
Nalewki czekają dezynfekcji […], całe domy, bloki, ulice, trzeba burzyć […]. I wrzątku nie żałować, bo to wszystko brudne, zaplute, zażydzone i parszywe [...]. A jeśli te wszystkie czarne republikany, karaluchy, demokraty chałatowe i pluskwy zechcą rozleźć się po całej stolicy - dam jeszcze jedną radę... otoczyć Nalewki wysokim murem.
Pięć lat po napisaniu tego nasyconego straszliwą, wizjonerską nienawiścią felietonu - getto warszawskie, otoczone wysokim murem, było już morzem gruzów. Wrzątku nie żałowano - a na resztki „czarnych republikanów, karaluchów, demokratów chałatowych i pluskiew”, które zdołały mimo murów „rozleźć się po całej stolicy" - polowały watahy szmalcowników, z których niejeden był zapewne przed wojną, czytelnikiem „Falangi”, a może „Małego Dziennika”.
Taki to los zgotować chcieliby swym bliźnim polscy hitlerowcy, by zbudować Katolickie Państwo Narodu Polskiego.
Czytaj więcej: I wrzątku nie żałować, bo to wszystko brudne, zaplute, zażydzone i parszywe

"Należy odpędzić każdego, kto twierdzi, że jest nosicielem jakiejś prawdy".
Ktoś taki nie zasługuje nawet na to, by wyświadczyć mu tę uprzejmość i z nim porozmawiać, gdyż pojawia się w rynsztunku swego nieprzystępnego języka, a przychodzi po to żeby zaatakować, a nie rozmawiać. W jeszcze mniejszym stopniu zasługuje na uprzejmość, kiedy jego rzekoma prawda wywodzi się z obszaru polityki. Wtedy w gruncie rzeczy nie chodzi już tylko o agresję intelektualną, ale też moralną: ktoś taki zakłada, że siłą rzeczy wnosi dobro, nie tylko prawdę. A ta jego prawda mówi na przykład, że wojna jest złem, czerpanie korzyści z pracy innych - niesprawiedliwością (z tym że to stwierdzenie, które przecież nie jest całkiem banalne przerasta poziom umysłowy współczesnego [fałszywego] fanatyka), pokój - dobrem, a państwo socjalistyczne jest bardziej egalitarne od kapitalistycznego. Wspierając się na podobnych banałach, nasz bohater przybiera wzniosłe pozy, jak przystało na prawdziwego faryzeusza. I cóż można mu na tu odpowiedzieć? Że wolimy zło, masakry wojenne i niesprawiedliwość? Otóż możemy tylko milczeć lub odprowadzić go bardziej lub mniej uprzejmie do drzwi.
Nie istnieje jakaś prawda. Istnieje tylko ta właśnie jedyna prawda, której nikt nie posiada. Kto w tej kwestii zajmuje inną postawę niż postawa przekonanego o swej racji sceptyka, nieufnego wobec proponowanej mu jakiejś prawdy czy wobec poddawanego jego osądowi jakiegoś faktu, ten jest przeciwnikiem uczciwego myślenia, a nawet jest złowrogim siewcą przyszłej przemocy (XLII, 27).
Notatki, Nicola Chiaromonte
Fundacja Terytoria Książki, Gdańsk 2015
***
Ewa już wyjechała, Mirek układa plany
antyatomowych akcji. Pijemy dużo herbaty
i dużo rozmawiamy, warunki są polowe.
Dobrze jest być w tym, co się właśnie robi:
krojąc w cieniutkie plasterki potężny ząb czosnku,
mieszając makaron z keczupem, dosypując pieprzu,
karmiąc z progu gołębie resztkami żółtego sera.
Walka idzie na ostrą broń, pazury i dzioby.
Pies poszczekuje zachowując umiar, zaglądam w słońce,
spłoszone kichnięciem ptaki podnoszą tuman kurzu,
przyjdzie czas i na nas.
89.07.24
Jacek Podsiadło
Uranio, sosno, siostro - tak ciebie nazywam,
Bo palcem pnia swojego ukazujesz niebo.
Wiatr, co się w twojej czarnej grzywie zrywa,
Zacicha dołem. Siostro, wzywam ciebie
Jak niegdyś wróżę w koronach z jemioły,
Abyś wytrwała w progu mego domu
I strzegła kwiatu, owocu i pszczoły,
I serc, co tutaj gasną po kryjomu.
Uranio, muzo dnia ostatecznego,
Bogini końca, bogini trwałości,
Zniszczeń bogini i wszystkiego złego,
Stójże na straży domu i nicości.
Weźmij mnie w swoje grzywy, ty szalona,
Wyszarp mi ręce, co już nie wyrosną,
Pogrzeb mnie, ratuj, daj swoje korony,
Bym także był Uranią, nicością i sosną.
Sailly 2 II 1980
JAROSŁAW IWASZKIEWICZ

Samuel van Hoogstraten (1678): Inleyding tot de hooge schoole der schilderkonst
- Ogromna to dla mnie korzyść - ciągnął dalej - że urodziłem się w epoce, kiedy na porządku dziennym były największe wydarzenia dziejowe trwające przez całe moje długie życie, tak że byłem żywym świadkiem zarówno wojny siedmioletniej, odłączenia się Ameryki od Anglii, rewolucji francuskiej, jak i wreszcie całej epoki napoleońskiej aż do katastrofy bohatera i następujących potem wypadków. Dzięki temu mogłem dojść do całkiem innych wniosków i poglądów niż wszyscy ci, co teraz się rodzą i będą musieli przyswajać sobie wiadomości o tych wielkich wydarzeniach jedynie z książek, których nie będą rozumieli.
Na pewno nie da się dziś przewidzieć, co przyniosą nam najbliższe lata. Obawiam się jednak, że nie tak prędko nastanie spokój. Nie dane jest bowiem światu osiągnąć zadowolenia: możnym dlatego, że nigdy nie ustanie chęć nadużywania władzy, szerokim masom zaś dlatego, że w oczekiwaniu na stopniową poprawę doli nie potrafią zadowolić się miernym bytowaniem. Gdyby można było ludzkość udoskonalić, to i doskonałe jej bytowanie byłoby do pomyślenia. Tak jednak wszystko będzie się wiecznie wahać, jedna część ludzkości będzie cierpiała, podczas gdy druga będzie żyła w dobrobycie, a egoizm i zawiść będą jak złe demony prowadzić ciągle swoją grę i nigdy nie będzie końca walce między obu stronami.
Johann Peter Eckermann; Rozmowy z Goethem
Zdaje się zresztą, że obecnie władza lepiej czuje, co powinna uważać za rzeczywiste zagrożenie, niż niejeden teoretyk sztuki: na setkach przykładów można dowieść, że najenergiczniej prześladuje nie to, co wprawdzie deklaruje się jako jej zagrożenie, ale nie ma większej siły artystycznej, lecz to, co najsilniej oddziałuje artystycznie, nawet jeśli na pozór wcale zbyt „politycznie” nie wygląda: istotą konfliktu nie jest bowiem starcie jakichś dwóch ideologii (na przykład socjalistycznej i liberalnej), ale starcie anonimowej, bezdusznej, nieruchomej i unieruchamiającej („entropijnej”) władzy z życiem, z człowieczeństwem, z bytem i jego tajemniczością. I partnerem władzy w tym konflikcie nie jest jakaś alternatywna idea polityczna, lecz samoistne i swobodne człowieczeństwo, a wraz z nim nieuchronnie też sztuka - właśnie jako sztuka! - mianowicie jako jeden z najdonioślejszych przejawów tego samoistnego człowieczeństwa.
Václav Havel, Obywatel kultury
Wydawnictwo Agora; Warszawa, 2016
Wesele w reż. Jana Klaty, Narodowy Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie, maj 2017
Leżą w grobach rodzinnych, rozrzuconych bezwładnie na brzegu Dunaju, a głowa zmarłego w każdym grobie zwrócona jest w kierunku Jerozolimy. Leżą w podwójnych grobach ze swymi końmi, patrząc w przeciwną stronę świata niż zwierzęta. Leżą pod żonami skulonymi na ich brzuchach, ale tak, że widzą nie twarze kobiet, lecz biodra. Czasem grzebano ich w pozycji stojącej. Straszliwie postarzali, właściwie rozłożeni od nieustannego wpatrywania się w niebo, dźwigają na sobie cegły z wydrapanym imieniem ‘Jehuda’ albo ze słowem szachor – czerń. […] Owe rzeźbione nakrywki na oczy, usta i uszy broniły dostępu do zmarłych demonom i szedinim. Jednakże tak są rozrzucone po całym cmentarzu, jakby je porwała z miejsca ogromna siła, nagły przypływ ciążenia ziemskiego i żadna już nie leży już na miejscu, którego miała strzec. Można by nawet przypuszczać, że jakaś niewiadoma, nagła potrzeba spowodowała przeniesienie tych nakrywek na oczy, uszy i usta z innych grobów tutaj, otwierając drogę jednym demonom, a zamykając innym…
"Słownik chazarski" Milorada Pavicia
Wczoraj imieniny Jurka. Byłem na cmentarzu, złożyłem parę różowych lewkonii, jak wtedy do trumny. I to wszystko. Uczucie bezsilnej wściekłości, że to wszystko tak przemija, że już nic z tego nie ma, ani z mego uczucia, ani z jego osobowości. Złość, gniew na przemijanie świata, na ten proch, w który się bezustannie obracamy, na tę straszną robotę czasu i śmierci. Bezradność wobec samego siebie – wstrząsająca i irytująca. Samemu sobie nie można nakazać, aby być, aby trwać. I że to wszystko, co chwilami wydaje się ważne, wobec wieczności nie ma żadnego znaczenia. Pod tym kamieniem, na którym leżały kwiaty, wyobraziłem sobie już szkielet, już resztki drewnianej trumny, już nic – jak w tym grobie, gdzie pochowano starego Piotrowskiego na miejscu jego małej córeczki – i w którym nie było już nic prócz ziemi. I ta myśl, że żaden bunt już tutaj nic nie pomoże – i że to wszystko w bezładzie świata nie ma żadnego znaczenia. O, jakże bym chciał to widzieć zupełnie inaczej. Ale nie mogę. „Rozpacz” zamknięta we mnie. I czy na całą wieczność?
24.02.1966
Jarosław Iwaszkiewicz, Dzienniki, T. III
Odwiedza nas 11 gości oraz 0 użytkowników.