Konteksty



Moja pierwsza wyprawa do strefy...
Kwitły sady, radośnie lśniła w słońcu młoda trawa. Śpiewały ptaki. Taki znajomy... znajomy... świat. Pierwsza myśl: wszystko jest na miejscu i wszystko jest jak przedtem. Ta sama ziemia, ta sama woda, te same drzewa. Ich kształty, kolor i zapach są wieczne i nikt nie jest w stanie tu czegokolwiek zmienić. Ale już pierwszego dnia mnie uprzedzono: nie należy zrywać kwiatów, na ziemi lepiej nie siadać, nie wolno pić wody ze źródła. Pod wieczór obserwowałam, jak pastuchowie chcieli zapędzić do rzeki zmęczone stado, ale krowy podchodziły do wody i od razu zawracały, jakoś wyczuwały niebezpieczeństwo. A koty, jak mi mówiono, przestały zjadać zdechłe myszy, więc te poniewierały się wszędzie: w polu, na podwórzach. Wszędzie czaiła się śmierć, ale to była jakaś inna śmierć. Przybierała nowe maski, nieznany dotąd wygląd.


Tadeusz Nyczek, Nawozy sztuczneKto jeszcze poza nami, kombatantami PRL-u, doceni to wydarzenie? W dodatku jakże pechowe, bo natychmiast unicestwione przez konkurentkę nie do pobicia, samolotową tragedię smoleńsko-katyńską... Ale czy gdyby nie ta katastrofa, która przysłoniła całe medialne niebo nie tylko nad nieszczęsną ojczyzną, wytrzymałoby także konkurencję innych równoległych wydarzeń, nawet tych trochę mniej spektakularnych? Choćby dramatycznej kwestii, czy Orlando Magic wygrają w pierwszej rundzie play-off z debiutującymi na tym etapie Charlotte Bobcats? I czy Marcin Gortat, nasz strażak wchodzący na parkiet w razie pożaru, czyli nadmiaru fauli Dwighta Howarda, znów rzuci 16 punktów i skutecznie zablokuje Stephena Jacksona na obwodzie?



Frank BrangwynKocioł polityczny naszych czasów jest dziwnie niespokojny. Co chwila podnosi się na nim pokrywa, z pod której wydobywają się gęste, złowróżbne kłęby pary. Z wielkich środowisk życia, stamtąd, gdzie wiążą się skrzyżowane nici interesów wszechświatowych, nieustannie biegną po drutach telegraficznych wiadomości, podniecające niepokój powszechny.


Sanator. Kariera Stefana Starzyńskiego; Grzegorz PiątekJak u Sartre'a - całe życie trzeba wybierać, chociaż nie wiadomo, co okaże się słuszne.
Kolejne zwroty w biografii Starzyńskiego chaotycznie zaprowadziły go ku męczeńskiej śmierci w grudniu 1939 roku. Ta śmierć zapewniła mu poczesne miejsce w pamięci zbiorowej, poezji patriotycznej i na raczej nieudanych pomnikach. Wystarczyłoby jednak, by spośród otwierających się codziennie możliwości Starzyński raz czy drugi wybrał - albo żeby wybrano za niego - inną, a zostałby zapomniany albo zapamiętany zupełnie inaczej. Prawdopodobnie przeszedłby do historii jako jeden z wielu polityków sanacyjnych - mężczyzn pełniących mniej lub bardziej sumiennie, ale raczej lojalnie, wysokie funkcje w ministerstwach, zarządach przedsiębiorstw państwowych, ligach i komitetach propagandy tego czy poparcia owego, którymi autorytarny reżim coraz szczelniej obudowywał się po przewrocie majowym.



jan potocki biografia(…) po roku 1810 tekst został poprzedzony przedmową, z której czytelnik dowiaduje się, że jakiś rękopis wpadł w ręce francuskiego oficera podczas oblężenia Saragossy przez wojska napoleońskie (co wydarzyło się zimą na przełomie lat 1808 i 1809); powieść kończy scena, w której bohater, Alfons van Worden, umieszcza rękopis swojego dziennika „w żelaznej szkatułce, gdzie go kiedyś znajdą [jego] spadkobiercy”. Potocki w latach 1804-1805 mógł sądzić, że usprawiedliwi swój tytuł, wykonując na końcu powieści jakiś piruet, ale nie mógł oczywiście przewidzieć oblężenia Saragossy. Tytuł Rękopis znaleziony w Saragossie jest całkiem abstrakcyjny w chwili, kiedy Potocki go wymyśla i wybiera spośród innych projektów.


TOMASZ RÓŻYCKI

Kiedy kwitną akacje?

                                                                         dla D. V.

Kto podtrzymuje ten świat? Będzie piękne lato.
Kąpaliśmy się w rzece, ponad skrajem lasu,
życie spakowane w koszyku i żółte czereśnie,
bardzo wodniste. Nie chcę opowiadać,

ale stało się. Tato, mama i dziecko, a wokoło
sprawy zieleni: wielka, nieporadna przestrzeń,
i forma, która nas nie chce. Opowiadam historię
narodu, który wszedł do ziemi i urosła na nim

trawa, mlecze i czarnuszka, a także wysokie
rumianki, piękne, z gorejącym okiem. Który
stał się ziemią i wyrosła z niego trawa, mieczyki,
dmuchawce, a zwłaszcza dmuchawce. Jak

potoczy się lato? Jest za dużo przestrzeni,
ponad łąką, kominami, ponad pustym sklepem.
Niechże ktoś nadejdzie, człowiek albo zwierzę
i zdmuchnie nas, zdmuchnie, polecimy dalej.

Tomasz Różycki

Z tomiku „Litery”, Wydawnictwo a5, październik 2016

Kiedy kwitną akacje? Tomasz Różycki; Z tomiku Litery; październik 2016

„Tomasz Różycki jest poetą obdarzonym niezwykłą plastycznością słowa, siłą poetyckiej wyobraźni, przenikliwością spojrzenia. Pisze wiersze finezyjne, o czystym rysunku frazy, brzmiące w muzycznych rejestrach polszczyzny. Jest w nich wysoka nuta – ślad rozpoznania czegoś przejmującego, ślad intensywności doznania świata, intensywności widzenia. Te wiersze potrafią się śmiać, umieją bawić się jak dzieci. Ale przechowują też w sobie wulkaniczny żwir, ślady zakrzepłej krwi, popiół spalonych map”.
Paweł Próchniak

Starość

Zbliżamy się do starości, a życie w swoim znaczeniu wydaje nam się równie dziewicze, nienaruszone, nieprzeniknione i nie do przeniknięcia, równie niepojęte jak wówczas, gdy byliśmy dziećmi, chłopcami, młodzieńcami, ludźmi w sile wieku i wciąż na nowo - choć już rozszerzył się niejako zasięg naszego wzroku i naszych poczynań - stawaliśmy wobec tych samych zagadek: miłości, nienawiści, krzywdy, piękna, zamroczenia zmysłami, wspaniałości natury, śmierci. A Kallikles mówi do Sokratesa: „Zaprzestań subtelnych rozważań, zajmij się tym, co jest miłe Muzom i da ci reputację człowieka mądrego”.
Taka zachęta także odzywała się w nas przez całą przebytą dotąd drogę (XLVII, 30).

Notatki, Nicola Chiaromonte
Fundacja Terytoria Książki, Gdańsk 2015

„na razie”

Niejasna, a urzekająca łatwo atmosfera młodzieńczości w Polsce polega na tymczasowości, także na niej. Tam wszystko robi się na razie. Na razie się pracuje, na razie mieszka, na razie ma się z kimś związek, na razie się żyje. Bardzo to jest ciekawe, pociągające. Ale kiedy się przekroczy trzydziestkę i swoim osobistym „na razie” nie jest się już dłużej z tym wielkim, ogólnym „na razie”, wtedy powstają kłopoty. Może tylko dla tych, którzy chcą je mieć. Tylu znam nawet pięćdziesięcioletnich, którzy w tym ogólnym „na razie” całkiem dobrze się czują i udają młodych. Ale w każdym razie żałośnie wyglądają. Oczywiście biada przede wszystkim tym, którzy wiedzą, że wyglądają jakoś.
Ci wczorajsi goście byli bardzo pewni siebie i wyposażeni w niezmierną energię. Ciągnie ich, uciąga, podwójne „na razie”, ciągle jeszcze „na razie” ich własnej młodości i wielkie „na razie” polskie. Wszystko w ich najmniejszej odrobinie życia ma jeszcze wielki sens, ponieważ wszystko służy jakiejś ich przyszłości, wszystko może się tej przyszłości przydać, szczególnie może się im przydać pobyt w Italii. Na ich tle tym wyraźniej widzę moje po nic i ponikąd. Jeszcze raz stare zagadnienie: jak znaleźć sobie bytu, już nie dla przyszłości, która oczywiście jest, ale jest tylko jakaś tam, bez żadnej siły uciągu, bez żadnego już urzekania? Jak żyć o wyłącznie własnych siłach, na własny rachunek, po siebie samego tylko, po siebie, co do którego ma się tyle podejrzeń i niepewności? Z dawnego „na razie” zostało mi tylko przyzwyczajenie: „na razie” nie myśleć o tym, że już nie ma dla mnie żadnego „na razie”.

07.03.1966

Dziennik tom 1 (1962-1969), Sławomir Mrożek

Odwiedza nas 54 gości oraz 0 użytkowników.

Szukaj

Początek strony