraz z naśladowcami ostatnich zwyrodniałych Cezarów. Bez Grecji bowiem jak i bez Palestyny nie byłoby światła w Europie ani w całym świecie chrześcijańskim, a każda kropla krwi wylana w obronie tych świętych ziem, tych kolebek naszej cywilizacji jest krwią, ofiarowaną samej prawdzie i samemu pięknu. Kto umierał za Grecję, umierał za pramatkę naszej kultury, brońcie bogowie Olimpu, żeby kolebka nie stała się trumną. Tych, którzy poważyli się wedrzeć na Olimp, czekają męki Tantala i nawet Bóg chrześcijańskiego miłosierdzia od tej męki ich nie wybawi.

1941

Józef WITTLIN, Orfeusz w piekle XX wieku
Instytut Literacki, Paryż, 1963
Biblioteka „KULTURY”, Tom LXXXV