To nieprawda, że literatura współczesna może się wykręcać od odpowiedzialności. Z próżności, chciwości i pychy zaniedbała to, co jest jej najważniejszym obowiązkiem, a jest nim wychowanie społeczeństwa, nieubłagane oczyszczanie pojęć. Ta niemoralna ludzka wspólnota ma teraz prawo mówić, że jej najważniejsi mentorzy nie wychowali jej, tylko zawstydzali ją lub dostarczali jej „rozrywki”; ale jeśli chodzi o wartość najważniejszych - bo najprostszych - pojęć, pozostawili ją w niewiedzy.

Falstaff po francusku. Czy Falstaff jest „niemoralny”? Nie, tylko nie posiada moralności. A to nie to samo.

„Zmianę” większość wyobraża sobie tak, że któregoś wieczoru, o siódmej czterdzieści radio ogłosi... co takiego? Koniec wojny? Wieczny pokój? To niezbyt prawdopodobne. Zmiana pewnie już tu jest, już zachodzi, niezauważalnie i uparcie, każdego dnia, kiedy myślimy, że oś świata przestała się obracać i nic się nie dzieje.

19 marca coś się we mnie złamało. Nie słyszę własnego głosu, jakby instrument ogłuchł; podobno instrumentom drewnianym to się zdarza.

Nie możemy usprawiedliwić, wytłumaczyć tego, co się stało; ale możemy to wyznać i opowiedzieć. To będzie zadaniem obecnego pokolenia. „Kto chce być dudziarzem, musi przejść przez piekło”. Przeszliśmy przez piekło. Niech dudziarze się odezwą.

 

Cóż oni mogą jeszcze powiedzieć? To, że tacy byliśmy, tacy jesteśmy, z tej i z owej przyczyny. A także, że kiedyś byliśmy inni i że jeśli kiedyś wydostaniemy się z tego piekła na światło dzienne, może znów będziemy inni. Co tu się działo przez ćwierć wieku? Pewna wspólnota interesu, powołując się na Trianon, w obronie własnych feudalnych wielkich majątków prolongowała o dwadzieścia pięć lat system, który środkami łagodnego i mniej łagodnego terroru gnębił i uniemożliwiał wszelkie dążenia posiadające walor jakości. Ktokolwiek próbował tu walczyć o podniesienie poziomu, od razu był Żydem albo przynajmniej podejrzanym o to, że jest Żydem, ewentualnie, że ma żonę Żydówkę, ogłaszano go stronnikiem Anglii czy Francji, masonem albo komunistą. Ta wspólnota interesu nie potrzebowała żadnej jakości; usta mieli pełne Kolozsváru i Kassy, ale robili wszystko, by w kraju nic nie musiało się zmieniać i by nikt nie mógł powiedzieć, że Kolozsvár i Kassę można odzyskać tylko wówczas, jeśli Węgry staną się krajem na wysokim poziomie, imponującym narodom sąsiednich krajów i pozostałym tam Węgrom. W tym samym czasie Serbowie, Czesi, Rumuni robili wszystko, by pochwalić się przed światem swoimi pisarzami, malarzami, rzeźbiarzami. A w naszych ambasadach pukających do bram wędrownych pisarzy, artystów, wszelkich ludzi ducha traktowano z góry, niczym podstarości, który stawia bandosa do raportu.

Dzienniki 1944, Sandor Márai
Zeszyty Literackie Nr 133