Konteksty

To, że Historia i ambicje pozbawiły Cervantesa złudzeń, stało się impulsem do stworzenia postaci Don Kichota i imago mundi jako świata opowiadającego się po stronie natury oraz ironii: natury, ponieważ istnieje bez powodu, bez wielkości i bez celu (Sancho Pansa), i ironii, ponieważ świat, istniejąc na ten swój sposób, jest światem, który szydzi i ośmiesza, światem, który nieustannie zmienia w irrea1ność wszystko to, co człowiek może sobie uroić lub przedsięwziąć: wymarzoną wielkość, historyczne dokonania, ucieczkę od własnej mizerii w bohaterskie „ja”. Wszystko to okazuje się kolejnymi wiatrakami, a największym z nich jest sam świat i wraz z nim cała natura (IX, 15).

Notatki, Nicola Chiaromonte
Fundacja Terytoria Książki, Gdańsk 2015

Blask na drzewach jakiś chory
kuropatwy w kartofliskach
zaczęły się meteory
blisko blisko

pani jesień przyjdzie znowu
znowu nic nie wytłumaczy
ani gwiazdy ani słowa
ani ziemi ani płaczu

tylko patrzeć kiedy wrzosy
w liliowe buchną ognisko
twoje losy moje losy
blisko blisko

deszcze zmyją opalenie
liść opadnie nad kołyską
zapomnienie prześwietlenie
blisko blisko

Jarosław Iwaszkiewicz, "Sierpień", z tomu "Krągły rok", Warszawa, 1967

 



Całe zło i wszystkie nieszczęścia naszego czasu, niezliczone udręki przecierpiane przez niezmierną liczbę ludzi i przez człowieczeństwo w nich zawarte, a także daremne pasje polityczne (rozbudzone urazy i chęć odwetu, nie zaś dążenie do przywrócenia sprawiedliwości) skłaniają - lub powinny skłaniać - do zbudowania w sobie ufności do tego wszystkiego, co tkwi poza biegiem dni, poza nurtem czasu, poza ciągiem przyjemności i przykrości, poza uwikłaniem w fakty, materię czy w doznania zmysłowe.
Ale ludzi zdolnych odczuć w sobie tego rodzaju ufność jest nieuchronnie niewielu. A większość - nawet większość spośród tych, którzy z myślenia uczynili swoje rzemiosło -zdolna jest tylko obwiniać tych niewielu o mglistą i jałową obojętność wobec tego pasma dni i nocy, które wciąż po sobie następują i kolejno nawzajem się unicestwiają. Taką ufność jednak buduje się w sobie nie po to, by uciec (bo wszelka ucieczka to przecież tyle, co dryfowanie z nurtem płynącego czasu), ale żeby dzień po dniu umieć życiu sprostać, żeby je zmieniać w życie zrozumiałe, znośne i znaczące. Słowem, żeby stawiać czoło „złemu duchowi”, a nie biernie mu ulegać (IX, 11).

Notatki, Nicola Chiaromonte
Fundacja Terytoria Książki, Gdańsk 2015


Mistrz od niedawna jest wśród nas.
Dlatego czai się ze wszystkich kątów.
Zasłania twarz rękami i patrzy przez szparkę.
Staje czołem do ściany, potem odwraca się nagle.

Mistrz odrzuca z niesmakiem absurdalną myśl,
że stół spuszczony z oka musi być stołem bez przerwy,
że krzesło za plecami tkwi w granicach krzesła,
i nawet nie próbuje skorzystać z okazji.

To prawda, trudno świat przyłapać na innośći.
Jabłoń wraca pod okno tuż przed oka mgnieniem.
Tęczowe wróble zawsze pociemnieją w porę.
Ucho dzbanuszka złowi każdy szmer.
Szafa nocna udaje bierność szafy dziennej.
Szuflada stara się przekonać Mistrza,
że jest w niej to, co do niej wcześniej włożono.
Nawet w książce z bajkami otwartej z nienacka,
królewna zawsze zdąży usiąść na obrazku.

Czują we mnie przybysza - wzdycha Mistrz -
nie chcą obcego przyjąć do wspólnej zabawy.

Bo żeby wszystko, cokolwiek istnieje,
musiało istnieć tylko w jeden sposób,
w sytuacji okropnej, bo bez wyjścia z siebie,
bez pauzy i odmiany? W pokornym stąd - dotąd?
Mucha w pułapce muchy? Mysz w potrzasku myszy?
Pies nigdy nie spuszczany z utajonego łańcucha?
Ogień, który nie może zdobyć się na nic innego,
jak sparzyć po raz drugi ufny palec Mistrza?
Czy to jest ten właściwy ostateczny świat:
rozsypane bogactwo nie do pozbierania,
bezużyteczny przepych, wzbroniona możliwość?

Nie - krzyczy Mistrz i tupie tyloma nogami
iloma rozporządza - w tak wielkiej rozpaczy,
że mało by tu było i sześciu nóg chrząszcza.

Wisława Szymborska

Na okręcie, który zimą 1941 r. wiózł mnie z Europy ku tym gościnnym brzegom, zawarłem znajomość z pewnym poważnym i wykształconym Amerykaninem. Po wielu latach, dobrze spędzonych w Europie Zachodniej, wracał do swej ojczyzny wraz z liczną gromadą współobywateli, którzy podobnie jak on nie mogli znieść niemieckiej okupacji.

Zbliżyły nas z sobą cierpienia cielesne. W czasie okropnej burzy na oceanie mój amerykański towarzysz z dormitorium złamał rękę. Ja - co prawda stłukłem sobie tylko obojczyk, mimo to skłonny byłem uważać siebie za istotę bardziej od Amerykanina poszkodowaną. On - lubo ze złamaną ręką - wracał do domu, do swego wielkiego szczęśliwego kraju, będącego domem rodzinnym wolności. Mnie zaś, bezdomnemu emigrantowi, burza jesienna 1939 roku, burza na suchym, aż nadto suchym lądzie - jak wszystkim Polakom - złamała życie.


Umowa społeczna krajów Europy Zachodniej głosi, że każda władza jest nadzorowana i nie może samowolnie szykanować ludzi. Mieszkańcy nie obawiają się systemu lagrów i obozów internowania, dyktatura mogłaby zaistnieć jedynie na drodze bezprawia, jeśli w ogóle by mogła - i aż do swego kresu musiałaby się liczyć ze swoim statusem nielegalności, i zostałaby później pociągnięta do odpowiedzialności. Wszystko to jest rezultatem procesów historycznych i aktywności społecznej. Natomiast w Europie Środkowej i Wschodniej demokrację proklamowano ponad głowami mieszkańców i procesy polityczne ostatnich dziesięciu lat dowodzą, że w każdej chwili będzie ją można odwołać. W krajach Europy Środkowej i Wschodniej jeszcze się nie potwierdziło, jakoby demokracja miała rację bytu; w tych krajach nie wykształcił się jeszcze zauważalny instynkt obronny przeciw despotyzmowi. Przeciwnie, rozwinęły się raczej te instynkty, które służą despotycznym zagrywkom, powstawaniu i trwaniu autorytarnej władzy. Co do różnicy między nimi, ani się jej nikt nie obawia, ani nikt o niej nie wie, ani ludzie na Zachodzie, ani na Wschodzie, a najgorsze przy tym, że czasami się im roi, że mimo to mówią tym samym językiem.

Imre Kertész

 

Zmarnowany czas

Młodość nie jest tak pociągająca, jak się panu może wydaje. Młodość to zmarnowany czas. Zmarnowany na złudzenia. Jakby życie ofiarując nam młodość, zadrwiło z nas, aby tym dotkliwiej nas potem doświadczyć.

Ostatnie rozdanie, Wiesław Myśliwski

Ja także

Pewien brat zgrzeszył i kapłan wypędził go z kościoła. Wtedy abba Besarion wstał i wyszedł z nim razem mówiąc: „Ja także jestem grzeszny”.

Pierwsza księga starców

Odwiedza nas 111 gości oraz 0 użytkowników.

Szukaj

Początek strony