
Należę do samotników, którzy bardzo rzadko bywają sami. Właściwie tylko w godzinach poświęconych czytaniu i pisaniu. Natura zawodu nauczyciela, który wykonuję, przymusza do pełnego napięcia współbytowania z innymi, wieczorami zaś jakieś paniczne przerażenie wygania mnie między ludzi.
Tu od wielu dni jestem sam. Z nikim nie zamieniam ani słowa, wyjąwszy załatwianie podstawowych spraw i niezbędne pytania. Po raz pierwszy w życiu tak długo jestem sam.
Cudowne, jak bardzo nie brakuje mi towarzystwa. Nigdy nie sądziłem, że potrafię tak dobrze funkcjonować bez rozmów i kompanii. Po rady zwracam się do bedekera, który zachowuje się przyjaźnie, o wszystkim pamięta, wszędzie wskazuje drogę. A myślami dzielę się z notesem.
Czuję, że ta samotność bardzo dobrze mi robi. Myśli układają się w dłuższe łańcuchy, uczucia są intensywniejsze, wyraźniej widzę kontury. Sprawy chaotyczne zmierzają ku uporządkowaniu, w ogóle wszystko, co we mnie jest, poszukuje formy i wyrazu, i znajduje je.
Przyjemnie pomyśleć, że znalazłem cudowny środek - nawet jeśli nie będę po niego sięgał.
Trzecia wieża, Antal Szerb
Zeszyty Literackie Nr 133
