Konteksty


(…) wydaje mi się, że życie duchowe poezji sytuuje się właśnie tutaj, na granicy między pamięcią i wyobraźnią. W przeciwieństwie do Johna Locke’a nie jestem filozofem, nie jestem więc pewien, jaką rolę odgrywa tu moment teraźniejszy. Czy jest tylko detonatorem pamięci, tajnym sprzymierzeńcem wyobraźni? Tego nie wiem. Jestem za to przekonany, że i pamięć, i wyobraźnia są poezji niezbędnie potrzebne i że ma ona jakby podwójną tożsamość - jest zależna od pamięci, ale bezustannie też wykracza poza jej granice, kuszona przez to, co niewiadome, nieskończone, tajemnicze. Jest zależna od pamięci także w takim sensie, że - w odróżnieniu od wszelkiego typu teorii, naukowej czy innej - poezja konstruuje się w oparciu o konkret. O konkret naszego życia, naszego dzieciństwa, a nawet o konkret tego oto dnia, tej godziny, tego spotkania, tego marzenia, tego obłoku, tej sali, tych krzeseł, tych twarzy, tych słów. Bez konkretu nie ma poezji. Ale jednocześnie jest ona stale kuszona przez coś innego, przez obietnicę „czegoś innego”, jakby nie spodziewała się, że świat widzialny zawiera w sobie całą odpowiedź. Nie wystarcza jej realizm czy, w jeszcze mniejszym stopniu, naturalizm. Jest jak niesforne, ciekawskie dziecko, które bawi się pod opieką rodziców - ale co rusz wymyka się spod ich kontroli, opuszcza terytorium, które mogą obserwować - aż wreszcie któregoś dnia opuści je na zawsze.


Wielmożna Pani Dobrodziejko!

Dawno już nie zdarzyło mi się do tego stopnia się zapomnieć przy kieliszku jak w piątek. Przypuszczam, że mogłem powiedzieć jakie głupstwo, i zresztą sam fakt bycia nietrzeźwym jest już dostateczną winą.
Poczuwam się tedy do obowiązku przeproszenia WPanią za tego rodzaju sąsiedztwo i zabawę, jaką Panie siedząc przy mnie mieć mogły. Proszę najuprzejmiej łaskawie mi darować, jeśli co głupiego powiedziałem, bo sam nie bardzo pamiętam, co gadałem. Tak to nie leży w moim usposobieniu i tak się nie zgadza z moim przekonaniem, aby wobec Pań upijać się i puszczać na jakieś dowcipy lub lekkie rozmowy, że czuję się prawdziwym zbrodniarzem i źle wychowanym człowiekiem.
Jeśli to możebne, to proszę o łaskawe przebaczenie; zależy mi bardzo na tym, aby sąd Pani o mnie nie był zbyt surowym.
W nadziei, że uzyskam przebaczenie, rączki WPani całuję i wyrazy najgłębszego szacunku załączam.

Włodzimierz Tetmajer

Znalezione w: Tadeusz Boy-Żeleński; Mity i zgrzyty


Człowiek mający zmysł dobrego smaku w moim wieku już nie żyje.
Natura zagłady. Pisać jako świadek samego siebie, na chłodno, niemal ciesząc się z własnego nieszczęścia.
Pozbierać resztki mojego intelektualnego bytu? - Przystać na dalsze istnienie? Cóż za pycha! - Zaakceptować nowe twarze, patrzących na mnie ludzi? Żyć na wygnaniu? Żyć z nędzą istnienia? A nawet: błagać o dalsze życie?
Udało się wszystko, o co w życiu zabiegałem, i spełnienie tych sukcesów pokazuje teraz, że troszczyłem się o własną zagładę.

Zawsze miałem sekretne życie i tylko ono było prawdziwe.

Imre Kertész, Ostatnia gospoda

Na zdjęciu: Barbara Radziwiłłówna; rok 1931 – podziemia wileńskiej katedry. Malował: Ludomir Sleńdziński



Notatki, Nicola ChiaromonteTeraźniejszość jest tymczasowa i zmienna, a to znaczy, że nie można jej w żaden sposób uchwycić.
Ale nasze bycie w świecie i wobec innych jest faktem, który trwa, póki trwa nasze życie, i chociaż jest czymś przelotnym, potrafi przetrwać w czasie. Nasza kondycja istot śmiertelnych sprowadza się wyłącznie do tego.
Sam fakt naszej obecności w świecie nie podważa oczywiście zmienności rzeczy i upływu czasu. Ale to, że nasza obecność jest absolutnie przelotna i czasowa, nadaje tymczasowości każdej chwili znamię absolutu - czegoś, co zdarza się jeden jedyny raz.
Jeśli więc tworzy nas następstwo chwil, które zdarzają się jeden jedyny raz, jest to następstwo doniosłe: zawiera się w tym w pełni sens naszego trwania. (Czasowe jest zresztą wszystko - czasowa jest Całość).
Ale żeby to dostrzec, trzeba patrzeć na świat od strony swego wnętrza - od strony świadomości, którą przecież można uznać za przestrzeń tej naszej obecności w świecie i naszego trwania (II, 2).

Notatki, Nicola Chiaromonte
Fundacja Terytoria Książki, Gdańsk 2015

Szczęście

Minie jakiś czas i my też odejdziemy na zawsze, wszyscy nas zapomną, zapomną nasze twarze i głosy, zapomną, ile nas było, ale ci, co przyjdą po nas, zamienią nasz ból w radość i zapanuje spokojne szczęście na świecie, i ludzie będą wspominali wdzięcznym słowem, będą błogosławili tych, którzy żyją teraz…

Antoni Czechow, Trzy siostry

„na razie”

Niejasna, a urzekająca łatwo atmosfera młodzieńczości w Polsce polega na tymczasowości, także na niej. Tam wszystko robi się na razie. Na razie się pracuje, na razie mieszka, na razie ma się z kimś związek, na razie się żyje. Bardzo to jest ciekawe, pociągające. Ale kiedy się przekroczy trzydziestkę i swoim osobistym „na razie” nie jest się już dłużej z tym wielkim, ogólnym „na razie”, wtedy powstają kłopoty. Może tylko dla tych, którzy chcą je mieć. Tylu znam nawet pięćdziesięcioletnich, którzy w tym ogólnym „na razie” całkiem dobrze się czują i udają młodych. Ale w każdym razie żałośnie wyglądają. Oczywiście biada przede wszystkim tym, którzy wiedzą, że wyglądają jakoś.
Ci wczorajsi goście byli bardzo pewni siebie i wyposażeni w niezmierną energię. Ciągnie ich, uciąga, podwójne „na razie”, ciągle jeszcze „na razie” ich własnej młodości i wielkie „na razie” polskie. Wszystko w ich najmniejszej odrobinie życia ma jeszcze wielki sens, ponieważ wszystko służy jakiejś ich przyszłości, wszystko może się tej przyszłości przydać, szczególnie może się im przydać pobyt w Italii. Na ich tle tym wyraźniej widzę moje po nic i ponikąd. Jeszcze raz stare zagadnienie: jak znaleźć sobie bytu, już nie dla przyszłości, która oczywiście jest, ale jest tylko jakaś tam, bez żadnej siły uciągu, bez żadnego już urzekania? Jak żyć o wyłącznie własnych siłach, na własny rachunek, po siebie samego tylko, po siebie, co do którego ma się tyle podejrzeń i niepewności? Z dawnego „na razie” zostało mi tylko przyzwyczajenie: „na razie” nie myśleć o tym, że już nie ma dla mnie żadnego „na razie”.

07.03.1966

Dziennik tom 1 (1962-1969), Sławomir Mrożek

Odwiedza nas 12 gości oraz 0 użytkowników.

Szukaj

Początek strony