
Były, są i będą we mnie zawsze pewne dzielnice, pewne uliczki, pod nimi piwnice, korytarze, kanały (a może to jest to – moja stolica świata?), które nigdy w to nie uwierzą, że ja cały mieszczę się w tym ledwie słyszalnym, kruchym pogłosie serca. Nigdy nie uwierzę w to, że kiedy przestanie telepać mi tamto, gdzie rękę teraz trzymam po lewej stronie piersi, kiedy przestanie bić mi serce, kiedy ono przestanie być, ja wtedy też przestanę być i wszystko się kończy. I tu jest to, co zawsze miałem, to znaczy, że nawet wiedząc, że umrę, i widząc pogrzeby co dzień, w dni pochmurne i słotne, w dni słoneczne, jednak nigdy nie wierzyłem w swoją śmierć i myślę, że chyba tak naprawdę i absolutnie to nikt nie wierzy w swoją śmierć, a ci, którzy twierdzą, że wierzą, nie wiedzą po prostu, co mówią, nie, że kłamią, tylko nie zdają sobie sprawy z tego, co mówią, nie obudzili w sobie śpiącego tam, w najgłębszej tajnej norze, zapomnianego genialnego dziecięcia, ale ono nawet śpiąc nie wierzy w zagładę.

„Kiedy zjazd dobiegł końca, „wielu mężów stanu i filozofów przybyło (do Aleksandra) z gratulacjami”; scenę tę można sobie bez trudu wyobrazić. Jeden tylko sławny człowiek świecił nieobecnością: cynik Diogenes. Urażony i zaciekawiony Aleksander wybrał się w końcu za miasto, gdzie w dużej glinianej beczce mieszkał Diogenes, i podszedł do niego. Filozof wygrzewał się w słońcu, zupełnie nagi poza przepaską na biodrach. Rozmowy i śmiechy licznych dworzan, którzy towarzyszyli monarsze, przerwały jego medytacje; Diogenes podniósł niechętny wzrok na Aleksandra, ale nic nie rzekł.Przestałem być faszystą i wyrzekłem się tych entuzjastycznych przechadzek po Rzymie w ściśle uchwytnym momencie, kiedy nagle uprzytomniłem sobie, że praktykowanie faszyzmu polega m.in. na wpadaniu do domów (…) w Toskanii i biciu leżących w łóżkach chłopców, winnych tylko tego, że nie docenili D’Annunziańskich metafor, i kiedy zobaczyłem na własne oczy, jak dwudziestu fanatyków dopadło jakiegoś nieszczęśnika i poturbowało go do krwi tylko za to, że nie chciał krzyczeć: - Niech żyje Italia!
Nicola Chiaromonte
Odwiedza nas 52 gości oraz 0 użytkowników.