
Potocki pozostał milczący, jeśli nie liczyć rzadkich uwag na temat uznania i starości czy kilku słów o przelotnej chorobie. Nic w nim nie jest spójne: chce być historykiem krainy, którą ledwie zna; zasiada w sejmie, którego językiem nie mówi; nie może się zdobyć na opuszczenie kraju, którego nie znosi; jego rodzice, teściowie i dzieci są arcybogaci, on zaś „z trudem wiąże koniec z końcem”; pisze powieść niezwykle oryginalną, która jednakże wybrzmiewa echem wielorakich i niekończących się głosów.
Czytaj więcej: Narody są zbiorowiskiem ludzi, ci zaś mieszaniną przeciwieństw
Jacek Podsiadło
BYLE DO ŁODZI
gdzie się podziały podziały
kiedyś ludzie byli z lodu albo z ognia
i wszystko było proste
jak protest wiedziałem kogo za co
za jaką cenę uderzyć

Słońce dało mu kamień
mówiący i prawdziwy
tak że ludzie nazwali go istotą gór
Był twardy silny i czarny i gęsty
ze wszystkich stron porysowany
Żyłkami które przypominały zmarszczki
Obmył tedy mądry kamień w żywym źródle
odział w czyste płótno
karmił jak małe dziecko
składał ofiary jak bogu
Potężnymi hymnami tchnął weń życie
Potem zapalił lampę w swoim czystym domu
kołysał w ramionach i unosił w górę
podobny do matki która trzyma w objęciach syna
Ty który chcesz usłyszeć głos Boga
zrób to samo
zapytaj go o przyszłość
a on ci szczerze wszystko opowie
Znalezione w:
Barbarzyńca w ogrodzie, Zbigniew Herbert
Henrykowi Dasko in memoriam
Nazizm był zaraźliwy. Tak sądził Antoni Sobański, autor reportaży z Niemiec nazistowskich. W1937 r. na łamach „Wiadomości Literackich” wypowiedział się na temat fali agresywnego antysemityzmu w Polsce: „Czasami wydaje się - pisał - że w cztery lata po dojściu do władzy narodowych socjalistów w Niemczech ich antyżydowski jad przeżarł jakby jakąś tkankę naszej granicy i chlusnął cieczą nienawiści na całą Polskę”.
Ta „ciecz nienawiści” go przerażała. Tomasz Szarota, autor kompetentnego wstępu do tomu reportaży Sobańskiego „Cywil w Berlinie”, wspomina, że dalej Sobański opisał scenę, której był świadkiem: kopania przez ONR-owca leżącej studentki żydowskiej i operowania „najnowszą szlachetną białą bronią - żyletką”. I pisał Sobański: „Gdyby każdy prawdziwy polski patriota mógł odczuć tę głęboką i szczerą odrazę, jaką potrafi wzbudzić u człowieka zachodniego cały nasz kraj z powodu ustosunkowania się większości społeczeństwa aryjskiego do Żydów. (...) To nie kałmucka, dobrze Polakom znana twarz kozaka szarżującego na tłum z nahajką w ręku, ale oblicze rodaka w wolnej, wyśnionej Polsce, która podobno od wieków słynie z tolerancji. Wiemy, że naiwnością byłoby liczyć na uczucia humanitarne u naszych antysemitów - zbyt dalekie są one od ducha naszej epoki, ale pragnąłbym, aby ludzie ci zrozumieli, że na daleką metę szkodzą Polsce”.
Tomasz Szarota, z którego wstępu zaczerpnąłem ten cytat, skomentował to krótko: „Kilkadziesiąt lat później słowa te nic nie straciły na swej aktualności”.

Czy zatem historia ludzka jest „powieścią idioty / Głośną, wrzaskliwą, a nic nie znaczącą”?
Makbet wyraził się tak o życiu, a nie o „historii” człowieka. Był w rozpaczy. Ale niezależnie od tego, czy ludzkie życie ma sens, czy go nie ma, czy coś znaczy, czy nie znaczy nic, będąc tylko krótkotrwałym miotaniem się po świecie, to i tak jego znaczenie nie tkwi oczywiście w Historii pisanej dużą literą. Istnieją tylko różne ludzkie historie, a z całego tego następowania po sobie, przeplatania się i nieskończonego gmatwania człowieczych wydarzeń nie można wyłuskać nic innego, jak tylko historie w liczbie mnogiej. Jakie wobec tego znaczenie mogą mieć te niezliczone historie zebrane razem? To pytanie nie ma sensu, bo nie różni się niczym od pytania, jak sumują się neandertalczyk i jego wędrówki plus „ludzie epoki brązu”, plus Ramzes Wielki, plus Temistokles, plus Aleksander, plus Romulus Augustulus etc. Znaczenie albo jest wpisane w każdy ciąg wydarzeń, albo go nie ma.
Jak myślisz, Sokratesie, jaka jest przyczyna tej miłości i tego popędu? Przypatrzże się, czy nie widzisz, jak szaleją ku sobie zwierzęta na wiosnę; czy które chodzi, czy lata, czy pływa, wszystkie miłosny szał ogarnia i najpierw je w pary łączy, a potem im każe wychowywać młode, i stare gotowe wtedy w ich obronie walczyć z najmocniejszymi nawet wrogami, choćby same były bardzo słabe, gotowe nawet ginąć w ich obronie, gotowe głodem przymierać, byleby młode przy życiu zostały, gotowe na wszystko w świecie: bo ludzie - powiada - mógłby ktoś myśleć, robią to samo z wyrachowania, ale skąd taki miłosny nastrój u zwierząt? Potrafisz powiedzieć?
Uczta, Platon
Odwiedza nas 57 gości oraz 0 użytkowników.