Share
 
Share


„Starsza o rok, szczupła, niewysoka, z ciemnymi włosami i oliwkową, niemal hinduską cerą, nie była wielką pięknością (…). Potomkini polskich Żydów (jej ojciec na początku stulecia wyemigrował z Wilna do Szwajcarii), razem z Hannah Arendt (której zresztą przedstawi Miłosza) studentka Karla Jaspera, antykomunistyczna socjalistka”. Związała się z Miłoszem w wyjątkowo trudnym dla niego czasie po zerwaniu z Polską komunistyczną. Była jego kochanką, partnerką do dyskusji, pomagała zaistnieć na Zachodzie. Miłosz po latach pisał o niej: „Była prostolinijna, ostra, fanatyczna, niezdolna do dyplomatycznych taktyk i kompromisów (…) I niestety, Jeanne była skazana na samotność, bo wszyscy jej się bali. To powietrze było tak moralnie czyste, że nie do oddychania. Jakże ja, pokrętny, chwiejny i w moim mniemaniu raczej brudas, mogłem w nim wytrzymać?”.

Share
 
Share


Na kwadratowym podwórcu uniwersytetu w Padwie uważnie czytałem tablice z nazwiskami studentów pobierających tu nauki w epoce Renesansu, z pewną dumą odnajdując wiele nazwisk polskich. Duch Bolonii łatwo brał mnie w posiadanie, tak podobny do ducha mojego miasta. We Florencji drapałem się na Fiesole, żeby złożyć wizytę polskiemu drukarzowi, który cały warsztat miał w jednym pokoju i ręcznie składał ozdobne tomy, fanatycznie oddany swemu rzemiosłu, nienawidzący maszyny i maszynowej cywilizacji". Tym drukarzem był Samuel Fryderyk Tyszkiewicz, właściciel Stamperia Polacca, a Miłosz znalazł też we Florencji czas, by pójść na grób Stanisława Brzozowskiego i złożyć wizytę wdowie po nim. Z kolei w Rzymie odwiedza malarza Edwarda Matuszczaka, a na przedmieściach San Gimignano, gdzie „kilkadziesiąt średniowiecznych wież wyskakiwało z zieleni nagle, jak jedna ręka z rozmnożonymi palcami", Józefa Rajnfelda, mieszkającego w Pensione Bella Vista ze swym angielskim partnerem. „Piliśmy wino, patrząc w ciemność pełną świetlików latających nad parowem i nad winnicami. Rajnfeld, czarnowłosy, z okrągłą twarzą, wydał mi się ujmujący i radosny".  Również dla gospodarza „wizyta była bardzo przyjemna", o czym Rajnfeld zapewnia Iwaszkiewicza w pisanym w Paryżu liście z 25 czerwca 1937 roku. Zresztą o Miłoszu Iwaszkiewicz opowiadał mu wcześniej i obu ich bawiły lewicowe ciągoty młodego człowieka. "Czy nie uważasz, że dzisiaj artysta jest o wiele bardziej niż kiedykolwiek istotą »antyspołeczną« - mimo wszystkich nonsensów w stylu Miłosza, który zrobiłby o wiele lepiej, uprawiając boks niż studiując »ekonomię społeczną«?". Teraz także Miłosz jest już skłonny przyznawać się do pierwiastka „antyspołeczności", więc długą nocną rozmowę poświęcono sztuce - może to dzięki niej poeta poznał twórczość Constantina Guysa, którego Rajnfeld uważał za ideał rysownika i „największego z wielkich. W każdym razie jeszcze przed wojną Miłosz przetłumaczy poświęconą mu rozprawę Baudelaire'a Malarz życia nowoczesnego, uważając później, że dzięki niej zrozumiał „cywilizację jako sztuczność, jako udawanie i teatr". W rozprawie tej pociągało go przede wszystkim to, że "jest to traktat przeciwko Naturze. Cały pesymizm Baudelaire'a zwraca się przeciwko rojeniom Rousseau i jego następców o dobroci człowieka w stanie dzikim. (...) Całe nasze człowieczeństwo jest dziełem umysłu zwracającego się przeciw naturalnym instynktom. To umysł otwiera nas na dobro i piękno".

Znalezione w: Miłosz. Biografia, Andrzej Franaszek, Wydawnictwo ZNAK, 2011.

Share

Wiatr to jest wzrok umarłych, kiedy patrzą na świat stamtąd, gdzie są

Dziwne - jej myśli owiewają całą okolicę. Wiatr - mówi jakiś głos w jej głowie, zapewne własny. Wiatr to jest wzrok umarłych, kiedy patrzą na świat stamtąd, gdzie są. Widziałaś kiedy pole traw, jak się kłania i słania, zapewne patrzy na nie właśnie któryś z umarłych - chciałaby powiedzieć do Chai. Bo gdyby zliczyć wszystkich umarłych, to okazałoby się, że jest ich dużo więcej niż żywych na ziemi. Ich dusze już się oczyściły wędrowaniem w wielu żywotach i teraz czekają na Mesjasza, który przyjdzie dokończyć dzieła. I patrzą na wszystko. Dlatego na ziemi wieje wiatr. Wiatr to jest ich baczny wzrok.
Po chwili spłoszonego wahania i ona dołącza do tego wiatru, który przelatuje nad domami Rohatyna i małych, skarlałych osad, nad furmanami, co przycupnęli na rynku w nadziei, że zdarzy się im klient, nad trzema cmentarzami, nad kościołami, synagogą i cerkwią, nad rohatyńskim gościńcem - i pomyka dalej, poruszając pożółkłe trawy na wzgórzach, najpierw chaotycznie, bez ładu i składu, a potem, jakby uczył się kroków tańca, gnawzdłuż koryt rzek aż do Dniestru. Tam zatrzymuje się, bo Jentę zdumiewa maestria krętej linii rzeki, jej esy-floresy, jakby zarysy liter gimmel i lamed. I potem zawraca, choć wcale nie z powodu granicy, która zmówiła się z rzeką i oddziela od siebie dwa wielkie państwa. Bo przecież wzrok Jenty ma za nic takie granice.

Księgi Jakubowe, Olga Tokarczuk

Spór o granice

Wielkość jest zawsze dotknięta koniecznością kompromisu. Wolność absolutna, która jednocześnie godzi obie strony, jest niemożliwa. Granice są przedmiotem nieustannych sporów. Ciągle będziemy negocjować, kłócić się. Każde rozwiązanie będzie zadowalało kogoś, a wściekało kogoś innego. Każde rozwiązanie będzie wystawione na falę zmiennych mód. Raz to będzie najlepsze rozwiązanie z możliwych, za chwilę pojawi się następne, lepsze. Ten spór o granice między dozwolonym i niedozwolonym, moralnym i niemoralnym będzie trwał, bo tych granic nie da się ustalić raz na zawsze, a ludzie nigdy nie przestaną tego robić.

Zygmunt Bauman

Do zajazdu przybyli...

01452713
Dzisiaj
Wczoraj
W tym tygodniu
W ubiegłym tygodniu
W tym miesiącu
W ubiegłym miesiącu
Wszystkie wizyty
2256
870
4064
1442005
42143
55585
1452713

Your IP: 3.235.137.159
2020-09-30 23:09

Odwiedza nas 40 gości oraz 0 użytkowników.

Szukaj

Początek strony