
Cóż z tego, że robiliśmy matury, dyplomy,
kursy. Cóż z tego, że zgłębialiśmy tajniki
biologii, poznawaliśmy daty bitew, style
malarskie, eksperymenty z podwójną szczeliną.
Żyliśmy obok swych ciał, ciała spały, krew
płynęła bezgłośnie. Lista błędów się wydłuża,
erraty się dezaktualizują. Błąd serca sumuje
się z błędem rozumu i oto popełniamy
nowy błąd, błąd zaniechania. I jeśli istnieje
zasada, która nas określa, to chyba tylko
ciągłe powtarzanie głupot w stylu: to a to już
się nigdy nie powtórzy, tamto a tamto będzie
trwało zawsze. Dlatego chodź ze mną,
jest piątek albo wtorek, nieważne. Chodź się
się napić, chodź się zeszmacić. Zabłądźmy,
skręćmy. Wyjdźmy, nie płacąc. No, chodź.
Marcin Orliński - ur. w 1980 r., poeta, prozaik, krytyk literacki. Laureat Nagrody im. Adama Włodka 2015. Wydał tomy wierszy: "Mumu humu" (Kraków 2006), "Parada drezyn" (Łódź 2010), "Drzazgi i śmiech" (Poznań 2010), "Tętno" (Łódź 2014), zbiór krótkich utworów prozatorskich "Zabiegi" (Poznań 2014) oraz książkę krytycznoliteracką "Płynne przejścia" (Mikołów 2011). Oficjalna strona: www.marcinorlinski.pl

Część druga (która nastąpiła bezpośrednio po pierwszej) zaczęła się od tego, że artyści Teatru witali delegatów innych scen w ich ojczystym języku, a tamci w tymże ojczystym języku wygłaszali króciutkie wierszyki odczytywane z malutkich karteluszków. Zaczęło mnie to nie na żarty niepokoić! Długich, mówionych z pamięci, możliwie niezrozumiałych poematów jak dotąd nie było...
Kiedy przyszła kolej na Komorowską, która trzęsła się od półtorej godziny gdzieś w pobliżu rampy wśród świetnego grona z Comédie Française, Aldwych, Schillertheater i tak dalej, powitano ją po francusku, jako że z całego tamtejszego Zespołu tylko ja jeden biegle mówię po polsku, a nie nadawałem się widocznie do witania Komorowskiej - po czym Komorowska zaczęła mówić Norwida. Była wspaniała! Parła do przodu jak Nike Napoleonidów i Furia w jednej osobie, grzmiała jak burza i szemrała jak słowiański strumień, srebrnie szeleszczący pod gaikiem; sala Burgu po brzegi wypełniła się polszczyzną, jak gdyby od samych swoich narodzin do tego celu była przeznaczona. Mundury, suknie, sutanny, ornaty i ordery, nawet orły na lożach wyrzeźbione zastygły w bezruchu - zaskoczenie? trwoga!? cześć? skupienie? obraza!?? - nie wiedziałem. Było mi na przemian zimno i gorąco. Zęby szczękały; pot zimny wystąpił na czoło. Maja mówiła, mówiła i mówiła. Pobiła rekord, potem potrójny rekord, potem rekord do kwadratu i do dziesiątej potęgi. Sala zamarła. Czułem całym jestestwem nadciąganie skandalu, o którym kroniki będą pisały, który wspominać będą starcy przy następnym już trzystoletnim jubileuszu. Zrobiło mi się znowu gorąco, potem zimno, potem znowu gorąco i - zemdlałem. Potoczyłem się pod krzesła, z pięć rzędów do przodu, ale nikt nie zwrócił na mnie uwagi. Patrzono na Maję.
Czytaj więcej: Parła do przodu jak Nike Napoleonidów i Furia w jednej osobie

Ajas u Sofoklesa, kiedy już podjął decyzję, że odbierze sobie życie, mówi do Tekmesy, która chce go od tego odwieść: „Czyż nie wiesz, że względy / Już wobec bogów mnie żadne nie wiążą?”
Śmierć jest złem skrajnym i całkowicie uwalnia od wszelkich związków. Bogowie mają władzę tylko nad żywymi, nad życiem, w królestwie światła, a królestwo cienia, zaświaty, wymykają się im, to znaczy wymyka im się ostateczne Bycie rzeczy. W tym sensie także Bogowie, jak i ludzie, są „marą cienia” - są snami tego „daremnego cienia”, jakim jest człowiek. Bardzo ograniczona wobec tego jest ich władza: ograniczona do ciała, do życia, do królestwa natury, do rejonów przyjemności i udręki, radości i cierpienia. Nad tym wszystkim, co ma znaczenie dla człowieka jeszcze „nieprzebudzo-nego” i „nieświadomego”, roztaczają zatem władzę Bogowie (XX, 18).
Notatki, Nicola Chiaromonte
Fundacja Terytoria Książki, Gdańsk 2015
Poezja jest najmniej techniczną ze sztuk, bierze się nie z warsztatu, nie z teorii, nie z nauki (chociaż, dodajmy, wykształcenie nikomu nie zaszkodzi, nawet poecie), tylko z nie dającego się przewidzieć ani zaplanować poruszenia umysłu i serca - kilka lat temu pięknie o tym mówił w tym samym miejscu Leonard Cohen. Dlatego poeci nie znają samych siebie, często żyją w niepewności, czekając cierpliwie na godzinę, kiedy otworzą się bramy języka.
Nie wiemy czym jest poezja, chociaż napisano o niej tysiące tomów, które możemy znaleźć we wszystkich większych bibliotekach. Każde pokolenie stwarza własną wizję poezji - chociaż zarazem dochowuje wierności pewnym tradycyjnym formom, nie zrywając ciągłości procesu, który zaczął się jeszcze przed Homerem i trwa do naszych czasów, do Antonio Machado i Zbigniewa Herberta, i dalej.
Owidiusz najpiękniejsze swoje wiersze napisał na wygnaniu, w małym miasteczku czy wiosce rybackiej nad Morzem Czarnym, w Tomi. Nie rozumiał miejscowego języka, i tylko - gdy patrzył na nieskończoną taflę wody - ciemne fale przypominały mu barwą Morze Tyrreńskie.
Do dziś nie rozumiemy, jak wielki i cywilizowany naród - lub przynajmniej znaczna jego część - mógł ulec w XX wieku fascynacji pewnym śmiesznym i zakompleksionym drobnomieszczuchem, uwierzyć w jego pseudonaukowe teorie i w jego imieniu niszczyć narody, zdobywać kontynenty i dopuszczać się niewiarygodnych okrucieństw. Nauka pozytywistyczna, z marksistowską włącznie, podsuwa rozmaite naukowe wyjaśnienia tego zagadkowego zjawiska. Wyjaśnienia te jednak jego niewytłumaczalność raczej uwypuklają, niż rozpraszają. Gdyż „obiektywny” chłodny rozum, który przemawia do nas z tych wyjaśnień, w istocie podkreśla tylko zadziwiającą dysproporcję między sobą samym – jako siłą w tej cywilizacji rzekomo decydującą - a owym szaleństwem mas, z żadnym rozumem nic niemającym wspólnego.

Czereśnie pięknie obrodziły w tym roku
ten sam ślepy owczarek pilnuje sadu.
Nie przejdziesz; wywęszy cię już przy bramie.
Przecież nie przyszliśmy tu po owoce,
nie przyspieszaj kroku. Daj im spokojnie
zwiędnąć, przyjąć barwę rozkładu, zresztą
on nie wie, że trzyma go łańcuch. Wojny
zawsze się kończą, i ta nasza też się skończy,
masz przecież nielimitowany dostęp do świata,
umowę na czas nieokreślony, za jedyną
słuszną cenę, życie. Możesz spłacać w dogodnych
ratach i niech ci to starczy. A jeśli kiedyś uznasz
że to za mało, zgoda. Możemy spróbować inaczej:
warczy, już cię wywęszył spod bramy. Ale jeśli
przestaniemy podrzucać mu żarcie do miski
to nie będzie zwycięstwo. To za mało, zgoda.
Krzysztof Joniak
20.06.2016
Czymże jest życie, jak nie tańcem na grobach?
Księgi Jakubowe, Olga Tokarczuk
Żyjąc jesteśmy otoczeni mnóstwem niedostępnych gołym okiem światów, o których istnieniu nawet nie wiemy i do których najprawdopodobniej nigdy nie dotrzemy. Nasza wyobraźnia jest zbyt uboga, nasza intuicja - zbyt zawodna, a wiedza - cząstkowa i ograniczona. Toteż najczęściej nie jesteśmy świadomi, że, przynajmniej teoretycznie, mogliśmy poznać wiele bogactw i niezwykłości istniejących w zasięgu naszej ręki. Tyle że chęć takiego poznania mają tylko nieliczni, jest to przygoda uprawiana przez niewielu, namiętność, która rzadko pojawia się w człowieku.
Lapidaria IV-VI, Ryszard Kapuściński
Odwiedza nas 57 gości oraz 0 użytkowników.