
Jezus w rzeczywistości nie tyle zastępuje pewne przepisy innymi, nie tyle uzupełnia je lub poprawia, ile uczy, że wszelkie przepisy są zbyteczne, jako że miłość sama pochłania sobą nakaz i uzbytecznia go niejako w spontanicznej więzi – a tylko miłość jest ważna. Innymi słowy: więź umowy między człowiekiem i Bogiem nie zostaje odmieniona przez zmianę treści umowy, ale istnieć w ogólności przestaje na rzecz więzi miłości.
Tak pojmował naukę Chrystusa Paweł, tak Augustyn, tak Luter. Tylko to ma wartość prawdziwie, co z miłości pochodzi, ale cokolwiek z miłości korzenia wyrasta nie może być sądzone prawem ani mierzone paragrafem ustawy. Nie liczy się nic, co jest gestem, jeśli skądinąd pochodzi, aniżeli z pragnienia, by pełnić wolę Bożą. Każdy z nas dźwiga powinności wobec świata, ale nie ma uprawnień, nie może rościć sobie pretensji do świata albo czegokolwiek od niego oczekiwać. Z ogromną siłą – po raz pierwszy tak radykalnie w kulturze śródziemnomorskiej – wypowiedziana została reguła fundamentalnej dychotomii: dusza i reszta świata, dobra wola i byt rzeczy w całości. Tylko dusza się liczy. W obliczu nadciągającej katastrofy totalnej tylko ślepiec liczy jeszcze na doczesne sukcesy. Królestwo niebieskie jest perłą drogocenną, za którą trzeba oddać wszystko, co mamy, całą majętność; „co za pożytek człowiekowi, choćby świat cały pozyskał, a na duszy swojej poniósłby szkodę?”.
Misją Jezusa Chrystusa jest ujawnianie nędzy doczesności. „Darmoście wzięli, darmo dawajcie. Nie miejcie złota ani srebra, ani pieniędzy w trzosach swoich. Ani torby podróżnej ani dwu sukien, ani sandałów, ani laski”. Wszystkie więzy doczesne, wszystko co łączy nas ze światem fizycznym, znikomieje do nicości w świetle tej jednej ważnej prawdziwie – więzi z Bogiem. Reszta jest wtórna – już to obojętna, już to wroga.
Leszek Kołakowski, Jezus Chrystus – prorok i reformator
Edwin Honig (1919-2011) - amerykański poeta, krytyk, tłumacz. Zmagał się z chorobą Alzheimera.
Szkoda, że cię tu nie ma, jeszcze raz to powiem.
Lato już spakowane, jesień wyłysiała
i jej rysy tężeją, jakby przybierały
ostrość przedśmiertnej maski. I wszystko dokoła
jest tak ostre, że rani. Światło przez te chmury
przecina liście na ścieżce, przecina oddech,
tnie życie wpół, przy czym tamta część drży na końcu
chmurki z ust tylko chwilę. Nie sposób odróżnić
obu połówek: działa ekonomia straty.
I nawet teraz tracę pisząc, mówiąc tracę,
słowo po słowie, prawda? W tej sztuce tak łatwo
o postępy - zbyt łatwo zostać mistrzem powiatu.
Więc jest mnie coraz mniej, za to ciebie wciąż więcej?
Aż strata straci podmiot i przedmiot ją przejmie?
Jeśli czegoś zabraknie - zdarzy się to tobie,
po raz pierwszy od kiedy nie jesteś już bogiem.
Wiersz "Teoria próżni" Tomasza Różyckiego z tomiku LITERY.

W trawie, która porosła
przyczyny i skutki,
musi sobie ktoś leżeć
z kłosem w zębach
i gapić się na chmury.
Wisława Szymborska
(Koniec i początek, fragment)
A cóż myślisz - powiada - gdyby komu było dane zobaczyć piękno samo w sobie, nieskalane, czyste, wolne od obcych pierwiastków, nie splamione ludzkimi wnętrznościami i barwami, i wszelką lichotą śmiertelną, ale to nadświatowe, wieczne, jedyne, niezmienne piękno samo w sobie. Co myślisz, czyby mógł jeszcze wtedy marne życie pędzić człowiek, który aż tam patrzy i to widzi, i z tym obcuje? Czy nie uważasz, że dopiero wtedy, gdy ogląda piękno samo i ma je czym oglądać, potrafi tworzyć nie tylko pozory dzielności, bo on nie z pozorami obcuje, ale dzielność rzeczywistą, bo on dotyka tego, co naprawdę jest rzeczywiste. A skoro płodzi dzielność rzeczywistą i rozwija, kochankiem bogów się staje, i jeśli komu wolno marzyć o nieśmiertelności, to jemu wolno.
Uczta, Platon
Mieliśmy z Lejbkiem naszą, sekretną namiętność: wsłuchiwaliśmy się mianowicie w samo brzmienie słów, w szmer odmawianych modlitw dochodzący zza przepierzenia, i nastawialiśmy nasze uszy na te wyrazy, które łącząc się ze sobą w szybkiej recytacji, mieszały swoje znaczenia.
A im dziwaczniejszy był wynik tych naszych gier, tym bardziej się z tego cieszyliśmy.
W Międzybożu wszyscy, tak jak my, byli nastawieni na słowa, toteż samo miasteczko wydawało się jakoś niewydarzone, byle jakie i chwilowe, jakby w tym zetknięciu ze słowem materia chowała pod siebie ogon i kuliła się zawstydzona: błotnista, rozjeżdżona furami droga wydawała się prowadzić donikąd, a małe chałupki stojące po obu jej stronach i dom nauki - jedyny z drewnianym szerokim gankiem ze zbutwiałego i sczerniałego drewna, w którym wierciliśmy palcem dziury - były jak ze snu.
I mogę powiedzieć, że wierciliśmy także palcem dziury w słowach, zaglądając w ich przepastne wnętrza. Moje pierwsze olśnienie dotyczyło podobieństwa dwóch słów.
Otóż żeby stworzyć świat, Bóg musiał się cofnąć sam z siebie, pozostawić w swym ciele pustkę, która stała się przestrzenią dla świata. Z tej przestrzeni Bóg zniknął. Słowo „znikać” pochodzi od rdzenia „elem”, a miejsce zniknięcia nazywa się „olam” - świat. Więc nawet w nazwie świata mieści się historia zniknięcia Boga. Świat mógł powstać tylko dlatego, że Bóg go opuścił. Najpierw było coś, a potem tego zabrakło. To jest świat. Świat cały jest brakiem.
Księgi Jakubowe, Olga Tokarczuk
„Walka jest wieczna; my zaś przeżywamy jeden jej określony moment. Ponieważ jednak my, kobiety, idziemy z falą, z potężną falą dynamiki życia, wy zaś, szanowni panowie, bronicie słabej już grobli – zwycięstwo nie przy was się ostanie. Wy – już jesteście. Jesteście, jako kształt, ustrój, system, jako wytwór czasu, który przemija. I to jest słabością waszą. My – stajemy się dopiero. I to jest naszą siłą” – przekonuje Konopnicka.
Karolina Dzimira-Zarzycka, Samotnica. Dwa życia Marii Dulębianki
Wydawnictwo Marginesy, 2022
Odwiedza nas 95 gości oraz 0 użytkowników.