Konteksty


Codziennie około piątej - lato było pogodne, bardzo ciepłe - przychodził stary przyjaciel Troosta, Abraham Anslo, niegdyś sławny na całą Holandię kaznodzieja, dziś milczący staruszek z siwą, rzadką brodą i wiecznie załzawionymi oczami. Siadał w nogach łóżka; uśmiechali się do siebie; ich dialog toczył się po za słowami i czasem. Chory miał ogromną potrzebę zwierzyć się ze swoich wątpliwości, duchowych rozterek i niepokojów. Nie mógł zupełnie pojąć Tamtego Świata. Puste błękity napawały go przerażeniem. Była to zapewne bezbożna rewolta wyobraźni, a nade wszystko pogańskich zmysłów. Absolutnie nie był w stanie zrozumieć, jak można istnieć bez domu, bez skrzypiących schodów i poręczy, bez zasłon i świeczników. A także bez tkanin, wśród których spędził całe życie. Jaka nieubłagana siła zabiera nam chłód szorstkiego jedwabiu, czarną wełnę przelewającą się przez ręce jak łagodna fala, płótno przypominające tafle stawu ściętego lodem, welur łaskoczący jak mech, koronki, które zdają się szeptać kobiece sekrety?
Anslo odchodził przed zapadnięciem zmroku i na pożegnanie dotykał zimnymi palcami ręki przyjaciela.



Maria JanionWie Pani, odczuwam, mimo tych uspokajających tonów, że jest w Pani taka tendencja, aby ukazać mnie jako malownicze monstrum, podobne do Marshalla Bermana. Wcale mi to nie przeszkadza, właściwie odpowiada. Skoro on sam podobny miał być do kloszarda, jak Pani mówi, rozumiem, że był to jego egzystencjalny wybór. Może taki jak u postaci Becketta. Kloszard metafizyczny to ktoś ogołocony ze złudzeń, oderwany od korzeni i fundamentów, wydziedziczony na własne życzenie ze wszystkiego, prócz zdolności do współczucia. Nawet jest taki fragment u Bermana, w tej ważnej rozprawie Wszystko, co stałe, rozpływa się w powietrzu..., kiedy interpretując Marksa, formułuje diagnozę kondycji współczesności: „Musimy zacząć tam, gdzie się znajdujemy: psychicznie ogołoceni, odarci ze wszystkich religijnych, estetycznych, moralnych aureol i sentymentalnych zasłon, ale gotowi stworzyć tożsamości i wzajemne więzi, które mogą nam pomóc trzymać się razem”. To jest bliskie i tym ideom feministycznego nomadyzmu, które formułowały filozofki, i tej właśnie bardzo mi bliskiej figurze całkiem już skrajnej, beckettowskiej.

Maria Janion

znalezione w: Transe - traumy - transgresje. T. 2: Prof Misia



polonez-na-polu-minowymPisał pan: „Wszyscy z zupy, cały naród. Życiorysy jak przypalona zupa, pejzaż jak zupa rozlana”.
- Polak bez zupy to jakiś taki małopolski. Polska powinna mieć dymiący talerz zupy w herbie, a nie jakiegoś orła, który z tymi rozcapierzonymi szponami wygląda tak, jakby go ktoś na chwilę do prądu podłączył.
Jakby tak przymrużyć mózg, to znaczy skupić się, to można by każdego człowieka przyzupić.

Daj posmakować, a powiem ci, kim jesteś?
- Uchyl rąbka pokrywki. Najwięcej to mamy chyba grochówek i żurku, bo to ludzie pospolici. Niektórzy z wkładką, inni bez. Smakują, ale tylko wtedy, kiedy kontakt z nimi jest raz na jakiś czas. Pomidorowych też dużo, to raczej lud z miasta. Ten bardziej pospolity z ryżem, mniej z makaronem, bo pomidorowa ma szczeble – ta kremowa z bazylią wstydzi się tej z ryżem, chociaż to jedna rodzina.
A zwodnicze kapuśniaki? Przaśne fasolowe? Chytre szczawiowe? I te wyprane z płci jarzynowe. A nad nimi wszystkimi Król Polski Jego Wysokość Rosół, ponadpłciowy. Nasza hostia niedzielna, którą spożywamy łyżką w pocie czoła.

Janusz Rudnicki w rozmowie z Dorotą Wodecką

Dziady, reż. M. Zadara; Teatr Polski we WrocławiuJeśli przyjrzymy się innym naszym cechom narodowym (jak miłość ojczyzny, wiara, zacność, honor...) to w nich wszystkich dostrzeżemy ów przerost, wynikający stąd, że typ Polaka, jaki sobie urobiliśmy, musi tłumić i niszczyć typ, jakim moglibyśmy być, istniejący w nas jako antynomia. Ale stąd wynika, że Polak jest zubożony ściśle o połowę siebie samego, przy czym nawet ta połowa, której przyznaje się prawo głosu, nie może się ujawnić w sposób naturalny. Mniemam, że dziś właśnie nadszedł moment aby uruchomić tę drugą naszą osobowość - dzisiaj, nie tylko dlatego że musimy koniecznie stać się luźniejsi, giętsi wobec świata - także dlatego że ta operacja wymaga niezmiernej swobody duchowej, która stała się dla nas, poza granicami kraju, możliwa - ale przede wszystkim dlatego, że to jedyny zabieg zdolny naprawdę natchnąć nas nową żywotnością, otworzyć przed nami nowe tereny.

Na nowo

Nieraz myślę: a gdyby tak zacząć życie na nowo? I to z całą świadomością? Gdyby jedno życie można było przeżyć, jak to mówią, na brudno, a drugie na czysto? Sądzę, że wtedy każdy z nas starałby się nie powtarzać, przynajmniej stworzyłby sobie inne warunki, urządziłby taki dom z kwiatami, z mnóstwem światła…

Antoni Czechow, Trzy siostry

Wstęga Möbiusa

Niegdyś pisałem, że dziennik to forma kontemplacji czasu, która zdaniem Simone Weil jest kluczem do ludzkiego życia, ale musiało upłynąć kilka lat (zawartych w trzech tomach Dziennika północnego), abym tę myśl przyswoił. Nie oznacza to wcale, że znalazłem klucz do ludzkiego życia. Na odwrót, doszło do mnie, że żadnego klucza nie ma, kontemplacja czasu trwa bez końca (a raczej kończy się razem z życiem…) i dlatego nie może być doń kluczem. Może być co najwyżej sposobem życia.
Mariusz Wilk, ZL Nr 118

Odwiedza nas 82 gości oraz 0 użytkowników.

Szukaj

Początek strony