Nie dziw się, że powiedziałem ci: Trzeba wam się powtórnie narodzić. Wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża. Tak jest z każdym, który narodził się z Ducha.
Najgorsze, że od czasu do czasu wszystko rozlatuje się jak stary budzik. Człowiek stoi nad kupą śrubek, z których każda niby jest osobnym i materialnym przedmiotem, ale nie wiadomo, do czego służy, bo wyskoczyła ze swojej funkcji, a sama jako taka nic poza fragmentem sztuki abstrakcyjnej nie oznacza. Męczący to stan. Inny, a podobny, a może ten sam, tylko inaczej przedstawiony, to ten, kiedy z wielką jasnością powstaje pewność, że nie ma żadnej zasługi ani żadnego osiągnięcia i że tak samo nagi i goły stoję jak po urodzeniu, że nic w ciągu tych trzydziestu paru lat się nie wydarzyło, że niczego nie było i najwyżej, w najlepszym wypadku, jest tylko ta skromna kupka, która jest aktualnie. Żadnych zapasów, żadnych szańców, schroniska żadnego człowiek nie jest w stanie sobie zbudować ani zabezpieczyć i na wielkim wichrze zawsze znienacka się znajdzie, chociażby wydawało mu się przedtem, że w pięknie malowanych komnatach przy kominku jasnym sobie przebywał.
Fragment z listu Sławomira Mrożka do Stanisława Lema 20.10.1964
I oto życie prowincjonalne ofiarowuje ci wszystkie swoje tanie materialne wygody, swoją gnuśność, swoje plotki, swoją nietrudną i niewybredną rozpustę… A to wszystko jest tak prosto, tak łatwo osiągalne. Zaczyna ci się snadnie wydawać, że jesteś czymś w rodzaju bajkowego paszy, że wystarczy, byś czegoś zapragnął, a wszystko się ziści… Niekiedy, co prawda, nawiedza cię mimochodem myśl, że i twoje pragnienia stały się jak gdyby bardziej ograniczone, i twój widnokrąg umysłowy się zacieśnił, że się łatwiej, taniej godzisz i zaspokajasz i że w ogóle odbywa się w tobie coś przykrego, niepożądanego, coś, co chwilami zalewa ci twarz rumieńcem. Ale stopniowo i ta dokuczliwa myśl zaczyna cię trapić coraz rzadziej, owszem, sam śpieszysz ją odpędzić jak natrętnego komara i dobrowolnie, ku całkowitemu swemu zadowoleniu, toniesz, niby w piernacie, w bajorze prowincjonalnego życia, którego powierzchnia jest tak zielona, że z daleka można ją wziąć ostatecznie za bujną łąkę.
Wszedłem w ów wiek psychiczny, kiedy człowiek wie, że nie może być całym światem, każdym ździebełkiem i każdą duszą, kamyczkiem jego każdym i istnieniem, przynajmniej nie może w taki sposób, w jaki to sobie wyobrażał jako chłopczyk. Tak bardzo zresztą tym się nie chełpię, bo wielu, na kartach różnych książek, a także ustnie nazywa się to właściwą śmiercią wyprzedzającą śmierć biologiczną, jak dobrze pójdzie, nawet o kilkadziesiąt lat. Ja też to zresztą tak przeżyłem, przeżyłem taką śmierć. Ale w tym rzecz, że nie mogę się z nią pogodzić, nie mogłem, i już od pewnego czasu opracowuję zmartwychwstanie. Nie chwilowe powroty zza grobu upiora, ale klasyczne zmartwychwstanie. Oczywiście też to nie oznacza takiej bzdury jak powtórne narodziny. A jest rzeczą jasną, że człowiek, który zmartwychwstał, czuje się znowu żyjącym, to znaczy mającym przed sobą przyszłość, czującym ją, czującym, że znowu ma coś do roboty jutro i pojutrze, ale już inaczej, bo był raz zdechły, inaczej patrzy na wiele spraw tego samego świata.
Fragment z listu Sławomira Mrożka do Stanisława Lema 14.04.1962
Miłość jest uczuciem bezinteresownym, jednokierunkową ulicą. To dlatego można w ogóle kochać miasta, architekturę samą w sobie, muzykę, nieżyjących poetów... Josif Brodski
Za nieobecnych
"Za nieobecnych przyjaciół, stracone miłości, starych bogów i porę mgieł. I niech każdy z nas odda diabłu co jego".