Konteksty


kot anna arnoJeleński podziwiał „Kulturę”, ale był zdania, że Giedroyc nie powinien czynnie angażować się w politykę. Tymczasem Redaktor uważał się za poważnego gracza na politycznej scenie. Kiedy w 1959 roku „Twórczość” rozpisała konkurs na utwór literacki dotyczący milicji i służb bezpieczeństwa, „Kultura” ogłosiła kontrkonkurs, dla tych, którzy zetknęli się osobiście z MO i UB. Oburzony Czesław Miłosz pisał, że znęcanie się nad ludźmi nie powinno być przedmiotem literackiej zabawy, „Kultura” nie może się zniżać do takiego poziomu. Z kolei Iwaszkiewicz nie zasługuje na potępienie jako „niemal agent UB”. Jeleński był podobnego zdania: „Kultura” nie powinna atakować „Twórczości”, która jest najlepszym pismem literackim w Polsce. Mieroszewski tłumaczył Giedroyciowi: „Jeleński i Miłosz uważają, że «Kultura» nie ma co się bawić w politykę - tylko współpracować i pomagać. Im nasza pozycja byłaby bardziej dwuznaczna, mętna, niewyjaśniona - tym szykany przeciwko nam byłyby mniejsze i tym mielibyśmy większe możliwości w wysyłce książek, pism zachodnich etc. To jest ich punkt widzenia. W myśl tej filozofii należy unikać każdego zadrażnienia”.


albert camus esejeZ wyroku bogów Syzyf musiał nieustannie toczyć pod górę głaz, który, znalazłszy się na szczycie, spadał siłą własnego ciężaru. Bogowie nie bez racji doszli do wniosku, że nie ma straszniejszej kary niż praca bezużyteczna i bez nadziei.

Jeśli wierzyć Homerowi, Syzyf był najmądrzejszym i najbardziej przezornym ze śmiertelnych. Wedle innej tradycji jednak miał skłonności zbójeckie. Nie widzę w tym sprzeczności. Opinie wyjaśniające, dlaczego został bezużytecznym pracownikiem piekieł, są rozmaite. Zarzuca się Syzyfowi przede wszystkim, że traktował bogów z niejaką lekkością. Zdradzał ich tajemnice. Egina, córka Asoposa, została porwana przez Jowisza. Ojciec, zaskoczony tym zniknięciem, poskarżył się Syzyfowi. Ten wiedząc, w czym rzecz, przyrzekł Asoposowi wyjaśnienie, pod warunkiem jednak, że Korynt otrzyma od niego wodę. Wolał błogosławieństwo wody od piorunów niebieskich, za co został ukarany w piekle. Homer opowiada również, że Syzyf uwięził Śmierć. Pluton nie mógł ścierpieć widoku swego pustego i niemego królestwa. Pchnął boga wojny, który wyzwolił Śmierć z rąk jej zwycięzcy.


Koniec maja, dziki wiatr i śnieg z deszczem. Z każdym rokiem coraz bardziej bezpośrednio czuję, że walczę z jakimś olbrzymim bratem, którym jest natura. Jest silniejszy ode mnie i to, co wydaje mi się tylko nastrojem, stanem nerwów, stanowi w istocie wymierzony przez tego siłacza cios nie do obrony.

Dziennik 1943-1948, Sándor Márai


obywatel kultury vaclav havelCzytałem gdzieś, że system totalitarny stwarza lepsze warunki do cierpiętnictwa niż do myślenia.

Będąc realistą, daleki jestem od patriotycznego złudzenia, że świat tylko na skutek swej beznadziejnej ignorancji nie zna nadzwyczajnych wytworów myśli, od których roi się u nas na każdym kroku. A jednak buntuje się coś we mnie również przeciw wspomnianemu twierdzeniu, że historia skazała nas na niegodną pozazdroszczenia rolę niemyślących specjalistów od cierpienia, jako jakichś uboższych krewnych ludzi z „wolnego świata”, którzy nie muszą cierpieć i dlatego mają czas na myślenie.


ADAM ZAGAJEWSKI
Schyłek lata

Podmiejski pociąg pędził przez willowe pustynie
jak sztylet, który spragniony jest tylko serca.
Z głośników dobiegał głos któregoś z dyktatorów
a wiewiórka skakała z gałęzi na gałąź,
uciekając przed moim spojrzeniem.
Schyłek lata, ciężkie szyszki cedrów,
zakonnica w grubym, brązowym habicie
uśmiecha się jak ktoś, kto wszystko zrozumiał.
Nad oleistą powierzchnią stawu ścigają się ważki,
łodzie płyną ukośnie i toną w purpurze sennego słońca,
upał dotyka każdej rzeczy i skóry jak celnik.
Listonosz drzemie na ławce, ze skórzanej torby
wysypują się jaskółki listów, w trawie topnieją lody,
krety sypią kopce na pamiątkę smagłych bohaterów,
których nikt nie pozna. Ciemne drzewa stoją
nad nami a między nimi zielone płomienie.
Nadchodzi wrzesień, wojna, śmierć.

Adam Zagajewski, Płótno
Wyd. Zeszyty Literackie; Warszawa, 2016


Wraz z zakończeniem I wojny światowej Polacy wreszcie doczekują się niepodległości i Piłsudski powraca z Niemiec w listopadzie 1918 roku jako zwycięzca. To jego wizja aliansu z Austrią pomogła w wyzwoleniu. Wprawdzie oferują mu nieśmiało stanowisko króla Polski, ale stary socjalista właśnie wysiada z czerwonego tramwaju na przystanku niepodległość i nie jest mu po drodze. Wraz z nim całe miasto oddaje się wielkiemu świętowaniu. Nawet czternastoletni pacyfista Itek Gombrowicz nie oprze się tej orgii radości.

Bo chyba mogłem mówić otwarcie

Przedwczoraj spotkanie, a potem rozmowa w szczupłym gronie z młodzieżą socjalistyczną. Wrażenie na razie bardzo dobre, po zastanowieniu się znacznie gorsze. Kiedy się jest z młodzieżą wiejską (ZMW), ma się tę pewność, że oni wiedzą, czego chcą i po co pracują. Tutaj uczucie niedowiarstwa i braku jasnych celów, ten cały ich socjalizm powierzchowny i, jak Rosjanie mówią, napyszczennyj. Zresztą to wcale nie znaczy ani o braku inteligencji, ani o braku patriotyzmu. Ostatnia mowa Gomułki zrobiła na nich ogromne wrażenie – ale także sprawa Modzelewskiego. Myślę, że nikt z góry tak głęboko nie schodzi, nie bardzo wiedzą, co ta młodzież myśli i jak reaguje. Reaguje normalnie, jak wszyscy Polacy i chyba ciągłość tradycji będzie tu zachowana. Mili oni są, ale trochę zagubieni. Przykro mi było, że się trochę wymigiwałem od mówienia im prosto z mostu. Nie wiem dlaczego, bo chyba mogłem mówić otwarcie, ale człowiek się już przyzwyczaił do migania.

22.01.1966
Jarosław Iwaszkiewicz, Dzienniki, T. III

Adam Poprzednik

Sny są częścią natury ludzkiej pochodzącą od Adama poprzednika, niebiańskiego anioła, on bowiem myśli w sposób, w jaki my śnimy. Jest tak szybki, jak my bywamy tylko we śnie, albo mówiąc dokładniej, nasze sny są stworzone z jego anielskiej szybkości. I mów tak, jak my mówimy we śnie, bez czasu teraźniejszego i przeszłego, tylko w przyszłym. Podobnie jak my, nie może on we śnie nikogo zabić ani zapłodnić. Łowcy zanurzają się w cudzych snach, w cudzym spoczynku; wydobywają z nich cząstki istnienia Adama poprzednika układając całości, tak zwane słowniki chazarskie. Wszystkie one, połączone w jeden, mają zapłodnić na ziemi olbrzymie ciało Adama Ruhaniego. Jeśli za naszym anielskim przodkiem podążamy w chwili, gdy wchodzi on po niebiańskiej drabinie, sami też zbliżamy się do Boga. Jeśli zaś mamy nieszczęście podążać za nim w czasie upadku, oddalamy się od Boga nie zdając sobie z tego sprawy. Zawsze karmimy się nadzieją, że dopisze nam szczęście, że nasze zetknięcie z Adamem wypadnie w momencie, gdy będzie on zmierzał ku drugiemu szczeblowi skali rozumu, i że nas także pociągnie na wyżyny, bliżej Prawdy.

"Słownik chazarski" Milorada Pavicia    

Odwiedza nas 72 gości oraz 0 użytkowników.

Szukaj

Początek strony