
Nie sposób jest przejść obojętnie obok Portretu podwójnego zawierającego korespondencję pomiędzy Czesławem Miloszem a Jarosławem Iwaszkiewiczem. Jak zwykle w przypadku Fundacji Zeszytów Literackich, całość jest na wysokim poziomie edytorskim. Bogate i obszerne przypisy przygotowane przez Roberta Papieskiego pozwalają na tkanie literackiej pajęczyny przez przestrzeń XX wieku. Wędrując przez biografię Miłosza autorstwa Franaszka, większość utworów poety oraz całą twórczość Iwaszkiewicza, ten tom korespondencji staje się miłym uzupełnieniem bogactwa twórczości obojga. Znaczącego wydźwięku całości dodaje fragment obrazu Upadek Ikara Pietera Breughela – obraz jak mało który oddający charakter korespondencji czułej, prawdziwej, a nasyconej egzystencjalizmem.
Najpierwszą jest świątynia słowa. Macierz niespożyta, do ołtarza której podążają cisi. Obśmiewani furkotem bezrozumnej przyczyny licznego przecież istnienia. Tumult straganów. Przypalane na ruszcie mięsiwa. Wybroczyny skwierczące jadem cholesterolu do rytmu pochłanianego kaganami piwa. Skowyt biesiadnej muzyki powracającej echem w sezonie burz, niesie się sponad tafli jeziora pod same góry po czeskiej stronie. Drga cały tłum w fecie wielkiej, a niespożytej radości istnienia. Każden zachłanny, każden chce do syta. Świątynie hojnie zaopatrzone, pełne wyznawców, którzy w pradawnym obyczaju, zapewne nieświadomie, dzielą się wódką rozcieńczoną, chlebem, mięsiwem – rzucając owe dary na szczerą ziemię. Ta, wdzięczna, chłonie do syta. Rosną w siłę dotąd niepamiętani bogowie.
Dla Słowackiego powstanie greckie było źródłem natchnień poetyckich, powstanie listopadowe, którego był świadkiem, przeraziło go i przygniotło zapewne prozaiczną polityką stronnictw i trudną strategią wodzów. Jeśli tak dobrze rozumiał „powstańcę greckiego” Lambra, dlaczego nie poszedł za Mochnackim? Jeśli zdobył się na patriotyczne pieśni, dlaczego opuścił Warszawę? Myślę, że poza wszelkimi powodami rzeczywistymi, o czym już pisałem, na dnie wszystkich postanowień podróży, tych nieustannych wędrówek po Europie, u kresu niespokojnych nocy w dyliżansach tkwi ta sama wiara, która była wspólna wszystkim niemal wybitniejszym umysłom owego czasu: wiara w ucieczkę od siebie. Jak gdyby w malpostach, które biegły z dawna wytyczonymi szlakami, przez zielone Niemcy, spokojną Szwajcarię i dalej, ku wysokim kolumnom Rzymu, ku zatoce Neapolu, tak podobnej w swojej geologicznej budowie do greckich wybrzeży, podróżni romantyczni nie wieźli wraz z zielonymi kuferkami i w safian oprawnym sztambuchem siebie samych, niepogodzonych z Europą intryg politycznych, gabinetowych matactw, tajnych związków karbonaryjskich i nagłych, gwałtownie uderzających, niby pioruny nadciągającej burzy, rewolucji i powstań, które choć na krótko odświeżały duszne powietrze zawisłe nad kontynentem.
Portret Słowackiego, Paweł Hertz
Nie żałuj, nigdy nie żałuj, że mogłeś coś zrobić w życiu, a tego nie zrobiłeś. Nie zrobiłeś, bo nie mogłeś. Wcale nie chcemy zdobywać kosmosu, chcemy tylko rozszerzyć Ziemię do jego granic.
Stanisław Lem
Człowiek przeżywa wszystko po raz pierwszy i bez przygotowania. To tak, jakby aktor grał przedstawienie bez żadnej próby. Cóż może być warte życie, jeśli pierwsza próba już jest życiem ostatecznym? Dlatego życie zawsze przypomina szkic. Ale nawet szkic nie jest właściwym określeniem, bo szkic to zawsze zarys czegoś, przygotowanie do obrazu, gdy tymczasem szkic, jakim jest nasze życie, to szkic bez obrazu, szkic do czegoś, czego nie będzie.
Nieznośna lekkość bytu Milana Kundery
Odwiedza nas 28 gości oraz 0 użytkowników.