
Film Marcina Łozińskiego przedstawia fragmenty niezwykłych rozmów przeprowadzonych przez 6-letniego Tomka (syna reżysera) z przypadkowymi przechodniami spotkanymi w parku. Mały chłopiec, nie przejmując się kamerą, podbiega do nieznajomych i zadaje im przeróżne pytania: "Dlaczego pani jest samotna?", "Dlaczego pan jest smutny?". Niewiarygodne, jak wiele ze swojego życia dorośli ludzie są skłonni opowiedzieć nieznanemu dziecku. (filmweb.pl)
Niemal rok upłynął, gdy znów przybywam na nieodległą prowincję. Miejsce, które można szczerze kochać i nienawidzić. Z racji Wielkiego Piątku postanowiłem udać się w południowe pielesze koleją, a nie jak miałem w zwyczaju, autobusem. Prowincja wbrew pozorom nie rozpoczyna się po dojechaniu do samego celu, lecz już na dworu PKP w Opolu. Do uszu dociera głos pełnej wyrzutu panny lat około 25, która będąc ubraną w feerię barw całej tęczy, zwraca się do swojego trzydziestoletniego osiłka: „Ubrałbyś się kurwa w jakieś normalne jeansy i koszulę, a nie stale ten dres. To już się robi nudne!” Taki tekst staro – młodych, którzy jeszcze się nie pogodzili z faktem dorosłości. Styl to styl, a ta się przyczepiła i suszy facetowi głowę. Tu Chrystus umiera, a ta dalej ze swoimi podjazdowymi flankami o jakieś imponderabilia kopie kruszy.
A raczej: muzyka do zagrania. Suma ulotnych sygnałów, za których pomocą trzeba próbować dotrzeć do trwałego obrazu.
Wszystko zależy od „wykonywania muzyki”, od ukształtowania tego trwałego obrazu świata, a przynajmniej od przebiegu przeżyć, dzięki któremu spostrzega się, że prawda nie zawiera się w takich ulotnych sygnałach, ale w esencjach: jeśli nie ma esencji (idei), są tylko fakty - a jeśli nie ma faktów, nie ma również żadnego sensu (XXXVI, 25).
Notatki, Nicola Chiaromonte
Fundacja Terytoria Książki, Gdańsk 2015
Leżą w grobach rodzinnych, rozrzuconych bezwładnie na brzegu Dunaju, a głowa zmarłego w każdym grobie zwrócona jest w kierunku Jerozolimy. Leżą w podwójnych grobach ze swymi końmi, patrząc w przeciwną stronę świata niż zwierzęta. Leżą pod żonami skulonymi na ich brzuchach, ale tak, że widzą nie twarze kobiet, lecz biodra. Czasem grzebano ich w pozycji stojącej. Straszliwie postarzali, właściwie rozłożeni od nieustannego wpatrywania się w niebo, dźwigają na sobie cegły z wydrapanym imieniem ‘Jehuda’ albo ze słowem szachor – czerń. […] Owe rzeźbione nakrywki na oczy, usta i uszy broniły dostępu do zmarłych demonom i szedinim. Jednakże tak są rozrzucone po całym cmentarzu, jakby je porwała z miejsca ogromna siła, nagły przypływ ciążenia ziemskiego i żadna już nie leży już na miejscu, którego miała strzec. Można by nawet przypuszczać, że jakaś niewiadoma, nagła potrzeba spowodowała przeniesienie tych nakrywek na oczy, uszy i usta z innych grobów tutaj, otwierając drogę jednym demonom, a zamykając innym…
"Słownik chazarski" Milorada Pavicia
Odwiedza nas 19 gości oraz 0 użytkowników.