
Choć żadna z tych opinii nie jest do końca sprawdzona,
a wszystkie oparte są raczej na wnioskach z opisów zamieszczonych
w Czarnych Zeszytach, to w opisach Detraversa widzimy
samego Nieluckiego, jak nastawia wielki gąsior z moszczem
z rabarbaru lub z zielonych pomidorów i następnie zasypuje
ten moszcz cukrem czubato akurat wtedy, kiedy Saturn
wyrusza w Czwartą Eskapadę, a w Domu Niewoli
zapalają świece. Księżyc był wówczas w koniunkcji
ze Słońcem, a ingres Wodnika w sekstyl się naprężał
wobec Wenus jednookiej, w kwadraturze kroków śpiącego Merkura.
Tymczasem pewnie było bardziej prozaicznie, jak podają
Czarne Zeszyty: sapał Zacier i wzdychał, schodził wciąż
po schodkach do piwnicy, gdzie ukrywał coś w rodzaju
prymitywnego laboratorium. Tam warzył napoje, sprawdzał ich
krzepkość i ogień. Alkohol sam wyrabiam, pieprz jest z Indii,
maliny z ogródka. Bierzesz trzy równe części, plus czwartą, sekretną,
i nigdy nie przeważasz szali na swoją zgubę – tak powiada przepis.
W kociołku uwarzył się już zacier, do którego dosypał dwa kwiaty
lotosu – i tę partię ijasza nazwie Odyseja.
Ijasz, Tomasz Różycki
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2021
[…] Podawano o tym mieście sprzeczne
informacje – relacje różniły się między sobą i wchodziły sobie w drogę,
zbyt były przy tym nieprawdopodobne. Mówiono, że okolice
miasta, w którym przedtem tyle lat mieszkali, tworzyły coś
w rodzaju zaczarowanego terytorium niezgody, a po nim
należało poruszać się według specjalnego systemu topograficznych
punktów i objaśnień, które posiadały co prawda swojskie nazwy,
ale za każdym razem znaczyły coś innego – zależało to od tego,
kto właściwie rysował mapę. Mieszkańcy gubili się
w sprzecznych opisach, sytuując je zawsze trochę inaczej,
kreśląc w swoich opowieściach jakieś fantastyczne szkice i plany,
które nigdy nie były ze sobą zgodne. Sztandary powiewające
nad ratuszem tak często zmieniały kolory, że niektórzy zapomnieli już,
które są rzekomo dla nich najlepsze, i pomieszali je trochę w swoich
historiach rodzinnych. Wydawałoby się więc, że kolejna zmiana
koloru nic tak naprawdę nie zmienia. Ale po tej wojnie,
w której to, co zmieszane, usiłowano odczyścić, odciąć i rozdzielić,
przede wszystkim przelewając ludzką krew i oddzielając
swoją od obcej, stało się jasne, że tracą coś ostatecznie, na całe życie.
Bo nic tam nie było obce, a wszystkie owoce miały wyłącznie
mieszanych rodziców.
Po pierwsze, goście: Grupa Rekonstrukcyjna Piast,
złożona ze słuchaczek szkoły pielęgniarskiej i uczniów seminarium,
specjalizująca się w odtwarzaniu scen batalistycznych i patetycznych
z historii ojczystej, przebrana głównie za husarię,
z kompletem tekturowych skrzydeł strącających potem w czasie zabawy
wszelkie kieliszki i butelki ze stołów, a także z końskimi głowami
trzymanymi kurczowo pomiędzy udami, potem grupa
Martyrolog, udanie odtwarzająca z pieczołowitością
rzezie, pogromy, masakry, przegrane powstania i klęski
bitewne polskie, szczególnie specjalizująca się w spektakularnym
interpretowaniu stosów porżniętych i postrzelanych trupów,
potem trupa teatralna Polanki, odtwarzająca prasłowiańskie zajęcia
W wierszu Podróżowałem po krainach złota... Keats pisze:
Poczułem się jak skromny obserwator gwiazd,
Kiedy nagle dostrzeże nieznaną planetę,
Albo jak mężny Kortés, gdy zdumionym wzrokiem
Wpatrywał się w Pacyfik (a jego załoga
Spoglądała po sobie nie wiedząc, co myśleć)
I bez słowa stał na szczycie nad Darien.
W sonecie tym Keats porównuje lekturę przekładu Homera autorstwa George’a Chapmana do na poły mistycznego stanu, w jaki wprawia odkrywcę obcowanie z zupełnie nową prawdą, kiedy pojmuje, że dokonał czegoś po raz pierwszy w historii świata. Takim pierwszym razem był moment, gdy Herschel dzięki ulepszonym narzędziom optycznym odkrył nową planetę Układu Słonecznego. Podobnych odczuć doświadczyli Hernán Cortés z towarzyszami, kiedy jako pierwsi biali ujrzeli Pacyfik po drugiej stronie kontynentu amerykańskiego. Obie te chwile z historii nauki i historii odkryć geograficznych są w pewnym sensie tożsame. Zachwyt jest jeden i ten sam, a doświadczyć go można, obcując z wielką literaturą i zagadkami Wszechświata.
Tym, którzy nie lękają się cieni o zmierzchu, którzy potrafią rozmawiać z drzewem, którzy umieją czytać znaki kreślone skrzydłem nietoperza,
którzy z darów dzieciństwa zachowali zdolność wyobraźni i głód cudowności,
którzy potrafią dziwić się życiu, doszukiwać się ukrytych w nim sensów i znaczeń,
którzy umieją rozpoznawać ślady bogów - ścieżki, jaskinie, święte źródła,
którzy zdolni są - poprzez płomyki żarnowca albo w prześwitach zarośli - dostrzec cień fauna albo tańczącej nimfy,
którym na skrzyżowaniu dróg zdarza się spotkać sfinksa, a w leśnych ostępach bożka Pana.
Tym, którzy wierzą w mity, światła dawnych objawień,
dedykuję te chaotyczne obrazy i myśli.
Zrobią z nimi, co zechcą,
Amen.
Contrapunctus, Adam Wodnicki
Nie ozdrowieję płacząc ani też, jeśli biesiadom
Oddam się i zabawom, pogorszy się mój ból.
Fragment z zaginionych wierszy Archilocha
Odwiedza nas 43 gości oraz 0 użytkowników.