Warszawa padła. Jakże oni byli bliscy mojemu sercu, Polacy, naród, który ma swój los, uporczywy i nieubłagany! Zrządzeniem tego losu co jakiś czas muszą ulec zagładzie. I to przeznaczenie jest prawdziwym sensem ich istnienia: z jakąż dziką siłą, z jakąż nieustępliwą bujnością zmartwychwstają z głębin swojego fatum! Może już dawno zostaliby wyniszczeni, gdyby los usposobiony bardziej pokojowo dał im do rąk narzędzia do wygodniejszego i bezpieczniejszego istnienia, być może wyniszczyliby się od wewnątrz, może oddaliby się temu wszystkiemu, co w ich naturze jest typowo polskie, swobodne i niepoprawne. A tak między wielkimi, zbójeckimi narodami zachowała ich przy życiu ta mocna więź, ten surowy historyczny los, zawsze padając, zawsze podnosząc się z upadku i zawsze typowo po polsku, czyli odrobinę zbyt hałaśliwie, przesadnie, a równocześnie budząc sympatię tym swoim ludzkim uporem - Polacy, naród, który z głębi swojej natury ma bezpośredni związek z muzyką!

 

Pomyślałem o tym właśnie teraz, gdy wybite wielkimi literami tytuły w popołudniówce krzyczały, że Warszawa padła; a potem pomyślałem o Chopinie. Co mogę zrobić dla Polaków?... Ja umiem przemawiać do świata jedynie językiem muzyki; i teraz, gdy w świecie ludzi rozlega się rzężenie śmiertelnie zranionego narodu, nie mogę uczynić nic innego niż w jednej z wielkich europejskich sal koncertowych przemówić najszlachetniejszym głosem, jakim ten naród zwrócił się niegdyś do całego świata: powołam do życia głos Chopina! Niech inni mówią o polityce, a ja w tej chwili, gdy wojska niemieckie rzucają się na ciało tego narodu, zagram we Florencji etiudę, tę Harfę eolską... Allegro sostenuto. I pozostałych jedenaście etiud z opusu 25. To wszystko, co mogę zrobić. A po Chopinie niech z sali koncertowej przemówi głosem Beethovena drugi naród, który dał światu doskonalą muzykę. Appassionata będzie właściwą odpowiedzią na wszystko w chwili, gdy grzmią polskie i niemieckie działa. Albowiem powinienem coś uczynić; artysta nie może pozostać niemy, kiedy dwa narody, polski i niemiecki, zwarły się w śmiertelnym uścisku. Niech w jednej europejskiej sali koncertowej przemówią te dwie dusze, dwa przeciwieństwa, dwa światy, które jednak w rezultacie mówią to samo. A gdy mnie poproszą o bis? Czy mam zagrać Czajkowskiego, aby ta historyczna chwila osiągnęła pełnię?... Czy powinien też zabrzmieć głos Rosji w chwili, gdy Niemcy i Polacy usiłują za pomocą muzyki narzucić światu harmonię, a więc to, co z taką potworną energią starają się zanegować ziemskie furie?... Myślałem o tym w pociągu, który niósł mnie do Włoch w ów wieczór, kiedy padła Warszawa. Wiedziałem też, że patos, z jakim objaśniam mój koncertowy zamysł, jest czymś więcej niż tylko figlarnym konceptem. Rację miał ambasador: to jest swego rodzaju służba. Polską, niemiecką i rosyjską muzykę przywołam w świecie, który już teraz, a tak będzie długo, nie chce słuchać niczego innego poza własnym śmiertelnym rzężeniem.

Siostra, Sándor Márai
Wyd. Zeszyty Literackie, 2017