Konteksty


Coraz częściej marzy mi się pobyt w jakimś eremie. Dostać małą celę, czymkolwiek się posilić, bo nawet bym z tego cholernego gotowania zrezygnował, i całymi dniami rozmyślać. Cudowne życie człowieka, który rozmyśla nad naturą świata.

„Nie ma rozpusty gorszej niż myślenie.
Pleni się ta swawola jak wiatropylny chwast
na grządce wytyczonej pod stokrotki”.


Byłoby niemożliwe znosić życie, to znaczy byłoby niemożliwe, żeby życie oparło się śmierci, gdyby wszystkim, co zostało nam dane, była tylko chwila bieżąca, a bezładne następowanie chwil po sobie było naszą jedyną rzeczywistością.

Juliusz Słowacki; pochówek na Wawelu


Oto w końcu - apoteoza. Cały naród... z miłością... wieszcz... trumna... prochy... To znaczy, partie strzelają tymi prochami do siebie. Jeden z czytelników nadesłał mi uprzejmie dwa numery prowincjonalnych pisemek. „Wrócił Wielki Polak, Katolik, w przeddzień koronacji Matki Boskiej Ostrobramskiej...”, pisze jeno. „Złożono na Wawelu szczątki wieszcza i apostoła Polski Mesjanicznej, który śmiało i bez ogródek powiedział Polsce: «Polsko, Twa zguba w Rzymie...»”, pisze drugie. A w teatrze na wspaniałym, porywającym Samuelu Zborowskim - pustki. Słowem, wszystko normalnie.

Tadeusz Boy-Żeleński; Mity i zgrzyty

Drugi pogrzeb Juliusza Słowackiego w wybranych utworach poetów polskich >>>

Droga na Wawel >>>



Na szosach, wychodzących z La Falda, istnieje granica, na której kończą się światła domków i hoteli a zaczyna ciemność przestrzeni, łamiącej się we wzgórza i zarośniętej karłowatymi drzewkami, przestrzeń karłowata, połamana, jakby kaleka i skażona. Nazwałem za Conradem tę granicę „smugą cienia” i gdy nocami przekraczałem ją, udając się do Valle Hermoso, wiedziałem że wchodzę w śmierć, o, śmierć nieznaczną, delikatną i powolną, jeśli chcecie, ale w konanie... że ja sam jestem starzeniem się i żywą śmiercią, która udaje życie, która jeszcze chodzi, mówi, nawet zabawia się, nawet używa, a jednak jest naprawdę żywotna już tylko jako stopniowe urzeczywistnianie śmierci.



Artysta, który urzeczywistnia się wewnątrz sztuki, nigdy nie będzie twórczy - musi on koniecznie umieścić się na tym jej pograniczu, gdzie sztuka styka się z życiem, tam gdzie powstają niemiłe pytania w rodzaju: o ile ta poezja, którą piszę, jest konwencjonalna, a o ile naprawdę jest żywa? Jak dalece kłamią ci, którzy mnie wielbią, i jak dalece kłamię, uwielbiając siebie jako poetę? Gdy jednak kilka takich pytań postawiłem w artykule Przeciw poetom, pytań wcale nieskomplikowanych, których jedyną specyficzną właściwością było, że dotyczyły nie samej sztuki wierszowanej a tylko jej związku z rzeczywistością, okazało się że nikt nic nie zrozumiał, a już najdoskonalej nie zrozumieli poeci. Gdyż cechą tej religii, jak wszelkiej innej, jest, że ona nie dopuszcza zwątpienia, nie chce wiedzieć. Ale dość. Dlaczego tak znęcam się nad poetami? Wam i sobie zdradzę rację mojego dobrodusznego okrucieństwa: wiadomo mi, że poeta wszystko zniesie i niczym nie poczuje się dotknięty pod jednym warunkiem - aby przyznano że jest poetą. I tutaj mogę dać im pełne zadośćuczynienie i sto razy powiem, że są poetami, tak, wybitnymi poetami, a nawet, jak chce antologia, najwybitniejszymi poetami (nic nie mam przeciwko temu).

Ty jednak, narodzie, strzeż się ich historycznie uzasadnionego zmierzchu. Nie daj się wciągnąć w gierkę, która polega na tym, że oni „śpiewają” a ty podziwiasz. Zrewiduj swoje komunały. Czasem bywa tak, że podziwiamy, bośmy przyzwyczaili się podziwiać, a także dlatego, że nie chcemy popsuć sobie parady. Bywa też, że podziwiamy przez delikatność, aby nie robić przykrości. Na wszelki wypadek doradzam: uderzmy w nich mocno aby zobaczyć, czy się nie przewrócą. A ten cios, być może, wyzwoli w nas teraźniejszość i da nam klucz do przyszłości. Głupcy! Dlaczego pozwalacie aby poetów narzucała wam historia? Wy sami musicie ich stwarzać, ich i historię.

Dziennik 1959-1969, Witold Gombrowicz
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2013

Adam Poprzednik

Sny są częścią natury ludzkiej pochodzącą od Adama poprzednika, niebiańskiego anioła, on bowiem myśli w sposób, w jaki my śnimy. Jest tak szybki, jak my bywamy tylko we śnie, albo mówiąc dokładniej, nasze sny są stworzone z jego anielskiej szybkości. I mów tak, jak my mówimy we śnie, bez czasu teraźniejszego i przeszłego, tylko w przyszłym. Podobnie jak my, nie może on we śnie nikogo zabić ani zapłodnić. Łowcy zanurzają się w cudzych snach, w cudzym spoczynku; wydobywają z nich cząstki istnienia Adama poprzednika układając całości, tak zwane słowniki chazarskie. Wszystkie one, połączone w jeden, mają zapłodnić na ziemi olbrzymie ciało Adama Ruhaniego. Jeśli za naszym anielskim przodkiem podążamy w chwili, gdy wchodzi on po niebiańskiej drabinie, sami też zbliżamy się do Boga. Jeśli zaś mamy nieszczęście podążać za nim w czasie upadku, oddalamy się od Boga nie zdając sobie z tego sprawy. Zawsze karmimy się nadzieją, że dopisze nam szczęście, że nasze zetknięcie z Adamem wypadnie w momencie, gdy będzie on zmierzał ku drugiemu szczeblowi skali rozumu, i że nas także pociągnie na wyżyny, bliżej Prawdy.

"Słownik chazarski" Milorada Pavicia    

Milczenie


Trzeba milczeć nie tylko na zewnątrz. Trzeba również milczeć do środka o naszych uczuciach. A to niełatwe.

Dziennik 1943-1948, Sándor Márai

Odwiedza nas 112 gości oraz 0 użytkowników.

Szukaj

Początek strony