
Szklana menażeria Tennessee Williamsa w reżyserii Jacka Poniedziałka otwierająca sezon w Teatrze Kochanowskiego w Opolu jawi się jako opowieść o kondycji człowieka wyobcowanego już nie tylko ze wspólnoty rodzinnej, ale bywa, że i z samego siebie. Tekst dramatu Williamsa nie chce się zestarzeć, a mierząc w uniwersalność rzeczy i zjawisk, wybrzmiewa gorącymi emocjami znakomicie wykreowanych postaci. Śmiech na widowni właściwie nie gaśnie, lecz jest to bateria nerwowych salw starających się pokryć niewesołą przecież opowieść o ludziach przędących swoje pajęczyny marzeń, przemieszane w splątaniu z takimiż sieciami swoich najbliższych. To musi być trujące, a przez fakt, że spotykane także w niejednym polskim domu, tym bardziej mocne i refleksyjne.
Charles Bukowski
niektórzy ludzie
niektórzy ludzie nigdy nie tracą rozumu.
ja, niekiedy Mogę tak leżeć na ziemi za kanapą
przez 3 albo 4 dni.
może mnie tam znajdą.
to Cherubin, powiedzą, i
wleją mi wina do gardła
natrą pierś
pokropią mnie oliwą.
a wtedy, ja powstanę z rykiem,
wzniośle, wściekle –
wyklnę ich i wszechświat
wykurzę tę pierzchającą przez trawnik
zgraję.
teraz czuję się znacznie lepiej,
siadam do moich tostów i jajek,
nucę jakąś nutkę
i jestem całkiem uroczy jak
różowy
obżarty wieloryb.
niektórzy ludzie nigdy nie tracą rozumu.
jakże prawdziwie okropne życie
muszą prowadzić.
Być może jesteśmy tym obszarem na ziemi, gdzie niegdysiejsze wysycenie zła tłamszącego ludzkie dobro przybrało na tyle horrendalne rozmiary, że pamięć historii jest bezwzględnie pielęgnowana jako modus vivendi. Mocno wybrzmiewa u nas, że nigdy więcej nie powinno być owej pożogi w bratobójczym szczęcie broni. Słowiańskie pandemonium bliskich krewnych zazdroszczących jeden drugiemu, gdy śmiech przeszłości przybiera na sile - zatrważa. Znowu czuć niepewność jutra spraw najzwyczajniej doczesnych w codzienności istnienia.
To całe życie, polegające na nadrabianiu miną, na udawaniu, że potworności niszczącej nas stopniowo nie ma, to chwytanie się przeróżnych causes z jednym niewyznanym celem – ja po prostu nie wiem, co z tym zrobić, bo cały tzw. świat ludzki jest wobec czasu i śmierci złudzeniem, ale przyjmując ściśle przyrodniczą optykę, czuje się wstyd, że świadomość ludzka na to tylko się przydaje, żeby tak się rozdwoić na świadomość i naturę, czego przecież żadna inna żywa istota nie ma.
Czesław Miłosz do Konstantego A. Jeleńskiego „Kota”
07.07.1969
Według obietnicy jedzie „Upiór”. Kiedy w niedostatku dawnych bogów, Muza obcuje z djabłami, nie dziw, że się tworzą podobne monstra.
Adam Mickiewicz w liście do Jana Czeczota, 20 lutego 1823 roku
"Upiór. Historia naturalna", Łukasz Kozak, Wyd. Fundacja Evviva L'arte, 2020
Odwiedza nas 26 gości oraz 0 użytkowników.