Share

zl133Kiedyś byłem pełen ambicji i patrzyłem na własną głowę, na jej zawartość jak na dzieło sztuki. Choć nie przyznawałem się do tego przed sobą, w sercu trzymałem się dawnego goetheańskiego Bildungsideal polegającego na tym, że człowiek chciał czerpać konkretną korzyść z każdej chwili, chciał być doskonały dzięki przeczytanym książkom, przemyślanym myślom i obejrzanym widokom. Żałowałem godzin snu, śniły mi się książki oraz wirtuozerskie, choć niepewne, rozwiązania problemów historii idei.

Teraz lubię swoje lenistwo, lubię błądzić bez celu i całkowicie samotnie tu i tam. Wolno puszczam bezpańskie stado własnych myśli, niech pędzą z wiatrem przez pole, dokądkolwiek. Lubię leżeć na plecach, bo wówczas przez moje ciało przepływa fala czegoś niezrozumiałego. Lubię duże, przypominające dywan psy. Lubię własne łóżko, czasem wręcz kobiece i przytulne.

Lubię stan zmęczenia, kiedy jest mi wszystko jedno. W takich chwilach czuję się bezgranicznie dobrze, potrafię wówczas z uśmiechem rezygnacji przyjąć do wiadomości losy świata i powiedzieć: wybaczam istnienie tobie i sobie. Albo nawet nic nie mówić, tylko się uśmiechać. To trochę głupie, bo niby do czego ten uśmiech — ale czynię to całym ciałem, moim biednym, cherlawym, nieprzydatnym ciałem, którego jednak nie zamieniłbym z żadnym atletą. Podczas ziemskiej wędrówki zapisało się w nim bardzo wiele wspomnień, a poza tym lubię, że potrafi być takie zmęczone [...].

Kochany Novalis! Dobrze wiedział, że zmęczenie jest najbardziej podniosłym przejawem życia. W zmęczeniu życie powraca do siebie, przeżywa własne istnienie, dośrodkowo. Człowiek zmęczony jest krewniakiem nieskończoności.

Antal Szerb
17 IV
Zeszyty Literackie Nr 133