Lewkonie

Wczoraj imieniny Jurka. Byłem na cmentarzu, złożyłem parę różowych lewkonii, jak wtedy do trumny. I to wszystko. Uczucie bezsilnej wściekłości, że to wszystko tak przemija, że już nic z tego nie ma, ani z mego uczucia, ani z jego osobowości. Złość, gniew na przemijanie świata, na ten proch, w który się bezustannie obracamy, na tę straszną robotę czasu i śmierci. Bezradność wobec samego siebie – wstrząsająca i irytująca. Samemu sobie nie można nakazać, aby być, aby trwać. I że to wszystko, co chwilami wydaje się ważne, wobec wieczności nie ma żadnego znaczenia. Pod tym kamieniem, na którym leżały kwiaty, wyobraziłem sobie już szkielet, już resztki drewnianej trumny, już nic – jak w tym grobie, gdzie pochowano starego Piotrowskiego na miejscu jego małej córeczki – i w którym nie było już nic prócz ziemi. I ta myśl, że żaden bunt już tutaj nic nie pomoże – i że to wszystko w bezładzie świata nie ma żadnego znaczenia. O, jakże bym chciał to widzieć zupełnie inaczej. Ale nie mogę. „Rozpacz” zamknięta we mnie. I czy na całą wieczność?

24.02.1966
Jarosław Iwaszkiewicz, Dzienniki, T. III

W krainie Morfeusza - Władcy Snów

Sny, które opowiadamy, nigdy dokładnie nie są tymi, które nam się śniły. Ludzie opisują jedynie to, o czym "śnili" w ciągu dnia, i zawsze mają w tym jakiś ukryty cel. Tylko głupiec zdradza, co mu się śni w nocy. Czyniąc to, narazilibyście się na śmieszność lub uznano by wasz sen za zły omen. Nikt nie bierze na poważnie prawdziwych snów, łącznie z tymi, co je śnili, prawda?

 Nazywam się czerwień
Orhan Pamuk

Odwiedza nas 59 gości oraz 0 użytkowników.

Szukaj

Początek strony