
Kto z umarłymi mak
spożył, z ich plonu,
zachowa najlżejszy takt
i tchnienie tonu.
„Sonety do Orfeusza”, Księga I.9.
NATURA: Człowiek jako część przyrody jest organizmem biologicznym, podporządkowanym, jak wszystkie inne stworzenia, jej prawom i temporalnemu cyklowi narodzin. Z perspektywy przyrody człowiek nie posiada historii, a jedynie protohistorię procesu ewolucyjnego, w wyniku którego wyłonił się gatunek ludzki. Z punktu widzenia przyrody wszyscy ludzie są identycznymi, anonimowymi członkami swojego gatunku, dzielącymi się co najwyżej na samce i samice. Dla natury zatem tak długo, jak długo trwa gatunek ludzki, nie istnieje coś takiego jak śmierć - istnieje tylko życie, a pojęcia takie jak wzrost czy rozpad nie mają żadnego znaczenia, jako że są one istotne tylko dla jednostek, o których przyroda nic nie wie. Ten naturalny, biologiczny człowiek jest, jak niektóre, acz nie wszystkie zwierzęta, zwierzęciem społecznym - ponieważ przetrwanie gatunku wymaga, aby poszczególni jego członkowie nieustannie wiązali się w grupy; jest też zwierzęciem pracującym. Hannah Arendt uznaje za pracę wszelkie zachowanie wymuszone potrzebą przetrwania. Tym samym można powiedzieć o ścigającym swoją ofiarę tygrysie, że pracuje. Niemniej człowiek jest zwierzęciem pracującym par excellence, przypomina w tym względzie pszczołę - po pierwsze dlatego, że jego poszczególne potrzeby oraz jego liczebność wymagają, by spędzał większą część swojego czasu na zdobywaniu lub wytwarzaniu tego, co potrzebne mu jest do przeżycia, a po drugie - bo człowiek ma zarówno możliwość, jak też instynkt wytwarzania nadwyżki w stosunku do swoich bieżących potrzeb konsumpcyjnych.

Umieć „trwać” to na pewno świadectwo przebiegłości, rozwagi, uporu i zdolności do kumulowania sił. Właśnie za to podziwiamy Rzymian, Kościół katolicki i Imperium Brytyjskie.
Jeżeli jednak chce się sprawić, byśmy wierzyli - jak to się od pewnego czasu dzieje - że zdolność trwania przez lata i stulecia, czyli zdolność gromadzenia, utrzymywania i pomnażania siły materialnej, miałaby być świadectwem prawdy czy dobroci samej reguły, którą dana instytucja uosabia, to wtedy należy się temu kategorycznie przeciwstawić, bo trwałość tej czy innej instytucji nie ma absolutnie nic wspólnego z jej „dobrocią”.
Trzeba też dodać, że to wcale nie niezmącona trwałość, ale zmienna nietrwałość jest właściwością ludzką par excellence, i że to ona przypada nam w udziale, a tamta nie ma z nami nic wspólnego.
Czy przychodzi nam żyć, czy umrzeć, nie ma to żadnego znaczenia - oto przy czym trzeba się upierać. Ważne jest, byśmy zachowali własną tożsamość, byśmy żyli, trzymając się trwale tego, czym jesteśmy, i umarli takimi, jacy byliśmy.
Co do woli przeżycia za wszelką cenę, można na nią zawsze liczyć zarówno w wypadku instytucji, jak i w wypadku jednostki, ale nie ma w tym nic szczególnie godnego podziwu, a przede wszystkim nic szczególnie znaczącego (XXX, 2).
Notatki, Nicola Chiaromonte
Fundacja Terytoria Książki, Gdańsk 2015
Chciałoby się rzec, że teatr jest sztuką pierwotną, że każdy rodzaj sztuki, także rzeźba i muzyka, to wcielanie się, wkraczanie w fikcję, nakładanie maski, odgrywanie roli, stawanie na scenie przed innymi, kiedy przyjmuje się świat taki, jaki jest, usiłując jednak przekonać widzów o jakiejś prawdzie za pośrednictwem udawania.

„Istoty Prousta są zatem ofiarami owego wszechwładnego uwarunkowania i okoliczności, jakim jest Czas; tak jak niższe organizmy, świadome zaledwie dwóch wymiarów, postawione nagle wobec zagadki wysokości - są ofiarami i więźniami. Nie ma ucieczki od godzin i dni. Ani od «jutra» i «wczoraj». Nie ma ucieczki od «wczoraj», bo «wczoraj» nas odmieniło albo zostało przez nas zmienione. Kolor chwili nie ma tutaj znaczenia. Dokonała się zmiana. «Wczoraj» nie jest kamieniem milowym, który się minęło, ale kamykiem-dniem na wydeptywanej drodze lat; jest nieodwracalnie naszą cząstką - czymś, co w nas tkwi; co ciąży i przytłacza. Po «wczoraj» nie jesteśmy zaledwie bardziej znużeni; jesteśmy po prostu inni niż przed tym kataklizmem... Sztuka to apoteoza samotności”.

Warszawa padła. Jakże oni byli bliscy mojemu sercu, Polacy, naród, który ma swój los, uporczywy i nieubłagany! Zrządzeniem tego losu co jakiś czas muszą ulec zagładzie. I to przeznaczenie jest prawdziwym sensem ich istnienia: z jakąż dziką siłą, z jakąż nieustępliwą bujnością zmartwychwstają z głębin swojego fatum! Może już dawno zostaliby wyniszczeni, gdyby los usposobiony bardziej pokojowo dał im do rąk narzędzia do wygodniejszego i bezpieczniejszego istnienia, być może wyniszczyliby się od wewnątrz, może oddaliby się temu wszystkiemu, co w ich naturze jest typowo polskie, swobodne i niepoprawne. A tak między wielkimi, zbójeckimi narodami zachowała ich przy życiu ta mocna więź, ten surowy historyczny los, zawsze padając, zawsze podnosząc się z upadku i zawsze typowo po polsku, czyli odrobinę zbyt hałaśliwie, przesadnie, a równocześnie budząc sympatię tym swoim ludzkim uporem - Polacy, naród, który z głębi swojej natury ma bezpośredni związek z muzyką!
Abulafia, któregom studiował z zapałem, mówi, że ludzka dusza jest częścią wielkiego strumienia kosmicznego, który płynie przez wszystkie stworzenia. To jest jeden ruch, jedna siła, ale gdy rodzi się człowiek w materialnym ciele, gdy przychodzi na świat jako pojedynczy byt, owa dusza musi się oddzielić od reszty, inaczej człowiek taki nie mógłby żyć - dusza utonęłaby w Jednym, a człowiek oszalałby w kilka chwil. Dlatego dusza taka zostaje zapieczętowana, to znaczy wyciśnięte są na niej pieczęcie, które nie pozwalają jej zlać się z jednością i pozwalają działać w skończonym, ograniczonym świecie materii.
Trzeba nam umieć zachować równowagę. Jeżeli dusza będzie zbyt zachłanna, zbyt lepka, to zbyt dużo form do niej przeniknie i oddzieli ją od boskiego strumienia.
Powiedziane jest przecież: „Kto jest pełen samego siebie, nie ma w nim miejsca dla Boga”.
Księgi Jakubowe, Olga Tokarczuk
Odwiedza nas 99 gości oraz 0 użytkowników.