
Jeżeli to nasze odczuwanie nie wydostało się jeszcze z nas z dostateczną siłą, to ponieważ jesteśmy niewolnikami odziedziczonego języka; lecz coraz silniej przez szczeliny formy przenika ono na powierzchnię. Co narodzi się, co mogłoby narodzić się w Polsce i w duszach ludzi zrujnowanych i zbrutalizowanych, gdy pewnego dnia zniknie i ten nowy porządek, który zdławił stary, i nastąpi Nic? Oto obraz: dostojna budowla tysiącletniej cywilizacji runęła, cicho i pusto, a na gruzach - rój szarych i drobnych istot ludzkich, które nie mogą jeszcze otrząsnąć się ze zdumienia.

Męża opiewaj mi, Muzo, obrotnego, co wiele
Błąkał się, skoro obalił świętą warownię Troi.
Zobaczył miasta ludzi wielu i poznał ich myśli,
Dużo też w sercu przecierpiał bólu na morzu, o życie
Zabiegając i o to, by towarzysze wrócili.
A jednak ich nie ocalił, chociaż tak pragnął tego,
Albowiem zginęli przez swoje własne szaleństwo, głupcy,
Kiedy woły Heliosa Hyperiona zjedli,
A on odebrał im dzień powrotu. Zaczynając
Skądkolwiek, bogini, córko Zeusa, i nam to opowiedz.
Homer, Odyseja
(1, 1–10)

Przedmioty, sytuacje, „fakty”, „sprawy” w swoim wymiarze codziennym, w tym swoim pospolitym znaczeniu, jakie powszechnie im się nadaje, nie mają w sobie nic tajemniczego, a nawet są przeciwieństwem tajemnicy: tworzą świat bezpieczny, chroniący przed wszelkimi niespodziankami i wszelką dwuznacznością.
Charles Bukowski
niektórzy ludzie
niektórzy ludzie nigdy nie tracą rozumu.
ja, niekiedy Mogę tak leżeć na ziemi za kanapą
przez 3 albo 4 dni.
może mnie tam znajdą.
to Cherubin, powiedzą, i
wleją mi wina do gardła
natrą pierś
pokropią mnie oliwą.
a wtedy, ja powstanę z rykiem,
wzniośle, wściekle –
wyklnę ich i wszechświat
wykurzę tę pierzchającą przez trawnik
zgraję.
teraz czuję się znacznie lepiej,
siadam do moich tostów i jajek,
nucę jakąś nutkę
i jestem całkiem uroczy jak
różowy
obżarty wieloryb.
niektórzy ludzie nigdy nie tracą rozumu.
jakże prawdziwie okropne życie
muszą prowadzić.

Wszystko jedno, czy przelatuje się nad Nową Funlandią, czy wieczorem nad sięgającym od Bostonu po Filadelfię skupiskiem świateł, nad mieniącymi się perłowo pustyniami Arabii, nad obszarem Ruhry czy nad aglomeracją Frankfurtu, zawsze jest tak, jakby ludzie nie istnieli, jakby istniało tylko to, co stworzyli i w czym się chowają. Widać ich mieszkania i drogi, które je łączą, widać dym wznoszący się z ich domów i zakładów produkcyjnych, widać pojazdy, w których siedzą, ale samych ludzi nie widać. A przecież obecni są wszędzie na obliczu ziemi, cały czas się rozprzestrzeniają, roją się w podniebnych ulach i coraz bardziej uplątani są w sieciowe systemy, stopniem komplikacji daleko przekraczające wyobraźnię każdego z nich, czy to jak dawniej, w południowoafrykańskich kopalniach diamentów, pomiędzy tysiącznymi kolejkami linowymi i wyciągami, czy jak dziś w biurach giełd i agentur pośród nieustannie opływającego glob strumienia informacji. Gdy obserwujemy się z takiej wysokości, strach bierze, jak mało wiemy o samych sobie, o naszym celu i o naszym końcu, myślałem, kiedy linia wybrzeża pozostała w tyle za nami, a samolot leciał nad morzem koloru serwatki.
W.G. Sebald, Pierścienie Saturna
(…) Upał tego dnia byt nie do wytrzymania. Niebo wisiało białawą, rozpaloną blachą, i słońce lało takim warem, że konie ledwie się już wlokły, a rozprażona cisza pól ogarniała niezmożoną sennością. Cały świat omdlewał w słonecznej pożodze. Kłosy zbóż ciężko zwisały nad drogami; samotne drzewa, opłynięte białawym, rozedrganym skwarem, stały podobne do płomienistych wybuchów; nawet cienie leżały pokurczone, niby liście powiędło z żaru. Rozżarzone, migotliwe światło wyżerało oczy, kurz zapierał piersi, oddychało się duszącą spiekotą, parzyła ziemia, parzyło powietrze, parzyło wszystko. Drogi leżały puste i wyschnięte, na polach nie ujrzał ani żywej duszy: lipcowe popołudnie spędziło wszystkich pod strzechy.
Zamilkły ptaki, nawet skowronki nie dzwoniły, a tylko czasem przeleciała nisko nad ziemią wrona z rozziajanym dziobem, gdzieś w żytnich puszczach zawołała przepiórka, lub furknęły młode kuropatwy. (…)
Z ziemi chełmskiej. Wrażenia i notatki, Władysław Stanisław Reymont
Znalezione w: „100/XX Antologia polskiego reportażu XX wieku” pod redakcją Mariusza Szczygła
Poza światem, w którym my żyjemy, daleko w głębi leży inny świat, który znajduje się do tego świata w zupełnie takim samym stosunku, jak świat otaczający do sceny w teatrze. Poprzez cienką gazę widzi się świat zbudowany jak gdyby z gazy, lżejszy, bardziej eteryczny, w samej istocie inny niż świat rzeczywisty.
Soren Kierkegaard
Korzystając z tego, zapuszczałem się z rozkoszą w rozległe doliny I lasy wokół góry Idy. Nie tylko piękność natury, hojnie tam rozrzucone, miały dla mnie powaby. Widziałem pola, gdzie szczęśliwy Parys trzód swych pilnował; cedry, które Hektor w ręku swym ważył; laur, który tu zachował imię Dafny – i wszystkie te rzeczy pozwalały mi wyobrażać sobie starożytność żywiej może niż marmury i kolumny.
Podróże, Jan Potocki
Znalezione w: Jan Potocki. Biografia, François Rosset, Dominique Triaire
Odwiedza nas 96 gości oraz 0 użytkowników.