Share

Czesław Miłosz
MOCE

Słabej wiary, jednak wierzę w potęgi i moce
Których pełen każdy centymetr powietrza.
Oglądają nas - czy możliwe, żeby nikt nas nie oglądał?
Pomyślcie: kosmiczne widowisko i absolutnie nikogo?
Jest dowód, moja świadomość. Oddziela się ode mnie,
Szybuje nade mną, nad innymi ludźmi, nad ziemią,
Najoczywiściej mocom tym pokrewna,
Zdolna tak jak one oglądać, w oderwaniu.
Czy pomagają nam, szkodzą, na jakich warunkach,
Czy wolno im tylko patrzeć, któż to wie.
Śmieją się i czują litość. Przez to jakby ludzkie,
Ale też nadludzkie, bo dzień ani rok,
Ani wiek ich nie zamknie. Przedszkola, szkolne boiska,
Ich ulubiona domena. Chłopcy, dziewczynki, w biegu,
W podrzucaniu piłki, z zarysem tego czym będą,
W twarzach, w geście. Obwieszone klejnotami,
Malowane jaskrawo, senne, z kółkiem dymu przy ustach,
Albo te w białych fartuchach, w maskach z gazy,
Albo białopierśne karmiące. I oni, z chwałą kogutów,
Na obradach, brzuchaci gracze o władzę, na turniejach
Pijackich, mętnoocy. Łóżka, kołdry, jego i jej
Niezrozumiałe, na dobry ład, pośpiechy.
Uczłowieczone koty. Serdeczne pieski. Żabki.
Najzieleńsze żabusie. Puchatki. Króliczki.
Język ich zawsze ten sam, podległy baśni.
I co do nich potęgom? Jak mogą duchy czyste
Pojąć od środka cierpkość, zapach, dotykanie
Szorstkich włosów, na przykład tycjanowego koloru?
Załóżmy jednak że mogą. Ale co dla nich ciemne,
To cmentarze. Pochylone ku morzu,
Które błękitnieje zza drzew, albo ku wschodowi słońca,
Albo płaskie, za szarą rzeką. Jaka doskonałość
Nieodwołalnego. Jaka zupełna inność
Obraźliwa dla istot z pola świadomości,
I przez to ponętna, tak elementarna,
Że pozostaje tylko zapytywać: „Czemu?”
I moce płyną, wirują nad kamieniami nagrobków,
„Kto kazał im umierać, komu to potrzebne?”
Wołają, rozpamiętując w nieustannym zdziwieniu.
Ponieważ myśl ich, jasna, dąży do harmonii,
Zna kształty idealne, ceni ład,
W którym to, co istnieje powinno trwać wiecznie.

Czesław Miłosz

Zeszyty Literackie Nr 18, wiosna 1987r.