Konteksty


Święcimy dziś nowe i krzepiące zwycięstwo demokracji. Ale jest to zwycięstwo, które demokracja odniosła nad sobą samą i własnymi zasadami. Hiszpania generała Franco została pośpiesznie wprowadzona do przytulnej świątyni kultury i oświaty, podczas gdy Hiszpanię Cervantesa i Unamuna raz jeszcze wyrzucono na ulicę. Kiedy się jednak wie, że obecny minister informacji w Madrycie, dziś współpracownik UNESCO, to ten sam, co zajmował się propagandą nazistowską za panowania Hitlera, kiedy się wie, że rząd, który odznaczył chrześcijańskiego poetę Paul Claudela, to ten sam, co orderem Czerwonych Strzał udekorował Himmlera, twórcę krematoriów, wolno powiedzieć, że demokracje wprowadziły do swej oświeconej społeczności nie Calderona ani Lope de Vegę, ale Józefa Goebbelsa. To niebywałe zaprzaństwo, w siedem lat po zakończeniu wojny, powinno nas skłonić do złożenia gratulacji rządowi pana Pinay. Bo też nie można mu zarzucić, że ma skrupuły, jeśli idzie o wielką politykę. Ludzie sądzili dotąd, że los historii zależy w pewnym stopniu od walki wychowawców przeciw katom. Nikt jednak nie pomyślał o tym, że wystarczy nazwać katów oficjalnie wychowawcami. Rząd pana Pinay zadał sobie ten trud.


Pisarze są to wychowawcy narodu, a o wychowywaniu sądzi się podobno po rezultatach. Myśmy mieli księdza Skargę, oni księdza Rabelais'go, myśmy mieli literaturę kaznodziejską, oni niemoralną: i jakiż był rezultat? Trzebaż się wreszcie zastanowić: jeżeli naród, chowany od wieków na niemoralnej literaturze, na niemoralnym teatrze, rósł tęgi, zdrowy, genialny, przodujący wszelkim ideom, wszelkim walkom o dobro ludzkości, to może jest jakaś omyłka w tych naszych pojęciach o moralności? Tak sądzę. Ta niemoralność literatury to jest ciągła walka o prawdę moralną, o szczerość, ciągła czujność przeciw kostnieniu pojęć, przeciw fałszom, które się w nie wciskają, przeciw obłudzie wreszcie. Toteż dziełem, które rozpętało największy krzyk o niemoralność, był Świętoszek Moliera. Ta niemoralność to bujność sił żywotnych, to męska odwaga nielękająca się spojrzeć życiu w oczy, kształtująca je na modłę jutra, a nie wczoraj. W ogóle trzeba się z tym pogodzić, że jednym z integralnych zadań literatury jest obrażać poczucia moralne swoich współobywateli.

Tadeusz Boy-Żeleński; Mity i zgrzyty

Ten marsz z 11 listopada to Hitlerjugend po prostu. Mało mówi się o ikonografii tego ostatniego marszu. Jedna rzecz to hasła, ale te płonące pochodnie w nocy? Kiedy idzie duża demonstracja, powiedzmy KOD, to jest zupełnie inna, inteligentna, roześmiana. A ci z pochodniami, w nocy, ponury, dymiący tłum, który można skierować w każdą stronę. Ikonograficznie to cytat z historii XX wieku, obraz należący do faszyzmu, nie da się tego inaczej zinterpretować. A że tam szła też mama z dzieckiem, to doprawdy niczego nie zmienia. Współczuję dziecku.

Adam Zagajewski
09.12.2017, Gazeta Wyborcza

***

Jest bowiem pewnikiem najtrwalszym spośród wszyst'kich pewników politycznych i prawdą, której niezawodność została stokrotnie wypróbowana na przestrzeni 40 wieków ludzkiej cywilizacji, że narody skłócone i uzbrojone do walki wewnętrznej w broń insynuacji, oszczerstwa i złej woli, których linię podziału stanowią nazwiska małych i rozdętych ambicją ludzi, których najwyższym gatunkiem radości jest klęska ich wewnętrznych przeciwników, które ponad elementy pozytywne przenoszą zawsze hasła negacji i bojkotu, które zatraciły zdolność zapominania błędów przeszłości, a nie dostrzegają własnych, narodowych osiągnięć i zdobyczy w teraźniejszości - że takie narody nie mogą liczyć w przyszłości na nic innego, jak tylko na druzgocącą klęskę i podeptanie ich wolności i ich honoru.

Eugeniusz Kwiatkowski

 


Jak miałam trzynaście lat, strasznie się pewnego razu wściekłam i poustawiałam wszystko po swojemu. Postanowiłam, że od tej pory robię i mówię tylko to, w co na prawdę wierzę. Żadnego "tak, proszę pana", "dziękuję, proszę pani". Nic z tych rzeczy. Chyba że sama chciałam tak powiedzieć.
Trzeba być czarnym, biednym i oberwać setki razy po głowie, żeby wiedzieć, jak trudno osiągnąć coś tak prostego.

Billie Holiday, Lady Day śpiewa bluesa, Wyd. Czarne, 2017


adam zagajewskiSolon, Cyceron, François Rabelais, Mikołaj Rej, Jan Kochanowski, Gustave Flaubert, Franz Kafka, Bolesław Leśmian, Witold Gombrowicz, Czesław Miłosz - oto kilku tylko pisarzy, którzy stanowili prawo - jak Solon - lub je praktykowali albo tylko studiowali. W naszych czasach pisarze, którzy wybierali studia prawnicze, czynili tak niekiedy - podejrzewam - w przekonaniu, że najmniej ryzykują, najmniej muszą się nauczyć (tu się chyba mylili), najmniej też wystawiają się na groźbę, że społeczeństwo pochwyci ich i wykorzysta tak, że nie zostawi im ani jednej wolnej chwili. Wybór studiów prawniczych wydaje się czymś neutralnym; najmniej angażuje (tak przynajmniej sądzą lub sądzili utalentowani maturzyści). Przestrogą dla kandydatów na pisarzy prawników stało się życie Franza Kafki. Kafka, jak pamiętamy, nie tylko studiował, ale i przez wiele lat praktykował prawo w praskim zakładzie ubezpieczeń, którego domeną były wypadki przy pracy, w tartakach i innych zakładach przemysłowych. W jego prozie dominuje konflikt wyobraźni, ludzkiej swobody, z Prawem, pisanym dużą literą, z Prawem despotycznego Ojca. Witold Gombrowicz studiował prawo, a potem stworzył filozofię Formy, która nas zniewala. Ciekawe, gdzie się tej Formy napatrzył.

 



Ja tak to widziałem. Podchodzę do Polaka i mówię mu: - Ty całe życie padałeś przed Nią na kolana. Spróbuj teraz czegoś wręcz przeciwnego. Powstań. Pomyśl, że nie tylko ty masz Jej służyć - że ona także ma służyć tobie, twemu rozwojowi. Wyzbądź się zatem nadmiernej miłości i czci, które cię pętają, spróbuj wyzwolić się z narodu. Na co ten Polak odpowiedziałby mi z wściekłością: - Oszalałeś! Cóż byłbym wart, gdybym to zrobił? Na co ja: - Musisz (bo to już dzisiaj nieuniknione) ustalić, co jest dla ciebie najwyższą wartością: Polska, czy ty sam? Musimy w końcu wiedzieć, co jest twoją ostateczną racją. Wybierz co dla ciebie bardziej zasadnicze: czy to, że jesteś człowiekiem w świecie, czy Polakiem? Jeśli przyznasz prym swemu człowieczeństwu, musisz uznać, że Ona o tyle może ci być przydatna o ile mu sprzyja - ale, jeśli hamuje cię lub paczy, musi być przezwyciężona. Decyduj się zatem! Ale on odparłby namiętnie: - Nieprawda i nie złudzisz mnie tą sofistyką, gdyż ja, będąc Polakiem, tylko w narodzie moim mogę uzyskać człowieczeństwo. Czy pies może być zwierzęciem tylko? Nie, pies jest zwierzęciem, ale jako pies, konkretny pies, buldog lub wyżeł. A gęś? A koń? Nie odbieraj mi mojej konkretności, bo ona właśnie jest moim życiem! Wtedy ja (ujmując go pod ramię): - Czy łudzisz się, że możesz osiągnąć konkret, czyli rzeczywistość, nie dopowiadając własnych uczuć? Wyznaj, że Ona cię ogranicza, krępuje... On: - Milcz! Tego nie mogę słuchać! Ja zaś: - Chcesz istnieć naprawdę, a boisz się własnych myśli?...

Odwieczny dialog, klasyczna namowa do buntu... Ja może i niechętnie zabierałbym się do tego wynaradawiania... Wszak powiedziałem już: nie jestem wielbicielem kosmopolityzmu -ani tego naukowego, suchego, teoretycznego i abstrakcyjnego, z jego mózgowym schematem idealnie uniwersalnych ustrojów - ani też tego, który rodzi się z sentymentalnej anarchii i jest ckliwym marzeniem mętnych głów o pełnej „wolności”. Nie ufałem jednemu i drugiemu. Przeciwnie, moje ujęcie człowieka, jako istoty stwarzającej się w związku z innymi, konkretnymi, ludźmi, pchało mnie w stronę wszelkiego, ściślej zadzierzgniętego, obcowania. Ale rzecz w tym, że już teraz, w tej fazie mojej dialektyki, wcale nie czułem abym godził w polskość, przeciwnie, miałem wrażenie, że ją pobudzam, ożywiam. Jak to było możliwe? Przecież chciałem wyzwalać ich z tej ich polskości? Zapewne... ale to wezwanie miało zaiste jakąś dziwną właściwość, dzięki której Polak stawał się tym bardziej Polakiem im mniej był Polsce oddany. Sofistyka? Spróbujmy to jaśniej określić.

Polak z natury swojej jest Polakiem. Wobec czego, im bardziej Polak będzie sobą, tym bardziej będzie Polakiem. Jeśli Polska nie pozwala mu na swobodne myślenie i czucie, to znaczy, że Polska nie pozwala mu być w pełni sobą, czyli - w pełni Polakiem...

Dziennik 1959-1969, Witold Gombrowicz
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2013

Warstwa kultury

Jest taka książka "Sumienie nazistów", która mówi o tym, jak stopniowo, przez całą dekadę, do kulturalnych Niemiec wczołgiwał się faszyzm. Wtedy naciskano najprostsze, najbardziej prymitywne guziki.
Doświadczenie moich rozmów z ludźmi pokazuje, że warstwa kultury jest bardzo cienka i łatwo ją zedrzeć. I jeśliby to działo się tylko na wojnie czy w łagrze... Ale to nie wymaga sytuacji ekstremalnej, nagle - pach - i ludzie się odczłowieczają.

Swietłana Aleksijewicz

Przy kolejnym piwie wszystko się zmieni?

Także na drugiego końca oceanu fale ciszej nie szumią, plaże nie rozciągają się dalej, kobiety w ogóle nie są bielsze, lecz tym bardziej chwiejne, niż te tutaj.

Wiec nie mów nic. Tylko, gdy pójdziesz potem do lodówki, przynieś mi jedno z sobą. Ale żadnego z tych, słyszysz, co włożyliśmy do lodówki wieczorem, tylko te z drugiego końca, te, które są zimne. I kiedy wrócisz, nie mów już nic.


Suddeutsche Zeitung Nr 289/2002

Odwiedza nas 13 gości oraz 0 użytkowników.

Szukaj

Początek strony