
Pewien brat zgrzeszył i kapłan wypędził go z kościoła. Wtedy abba Besarion wstał i wyszedł z nim razem mówiąc: „Ja także jestem grzeszny”.
Pierwsza księga starców
Znam historię. Wiem dużo o ewolucji narodów, systemów politycznych, doktryn społecznych, metodach podboju, prześladowań i zagłady, i wiem też, że nigdy w dziejach ludzkości, nigdy w sferze stosunków międzyludzkich nie wydarzyło się nic, co można by przyrównać do tego, co uczyniono z żydowską ludnością Polski.
(…) Upał tego dnia byt nie do wytrzymania. Niebo wisiało białawą, rozpaloną blachą, i słońce lało takim warem, że konie ledwie się już wlokły, a rozprażona cisza pól ogarniała niezmożoną sennością. Cały świat omdlewał w słonecznej pożodze. Kłosy zbóż ciężko zwisały nad drogami; samotne drzewa, opłynięte białawym, rozedrganym skwarem, stały podobne do płomienistych wybuchów; nawet cienie leżały pokurczone, niby liście powiędło z żaru. Rozżarzone, migotliwe światło wyżerało oczy, kurz zapierał piersi, oddychało się duszącą spiekotą, parzyła ziemia, parzyło powietrze, parzyło wszystko. Drogi leżały puste i wyschnięte, na polach nie ujrzał ani żywej duszy: lipcowe popołudnie spędziło wszystkich pod strzechy.
Zamilkły ptaki, nawet skowronki nie dzwoniły, a tylko czasem przeleciała nisko nad ziemią wrona z rozziajanym dziobem, gdzieś w żytnich puszczach zawołała przepiórka, lub furknęły młode kuropatwy. (…)
Z ziemi chełmskiej. Wrażenia i notatki, Władysław Stanisław Reymont
Znalezione w: „100/XX Antologia polskiego reportażu XX wieku” pod redakcją Mariusza Szczygła
(…) Patrzę, prawda, wali konno na przełaj jakiś człowiek z gołą głową i już coś z daleka krzyczy i wymachuje jakimś papierem. Dziw się nie zatknął ze zmęczenia, ale cały ukaz mi przeczytał. Tak mnie zamroczyła ta nowina, że się nie mogłem poruszyć z miejsca. Musiał mną potrząsać, niby snopem, aż mi się całkiem w głowie rozwidniło - i zmiarkowałem. Poleciałem zaraz na wieś, ludzie już schodzili z pól; krzyczę, rozpowiadam, czytam w głos ukaz, a ci nic, ani be, ani me, stoją, oczy wytrzyszczają i, niby porażeni, coś językami mamlą, a nikt nie rozumie ani słowa. Mieliśmy schowany spory dzwon jeszcze z naszego unickiego kościoła, krzyknąłem na zięcia, wywlekliśmy go z dołu, powiesili na kozłach, i zacząłem bić w niego z całych sit. Przeszło trzydzieści lat nikt go nie słyszał, to i przemówił do wszystkich tym świętym głosem zmartwychwstania. Trudno powiedzieć, co się wtenczas działo. Cała wieś jakby oszalała, zerwały się takie krzyki, takie szlochy, takie lamenta, jakby w dzień sądu ostatecznego. Z radości, panie, i z wesela. Rozesłaliśmy zaraz konnych po wsiach z tą nowiną. W maju to było, i o zmierzchu wystroili pod cmentarzem ołtarz, nanieśli światła, zieleni a kwiatów, i do białego prześpiewaliśmy pod nim.
(…) - Bo tyle teraz kręci się po wsiach różnych ludzi, co to i po polsku mówią, i przed kościołami się żegnają, i polską wiarę chwalą, a potem to namawiają do podpisów za odłączeniem.
Wiadomo, ze Chazarów przygnały wiatry-samce, takie, co nigdy nie sprowadzają, deszczu - wiatry porośnięte trawą, którą obnoszą po niebie jak brodę. Późne słowiańskie źródło mitologiczne wspomina o Morzu Kozim, co mogłoby świadczyć, iż któremuś z mórz nadano miano Morza Chazarskiego, jako ze Słowianie nazywali Chazarów Kozarami. Wiadomo także, iż Chazarowie założyli między dwoma morzami potężne królestwo i głosili nie znaną dzisiaj wiarę. Kobiety chazarskie po śmierci mężów poległych na polu walki otrzymywały poduszkę do przechowywania wylanych łez.
"Słownik chazarski" Milorada Pavicia
Odwiedza nas 88 gości oraz 0 użytkowników.