CZESŁAW MIŁOSZ
(30.06.1911-14.08.2004)



Żyjemy w stanie codziennej hipnozy. Taka jest natura ludzka. Zamiast dostrzegać rzeczywistość, która jest piękna, ale i groźna, narzucamy na nią banalne nalepki. Rolą sztuki jest odsłonięcie tej rzeczywistości, choćby na chwilę.
Język to szczególna tajemnica, skoro wszystko u ludzi płynie językiem. Słowami układamy tę sieć, umawiamy się na grupową hipnozę. Język jest jak dekoracje w teatrze, za którymi szykuje się przedstawienie. A dobra poezja ściąga maski, zrywa kurtynę, jest instrumentem olśnienia, buntuje przed banałem i ujawnia kłamstwo. Sięga tam, gdzie żaden dowód logiczny się nie przebije. Jest w niej coś z magicznych inkantacji i starożytnych pieśni. Ojciec uważał, że coś przez niego przemawia, a on to tylko szlifuje. Dobrze, żeby młodzi czytali właśnie taką poezję.

Anthony Miłosz
Całość tekstu >>>



(…) Przenikliwości Miłosza należy oddać hołd. Poeta umiał obserwować przekształcającą się rzeczywistość, umiał ją rejestrować i nazywać. Dostrzegając ów stop ideologii stalinowskiego komunizmu z tradycyjnym syndromem ksenofobii i antysemityzmu, na którym bazował obóz skrajnej prawicy, antycypował przecież ideologię aparatu władzy uformowaną w trakcie wydarzeń macowych w 1968 r.
Inspirowany zdarzeniami tego roku nakreślił Miłosz zarys nowej wizji komunistycznego ładu, nowego wcielenia komunistycznej ideologii. Wiersz temu poświęcony zatytułował: Wyższe argumenty na rzecz dyscypliny zaczerpnięte z przemówienia na Radzie Powszechnego Państwa w roku 2068.


Sigmund Lipinsky - Inter arma silent musae (1922)Inter arma silent Musae - podczas wojny milkną Muzy - i jakże nikły ślad w poezji zostawiły wojny napoleońskie, amerykańska wojna domowa czy pierwsza wojna światowa. Na to odpowiadam, że analogie historyczne są zawodne i że problem jak najbardziej istnieje, a polega na tym, że słowo pisane natrafiło w naszych czasach na zupełnie nowy fenomen i że nie chodzi tutaj o masakry ludności jako incydent z woli władcy, jakiegoś Dżyngis-chana. Byłoby też błędem umieszczać wydarzenia pierwszej połowy dwudziestego wieku w rubryce zatytułowanej „przeszłość", bo wiele wskazuje na to, że świat obozów koncentracyjnych był, jak i jest nadal, jedynie pierwszą z form, w jakich ujawnia się wyłaniający się z primordialnych wód Lewiatan, wszechwładne państwo, Bestia Apokalipsy. Ludzie, którzy po raz pierwszy zostali postawieni wobec niego jako faktu, odczuwali niejasno, że upadają dotychczasowe koncepcje człowieka i społeczeństwa, że odsłania się nowy wymiar, i to nie przez wielkość zbrodni, ale przez jej bezosobowość. Dlatego zachowanie się języka wobec takiej nowej społecznej formy, zdolność albo niezdolność uchwycenia jej w tym, czym naprawdę ona jest, nie może nie obchodzić poety.


Kultura Nr 6 (200) / 1964Europa tak dosięgła mnie nowością swojej fazy, spostrzeżonej nagle, że ze sprzecznych uczuć, z gniewu na jej zadowoloną z siebie łapczywość, z żalu nad rosnącym dystansem pomiędzy jej bogactwem i ubóstwem krajów niedorozwiniętych czy zahamowanych, z odrazy i przywiązania i podziwu, zostało tylko przyznanie się do nierozumienia. W czym nie byłem wyjątkiem, bo każdy z moich zachodnio-europejskich przyjaciół też przyznaje się, że nie rozumie, jakby wszystkie definicje których nauczyliśmy się pękały, rozsypywały się i czas przyśpieszony ukazywał ich staroświeckość. A co jeżeli Europa, żrąc, pijąc, rozmnażając się, wyładowując swoją brutalność na szosach, raz jeszcze wyobraża nie co innego jak ludzkość, skoro upadły wszelkie ideologiczne alibi, i buntując się przeciwko niej zdradzamy się z tym po prostu, że to ludzkość nam nie odpowiada? Stawia się datę i widzi się, że wszystko co się dzieje powinno być zatytułowane: dwadzieścia lat później. Protestuje się: nie chcę zapomnieć. Ale zaraz nawiedza nas myśl, że jest to poszukiwanie jeszcze jednego alibi.

Polska

Polacy wczoraj przyjechali, dali się zobaczyć, dotknąć. Młodsi ode mnie. Do kraju nie ma powrotu, jeżeli chciałbym wrócić do tego, co dla mnie jest krajem, było krajem. Albo inaczej mówiąc: Polska coraz mniej jest Polską dla mnie, czyli moją przeszłością, co nie przeszkadza, że jeszcze bardzo dużo jej zostało. Słusznie podobno Gombrowicz powiedział, że z ojczyzną nie ma żartów, bo ojczyzna jest naszą fizycznością, naszym ciałem. Możność więc pozostawania z dala od ojczyzny w jakiej takiej równowadze zależy od tego, jak bardzo nie jesteśmy wyłącznie ciałem, jak bardzo duch nasz krzepki. Co znajduje potwierdzenie w doświadczeniu, że im prymitywniejsi ludzie, tym trudniej im z dala od Polski. Kto jednak może żyć całkiem bez ciała?

07.03.1966

Dziennik tom 1 (1962-1969), Sławomir Mrożek

Czerpanie

Nie chcę czerpać z wody zapomnienia, a udręczają mnie wody pamięci.

Julia Hartwig

Odwiedza nas 32 gości oraz 0 użytkowników.

Szukaj

Początek strony