Share


"Dobrze jest urodzić się w małym kraju, gdzie przyroda jest ludzka, na miarę człowieka, gdzie w ciągu stuleci współżyły ze sobą różne języki i różne religie. Mam na myśli Litwę, ziemię mitów i poezji. I chociaż moja rodzina już od XVI wieku posługiwała się językiem polskim, tak jak wiele rodzin w Finlandii szwedzkim, a w Irlandii angielskim, wskutek czego jestem polskim, nie litews­kim, poetą, krajobrazy i być może duchy Litwy nigdy mnie nie opuściły. Dobrze jest słyszeć od dziecka słowa łacińskiej liturgii, tłumaczyć w szkole Owidiusza, uczyć się katolickiej dogmatyki i apologetyki. Jest błogosławieństwem jeżeli ktoś otrzymał od losu takie miasto studiów szkolnych i uniwersyteckich jakim było Wilno, miasto dziwaczne, barokowej i włoskiej architektury przeniesionej w północne lasy i historii utrwalonej w każdym kamieniu, miasto czterdziestu katolickich kościołów, ale i licznych synagog; w owych czasach Żydzi nazywali je Jerozolimą Północy. Dopiero też wykładając w Ameryce zrozumiałem jak wiele przeniknęło we mnie z grubych murów naszego starego uniwersytetu, z zapamiętanych formuł prawa rzymskiego, z historii i literatury dawnej Polski, które dziwią młodych Amerykanów swoimi szczególnymi cechami: pobłażliwą anarchią, rozbrajającym zaciekłe spory hu­morem, zmysłem organicznej wspólnoty, nieufnością wobec wszelkiej władzy scentralizowanej.

Poeta, który wyrósł w takim świecie powinien być poszukiwaczem rzeczywis­tości przez kontemplację. Drogi powinien mu być pewien ład patriarchalny, dźwięk dzwonów, oddzielenie się od nacisków i uporczywych żądań naszych bliźnich, cisza klasztornej celi, jeżeli księgi na stole to traktujące o tej niepojętej właściwości rzeczy stworzonych, jaką jest ich esse. I nagle wszystko to zostaje zaprzeczone przez demoniczne działania Historii, mającej wszelkie cechy krwiożerczego bóstwa. Ziemia, na którą poeta patrzył w swoim locie wzywa krzykiem zaiste z otchłani i nie pozwala się oglądać z wysoka. Powstaje niepokonalna sprzeczność, realna, nie dająca spokoju w dzień i w nocy, jakkolwiek ją nazwiemy, sprzecznością pomiędzy bytem i działaniem czy sprzecznością po­między sztuką i solidarnością z ludźmi. Rzeczywistość domaga się, żeby ją zamknąć w słowach ale jest nie do zniesienia i jeżeli dotykamy jej, jeżeli jest tuż, nie wydobywa się z ust poety nawet skarga Hioba, wszelka sztuka okazuje się niczym w porównaniu z czynem. Natomiast ogarnąć rzeczywistość tak, żeby zachować ją w całym jej odwiecznym powikłaniu zła i dobra, rozpaczy i nadziei, można tylko dzięki dystansowi, tylko wznosząc się nad nią - ale to z kolei wydaje się moralną zdradą".

Mówił też Miłosz o twórcy, który nie godząc się na urzędowe kłamstwo, wybiera los wygnańca, zyskuje wolność, ale to, co ma do powiedzenia na Zachodzie, zdaje się nikogo nie obchodzić, bo cywilizacja weszła w fazę zobojętnienia, „jakby dosłownie spełniała się przepowiednia Nietzschego o nihilizmie europejskim”. A przecież samym sednem człowieczeństwa jest pamięć, zadaniem poety winno być podtrzymanie więzi z umarłymi, niezgoda na kłamstwo, szacunek dla rzeczywistości, która może ukrywa w sobie szyfr wyższego wymiaru. „Jak wszyscy moi współcześni – powie z perspektywy swych blisko siedemdziesięciu lat i życiowego bagażu mieszkańca wyjątkowo skrwawionego zakątka kontynentu – byłem skłonny do  rozpaczy, do przewidywania bliskiej zagłady, i wyrzucałem sobie uleganie nihilistycznej pokusie. Na głębszym jednak poziomie poezja moja, jak mi się zdaje, pozostała zdrowa i wyrażała tęsknotę do Królestwa Prawdy i Sprawiedliwości”.
Wyimiki z przemówienia noblowskiego Czesława Miłosza

Share


Pamiętam ranek, kiedy dostał Nagrodę Nobla. Odebrałem telefon z ‘New York Timesa”:
- Powiedz nam, jakie on ma hobby.
- Hobby? Poeci nie mają hobby, mają obsesje…
- Nie, nie, hob-by, rozumiesz? Przecież musi mieć jakieś hobby!
- Ależ tak, tak. Ma hobby: tłumaczy Stary Testament na polski.
Śmiertelna cisza. Słuchawka opadła na widełki…
Leonard Nathan w filmie Czarodziejska góra

Znalezione w: Miłosz. Biografia, Andrzej Franaszek, Wydawnictwo ZNAK, 2011.

Share


Opublikowany w roku 1972 zbiór esejów Prywatne obowiązki wziął tytuł od szkicu „Prywatne obowiązki wobec literatury polskiej”, w którym Miłosz zdecydowanie konstatuje: „muszę zdobyć się na kilka elementarnych stwierdzeń. Nie urodziłem się w Polsce, nie wychowałem się w Polsce, nie mieszkam w Polsce, ale piszę po polsku”, choć poznając ten język w dzieciństwie „nie wiedziałem, że polszczyzna jest mową bitych, poniżanych, cierpiących na kompleksy męczeńskie i niewolnicze. Jednocześnie jednak ukazuje się jako człowiek z polskością połączony splotem nie do rozwiązania: „stosunki moje z obcymi są zbyt płytkie (…) u Polaków wystarczy mi drobny znak, a już odtwarzam wszystko, co w nich siedzi, bo to nie jest tylko w nich, poza mną, ale także we mnie, jako część mojego le moi est haïssable [nienawistnego ja]. Ich zachowanie się mnie drażni, ponieważ demaskuje skłonności, jakie w sobie samym staram się (…) ujarzmić”.

Znalezione w: Miłosz. Biografia, Andrzej Franaszek, Wydawnictwo ZNAK, 2011.

Share


Polska i jej literatura jest czymś wyjątkowo w świecie znienawidzonym. Trochę się to zmieniło w ostatnich latach, bo działa prestiż marksizmu, tak zwanych poważnych przeżyć z tym związanych i „liberalizmu”, ale ma się do czynienia ostatecznie z bardzo starymi reliktami. Weź pod uwagę ilość – miliony imigrantów z Europy Wschodniej w Ameryce (…) kulturalnie wyjątkowo martwych (…). I to się przekazuje, to nie jest rzecz jednego pokolenia. (…) Książki są, nawet dużo, ale pisane szowinistycznie, wychwalające siebie, dmące się, jakby naumyślnie tak wynoszące Polskę ponad niebiosy, żeby u każdego normalnego człowieka wywołać przekorę. Więc biorę np. w bibliotece historię Polski Dyboskiego (…) i tam na marginesie, kiedy mówi o 3 rozbiorze, wykrzykniki w rodzaju: „Evviva Catherina!”, albo przy jakiejś okazji „Obrzydliwy szowinistyczny Pollack”, takież mniej więcej uwagi na marginesach Romantyzmu polskiego Juliana Krzyżanowskiego.
List Cz. Miłosza do J. Błońskiego z 1962r.

Znalezione w: Miłosz. Biografia, Andrzej Franaszek, Wydawnictwo ZNAK, 2011.

Share


Wykłady nie kosztują mnie tyle bólu, ile przewidywałem. Nie muszę ich pisać. Wystarczają notatki po polsku, podział materiału na punkty. Jak się zdaje, b. podobam się studentom”. Mam ich „mało, ale nie jednego czy dwóch, jak mi docina Janka, mało, bo zapisali się na inne wykłady, kiedy mój przyjazd był niepewny i odwlekał się. (…) Wcale nie mam wrażenia, że gadam do ściany, kontakt na ogół dobry. (…) Jak dotąd to traktują mnie na wydziale ze wzruszającą kordialnością, a taki niby-rewizor bardzo po moim wykładzie wydziałowi gratulował. Cóż mam jeszcze napisać? Czuję się jak krowa, która wstąpiła do baletu” – relacjonował Jerzemu Giedroyciowi magister prawa Uniwersytetu Wileńskiego, który niegdyś uciekł z polonistyki, przestraszony wizją bycia nauczycielem.
(…)
Dotychczasowe posady były dla mnie męką i nudą (…). Wykładanie  literatury polskiej ma znacznie więcej sensu” – zwierzał się Vincenzowi po zakończeniu pierwszego roku akademickiego, zaś kilkanaście miesięcy później w liście do Andrzejewskiego wyjaśniał: „nigdy mnie polityka nie interesowała, tylko powiedzmy – metapolityka (…) ale Zniewolony umysł wystarczył, żeby mnie zaszeregować, (…) jest przylepiona maska, której nie zedrę już nigdy. Tak że wyjazd tu był konsekwencją prób jeżeli nie jej zdarcia, to zapomnienia o niej i bardzo sobie z tego powodu Berkeley chwalę. Jestem profesor literatury polskiej i poeta – czyli jestem tym, czym powinienem był być stale.”

Znalezione w: Miłosz. Biografia, Andrzej Franaszek, Wydawnictwo ZNAK, 2011.

Wiedza nie chroni przed namiętnościami

Nie wiemy dokładnie, czy Potocki miał już w tamtej chwili jasną wizję naukowego projektu, którego pierwsze owoce miały się ukazać w roku 1789 i który będzie realizował do samej śmierci, tak jak się pielęgnuje idée fixe: zamierzał  odtworzyć, poczynając od najdawniejszych źródeł, historię różnych ludów słowiańskich, obmyślić podstawy etnologii ogólnej i ponownie rozpatrzyć same zasady chronologii. Czy te wspomnienia do Serbii i na Węgry w 1783 roku wypłynęły w chwili, kiedy uczony podjął się urzeczywistnienia swojego projektu? Czy też obserwacje poczynione w tych krainach i być może zapisane w zeszytach podobnych do tych, które będzie prowadził podczas podróży na Kaukaz, są już częścią precyzyjnie ukierunkowanych badań?

Nic nie pozwala nam tego rozstrzygnąć, ale można przynajmniej dostrzec pewne cechy właściwe postawie badacza, których Jan Potocki już nie utraci: jest uwrażliwiony na wszystkie przejawy życia codziennego zwyczajnych ludzi i ich praktyk kulturalnych (jak muzyka, poezja, język), które mogą dostarczyć materiału do studium porównawczego, prowadzonego z myślą o możliwie najszerszej syntezie wiedzy. Dla Potockiego historia ludów jest wpisana w teraźniejszość ludzi i natury, świat nadaje się do odczytania jak wielka księga rejestrowa, którą należy tylko odpowiednio zrozumieć i odtworzyć jej spójność; to w sumie księga porównywalna do tej, jaką wobec świata literatury stanie się Rękopis znaleziony w Saragossie. Wielka intelektualna przygoda jej autora zaczęła się właśnie wtedy, co tak trafnie ujęła później Konstancja:


Elementy wiedzy zdają się układać niczym ogniwa łańcucha: jeden po drugim. Kiedy już raz wkroczy się w jej domenę, trudno ją porzucić; staje się źródłem żywej radości. Niestety, wiedza nie chroni przed namiętnościami; próżność wydaje się tam dobrze zadomowiona, ale gdzież jej nie ma? W rzeczy samej zdobywanie wiedzy jest rozkoszą i we wszystkich ziemiach widywano hrabiego Jana, który żywo interesował się każdym nowym odkryciem, każdym postępem w rozwoju nauk, jakkolwiek to historia, a raczej chronologia, sięgająca czasów najbardziej zamierzchłych, była stałym przedmiotem jego badań.


Notatka biograficzna Jana Potockiego pióra Konstancji Potockiej


Znalezione w: Jan Potocki. Biografia, François Rosset, Dominique Triaire

Bo chyba mogłem mówić otwarcie

Przedwczoraj spotkanie, a potem rozmowa w szczupłym gronie z młodzieżą socjalistyczną. Wrażenie na razie bardzo dobre, po zastanowieniu się znacznie gorsze. Kiedy się jest z młodzieżą wiejską (ZMW), ma się tę pewność, że oni wiedzą, czego chcą i po co pracują. Tutaj uczucie niedowiarstwa i braku jasnych celów, ten cały ich socjalizm powierzchowny i, jak Rosjanie mówią, napyszczennyj. Zresztą to wcale nie znaczy ani o braku inteligencji, ani o braku patriotyzmu. Ostatnia mowa Gomułki zrobiła na nich ogromne wrażenie – ale także sprawa Modzelewskiego. Myślę, że nikt z góry tak głęboko nie schodzi, nie bardzo wiedzą, co ta młodzież myśli i jak reaguje. Reaguje normalnie, jak wszyscy Polacy i chyba ciągłość tradycji będzie tu zachowana. Mili oni są, ale trochę zagubieni. Przykro mi było, że się trochę wymigiwałem od mówienia im prosto z mostu. Nie wiem dlaczego, bo chyba mogłem mówić otwarcie, ale człowiek się już przyzwyczaił do migania.

22.01.1966
Jarosław Iwaszkiewicz, Dzienniki, T. III

Do zajazdu przybyli...

01452676
Dzisiaj
Wczoraj
W tym tygodniu
W ubiegłym tygodniu
W tym miesiącu
W ubiegłym miesiącu
Wszystkie wizyty
2219
870
4027
1442005
42106
55585
1452676

Your IP: 3.235.137.159
2020-09-30 22:33

Odwiedza nas 390 gości oraz 0 użytkowników.

Szukaj

Początek strony