Konteksty


Świat Vermeera jest światem, który zniszczyliśmy, albo też rozpadł się wokół nas: ten świat zgodności natury, człowieka i jego zwyczajnych czynności. (A „natura” u Vermeera jest w swej istocie światłem. Wyraźnym oddzieleniem rzeczy od siebie, przestrzenią mierzoną odblaskiem światła na rzeczach).
Jest także świat Vermeera chwilą wzniosłego trwania świata z czystego światła.



Mam nadzieję, że jak pan posłucha, to pan potem zrezygnuje z rozmów przy tym podejrzanym pudełeczku podsłuchowym. Ja nie piszę tak jak moi koledzy, którzy, jak czytałem, oznajmiają, że mają straszne ilości w sobie materiału, rzeczy do napisania. Wielu siebie bada, ciągle nie może do końca siebie zbadać, mają właściwie wszechświat do opisania. Ja, niestety, co chciałem powiedzieć, to powiedziałem, tylko żyję za długo. To nie jest to, że stałem się impotentem-ja nie odczuwam potrzeby pisania. Dla pana to się wysilam, żeby wydać się oryginalnym.



"Wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą”; „Biada wam […] obłudnicy, bo zamykacie królestwo niebieskie przed ludźmi. Wy sami nie wchodzicie i nie pozwalacie wejść tym, którzy do niego idą”; Biada wam […]. Bo podobni jesteście do grobów pobielanych, które z zewnątrz wyglądają pięknie, lecz wewnątrz pełne są kości trupich i wszelkiego plugastwa”.
Mt 23, 1-39

Trzy krzyże; Rembrandt van Rijn

Trzy krzyże; Rembrandt van Rijn

 


Nie trapi mnie to, że u nas nie szaleją terroryści, że ludzie nie mordują się na ulicach, że nie mamy wielkich afer korupcyjnych ani nawet potężnych demonstracji czy strajków.

Martwi mnie coś innego: że ten zdumiewający brak „wydarzeń”, o których mogłaby pisać światowa prasa, absolutnie nie jest przejawem jakiegoś pokoju społecznego, tylko zewnętrznym następstwem bardzo niebezpiecznego i głębokiego procesu - niszczenia narracji „jako takich”. Niemal codziennie w jakimś kontekście muszę sobie uświadamiać dwuznaczność społecznego spokoju, który jest u nas w istocie tylko widzialną oznaką niewidzialnej wojny systemu totalitarnego z życiem.

Natomiast człowiek, który żyje dzisiaj nie tyle z myślą o innym świecie (to tylko frazes propagandy antyreligijnej), ile z myślą o czymś, co istnieje poza rzeczami tego świata, z myślą o czymś, co trwa lub może trwać, to znaczy człowiek, który nie godzi się na życie, w jakim myśli się jedynie o praktycznych korzyściach własnych bądź innych ludzi, tylko chce żyć dla sensu, który dostrzega lub którego się domyśla w rzeczach, w istotach, w przeciwieństwach losu, otóż ten człowiek - założywszy nawet, że żyjąc w ten sposób, żyje dla niczego lub raczej dla Nicości - nie popełnia zła i nie szkodzi innym, lecz aktywnie przysparza dobra. Żyjąc bowiem dla niczego, to znaczy żyjąc bezinteresownie, zajmując się jedynie trwaniem rzeczy, w istocie żyje dla dobra, dla tego, czego nie ma, ale co mogłoby być, i wyrzeka się starań o to, co użyteczne. Nie zabiegając o to, co użyteczne, i nie wierząc w absolutność czasu bieżącego, wskazuje możliwe - idealne - znaczenie tego życia, to znaczy możliwy ład, w którym to, co istnieje, może uzyskać swoje ostateczne dopełnienie. A wskazując znaczenie życia, sprawia, że to, co istnieje, zaczyna trwać.

Żyć z myślą o tym, co tkwi poza światem (doczesnym), to tyle, co żyć nie tak, jak życie samo się toczy, czy zgodnie z własnym kaprysem, ale żyć zgodnie z jakąś normą Dobra. Co znaczy: nie żyć dla Nicości, jaką jest bezładne przepływanie dni.

Notatki, Nicola Chiaromonte
Fundacja Terytoria Książki, Gdańsk 2015

 
„Skoro nie mam nadziei, bym jeszcze powrócił / Skoro nie mam nadziei / Skoro nie mam nadziei, bym wrócił / Nie usiłuję walczyć o te sprawy / (Po cóż ma stary orzeł rozpościerać skrzydła?) / Po cóż bym opłakiwał / Minioną chwałę zwykłego królestwa? // Skoro nie mam nadziei, abym jeszcze zaznał / Niepewnej chwały określonej chwili / Skoro nie sądzę / Skoro wiem, że nie zaznam / Prawdziwej mocy, która przemija / Skoro nie mogę pić / Skąd piją kwiaty drzew i źródła rzek, bo nic tam już nie ma / Skoro wiem, że czas jest zawsze czasem, / A miejsce zawsze i jedynie miejscem, / A co się dzieje, to się dzieje [...] / Skoro nie mam nadziei, bym jeszcze powrócił / Niech mówią za mnie te słowa / Bo co się stało, już się nie stanie / Niech sąd nad nami nie będzie zbyt srogi/ [...] Skoro już skrzydła nie niosą mnie w przestrzeń, / Tylko z wysiłkiem biją powietrze / Teraz już próżne, doszczętnie jałowe, /Późniejsze i bardziej jałowe niż wola / Ucz nas, jak troszczyć się [...]” (tłum. Władysław Dulęba).

Z I cz. poematu „Popielec” Eliota
 
Marc Chagall, Białe ukrzyżowanie, 1938 rok
Marc Chagall, Białe ukrzyżowanie, 1938 rok
 

Lokata śmierci w kulturze

Zewnętrznie podobny do pseudopolitycznego ekstremizmu, każdy ruch autentycznie opozycyjny, mający rzetelne podstawy do walki w sytuacji niezmyślonego zniewolenia lub wyzysku, niechcący sprzyja fałszerzom podającym mord za narzędzie walki o dobro, ponieważ zwiększa konfuzję panującą w analizie zajść i utrudnia, jeśli nie udaremnia, odróżnienie win pretekstowych od win rzeczywistych – a zresztą, kto i gdzie na tym świecie jest anielsko bezwinny do samego końca? Tak powstaje zadziwiająca skutecznością gra mimikry. Symulowana racja nie daje się odróżnić od racji niezmyślonej, i to nie tyle przez doskonałość aktorstwa symulantów, ile przez nie całkiem czyste sumienie społeczeństw, które zrodziły powojenny terroryzm.
Ostatecznie zabójczą agresję odpiera zabójcza opresja, policja pierwej strzela, niż legitymuje, demokracja, ratując się, musi w jakiejś mierze z siebie zrezygnować, toteż ekstremizm o zmistyfikowanych racjach wywołuje wreszcie takie reakcje, które to, co było sfingowane jako oskarżenie, obraca w oskarżenia zasadne. Zło okazuje się pragmatycznie bardziej skuteczne od dobra, skoro w tej dyslokacji sił dobro musi przeczyć sobie, by powstrzymać zło, czyli nie ma w tych rozgrywkach żadnej niepokalanej strategii zwycięskiej, skoro prawość zwycięża w takiej mierze, w jakiej sama się upodobni do zwalczanej nieprawości.

Stanisław Lem, "Biblioteka XXI wieku / Golem XIV"


Ze wstępu do fikcyjnej książki:
Horst Aspernicus, "Der Völkermord. I. Die Endlösung als Erlösung. II. Fremdkörper tod."

Prawda

Męczący fenomen: wszystkie moje emocje, działania są jednocześnie tak bardzo rzeczywiste i jednocześnie tak bardzo nierzeczywiste. Moje miotanie się i niekonsekwencja są tylko miotaniem się i niekonsekwencją tych dwóch odczuwań. Fakty zależą od tego, jaka jest proporcja w danej chwili, czy jedno przeważa, czy drugie. I dlatego ta linia jest tak kręta, dlatego taki zygzak. I właściwie trudno się dziwić, że zajmuję się literaturą. Idealne medium rzeczywistości – nierzeczywistości. Kiedy widzę, że jestem w towarzystwie złożonym z kilku osób, co najmniej z dwóch, czyli mnie i jeszcze kogoś, mam zawsze wrażenie, że jest to teatr. W rzeczywistości codzienne, ciągłe sytuacje nie są ani życiem, ani teatrem, z wyjątkiem tych najprostszych, najbardziej skonwencjonalizowanych. Prawda wymyka się stale z każdej strony. W rezultacie wszystko jest zawieszone między „teatrem” a „życiem”. oczywiście jest w tym nieodwracalna jednokierunkowość. „Życie” dąży w kierunku „teatru”, nigdy odwrotnie.


11.04.1966

Dziennik tom 1 (1962-1969), Sławomir Mrożek

Odwiedza nas 101 gości oraz 0 użytkowników.

Szukaj

Początek strony