W Budapeszcie. Znowu w naszym mieszkaniu. Nie mam niczego innego, tylko te książki w pokoju. Jest między nimi z tysiąc, które są mi szczególnie, głęboko bliskie. Jeśli te książki przepadną... cóż, nie stanie się ze mną nic specjalnego.
Ale stanowią dla mnie źródło siły. Bez nich staję się w pewien sposób głuchy. To moja ojczyzna, ten pokój pełen książek. W obcych bibliotekach nie mógłbym odnaleźć więzi z duchem, który przemawia do mnie w tym pokoju, pośród tych książek. Jeśli jutro bomba spustoszy to wszystko, będę bezdomny. Trzeba się z tym liczyć. Ale nie trzeba narzekać. Bomba krąży gdzieś w powietrzu nad naszymi głowami i w każdej chwili może spaść. Właściwie musiałby stać się cud, żeby nie spadła. Ale trzeba wierzyć w ten cud. Tylko nie liczyć na nikogo i nie pokłać w niczym nadziei. Milczeć i pracować, póki się da. I z wdzięczną radością patrzyć na książki, na moich przyjaciół, dopóki jeszcze można.
Dziennik 1943-1948, Sándor Márai
Wyd. Czytelnik, 2016
