
Człowiek nie uczestniczył w dziele stworzenia. Jego zadanie polega na odczytywaniu wszechświata, co daje mu prawo (a może jest to tylko uroszczenie) do nadawania imion - łańcuchom górskim, atomom, mgławicom, oceanom. One same obywają się i bez tego znakomicie. Tylko człowiek przykuty jest do imienia i nazwiska, kiedy to zostaje wpisany do księgi parafialnej, aby potem mógł otrzymywać złe lub dobre świadectwa, służyć w artylerii czy też w piechocie, założyć rodzinę, kupić dom, wstąpić do partii Czarnego Pająka lub Czerwonej Lilii, prowadzić nieubłaganą, podstępną walkę z urzędem podatkowym, a w końcu sporządzić testament i oddać parę niepotrzebnych mu już sylab cmentarnym kamieniarzom.
Mistrz z Delft, Zbigniew Herbert
To całe życie, polegające na nadrabianiu miną, na udawaniu, że potworności niszczącej nas stopniowo nie ma, to chwytanie się przeróżnych causes z jednym niewyznanym celem – ja po prostu nie wiem, co z tym zrobić, bo cały tzw. świat ludzki jest wobec czasu i śmierci złudzeniem, ale przyjmując ściśle przyrodniczą optykę, czuje się wstyd, że świadomość ludzka na to tylko się przydaje, żeby tak się rozdwoić na świadomość i naturę, czego przecież żadna inna żywa istota nie ma.
Czesław Miłosz do Konstantego A. Jeleńskiego „Kota”
7.07.1969
Mamy, na szczęście, tę możliwość, że w zależności od takich lub innych sytuacji, ustanawiamy formę naszego istnienia, a forma wyznacza nasze związki z życiem, ze światem, tworząc i nas, i świat.
Ostatnie rozdanie, Wiesław Myśliwski
Czyżby zatem jedynie ten notes podtrzymywał jeszcze we mnie jakie takie poczucie stałości w świecie, którego rytm wyznaczają już tylko konwulsje, co objawia się choćby w naszych ciągłych niepewnościach, nerwicach, depresjach, w obumieraniu w nas instynktu przywiązania, że uwierają nas już wszelkie związki, a jednocześnie nie umiemy sobie poradzić z naszą samotnością. Przeganiamy się więc z miejsca na miejsce w złudnej nadziei, że to nam coś pomoże, nie zdając sobie sprawy, że w ten sposób stajemy się coraz bardziej bezwolną cząstką konwulsyjnego świata.
Ostatnie rozdanie, Wiesław Myśliwski
TADEUSZ DĄBROWSKI
Nic się nie stało
Tu, gdzie sarny, niedźwiedzie, wiewiórki i dziki pełne
oczu z przodu i z tyłu przebiegają ci przez
pościel, gdzie bezsennie przemierzasz supermarkety,
które czekają na ciebie przez całą dobę,
by sprzedać ci pięć galonów piwa, kilogramową
"paczkę chipsów dla dwojga", "party box" prezerwatyw
w największym rozmiarze, iluzorycznie podobny
do oryginału strój Batmana, a nawet koszulę
nocną w kształcie plastra bekonu; gdzie samochody
wielkości kombajnów koszą twój sen o ucieczce
w głuszę, wraz z dzikimi zwierzętami i zdziczałymi
ludźmi; gdzie skacząc po kanałach, przemierzasz czas,
kolejne wzwody i zachody słońca, poznajesz kobiety
o wytatuowanych tęczówkach i duszach jak Nagasaki
(po kontakcie z Fat Manem) albo najnowszy iPhone;
tutaj, w połowie swojego życia - bo zawsze jesteś
w połowie - słyszysz nagle, jak zamarzają ceny,
lodówkom i bezdomnym przestaje burczeć w brzuchach,
nowotworom i politykom nie chce się więcej mnożyć
oczywistości, zmarli nie boją się o stan konta
w kolejce do kasy, tatuaże wybuchają na niebie,
które przymyka swoje ślepe oko na wybryki
chmur i nastolatków w akademikach, kula
zamachowca zawisa w powietrzu i jeszcze nie jest
śmiertelna, myśl zastyga między synapsami. I oto
zjawia się poezja, i pcha do ucieczki jelenia
tuż przed maską twojego auta, jabłku każe zerwać
się z gałęzi, światłu zakiełkować i rozsadzić łupinę
nocy, mężowi pomyśleć o żonie w trakcie
masturbacji, samolotom dolecieć, a pieszym dojść do celu,
Bogu uczynić kilka cudów, kłamcy ponownie wygrać
wybory, poecie religijnemu napisać dobry
wiersz. Nikt jej nie widział. Lecz bez niej nic się nie stało,
co się stało.
Hudson, 2013
Tadeusz Dąbrowski
Pozwólcie jednak: nie ma postawy duchowej, która by, doprowadzona do ostateczności i konsekwentna, nie była godna poważania. Może istnieć siła w słabości, stanowczość w chwiejności, konsekwencja w niekonsekwencji, a także wielkość w małości. Odważne tchórzostwo, miękkość ostra jak stal, atakująca ucieczka.
Dziennik 1959-1969, Witold Gombrowicz
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2013
Odwiedza nas 22 gości oraz 0 użytkowników.