
Tej nocy doświadczyłem pierwszego nalotu bombowego w Moskwie oraz zobaczyłem najbardziej elegancki nightclub w Związku Radzieckim. Nie mam żadnych wątpliwości co do tego, które z tych dwóch wydarzeń wydałoby się bardziej ekscytujące przeciętnemu obywatelowi ZSRR, który odbiera opowieści z Moskwy z nabożnym skupieniem wiernego wsłuchującego się w słowa płynące z Mekki. Dla stu sześćdziesięciu milionów mieszkańców ZSRR stolica ich jest jakby skrzyżowaniem Mekki, Paryża i Nowego Jorku, jest to święte miasto światłości i stolica postępu. [...]
Jedna jest Partia, jeden Kreml, jeden grób Lenina i jeden Stalin. Ta nowa religia jest zdecydowanie monoteistyczna. Zasada ta jest stosowana nawet na mniejszą skalę. W jednej Moskwie jest tylko jeden Park Kultury i Wypoczynku, tak słynny w sowieckiej ziemi, jak ogrody Semiramidy w starożytnym świecie. W tym jednym mieście jest tylko jeden nightclub, w jedynym hotelu-Moskwa [...].
Pierwszy dzień w Moskwie w Nocy na Kremlu, Ksawery Pruszyński
Znalezione w: „100/XX Antologia polskiego reportażu XX wieku” pod redakcją Mariusza Szczygła
Śląsk Opolski wrócił do Rzeczypospolitej. Starostowie polscy objęli władzę nad powiatami, burmistrzowie nad osiedlami miejskimi. „Odrąbana gałązka wróciła do macierzy”.
Biało-czerwone chorągwie, orły piastowskie witają przedstawicieli Rzeczypospolitej. Jesteśmy na ziemi ojców.
Może przyszłe pokolenia znajdą wyrazy oddające wielkość przeżywanej przez nas chwili. Dla nas otępiałych w gigantycznej wojnie ta prostota samego faktu historycznego, dokonania się dziejowej sprawiedliwości jest onieśmielająca. Serce nie tłucze się w piersi, nie dławi gardła, ale zwyczajnie przystaje na sekundę, aby znów bić nerwowo troskami dni powszednich. Więc nie mogąc chwili powrotu rozdzwonić, rozburzyć, rozwichrzyć, uciekamy do spraw dotykalnych, uchwytnych, widocznych, do administracyjnego inwentaryzowania przeszłości i teraźniejszości Opolszczyzny w ramach Polskiego Państwa.
W wieczornym wydaniu krakowskiego "Czasu" z wtorku, 19 marca 1901 roku pojawił się pierwszy odcinek (kontynuowany w kolejnych wydaniach) recenzji prapremiery Wesela Stanisława Wyspiańskiego. I to recenzji nie byle jakiej, bo świetnie napisanej, jawiącej się jako niezwykle wnikliwy tekst o charakterze ogólnym, będącej właściwie nie recenzją, lecz esejem wokół tamtej problematyki. Autorem owego tekstu jest nie kto inny, jak Rudolf Starzewski, znany dziennikarz krakowski, uczestnik wesela Lucjana Rydla. Czyż może być osoba bardziej kompetentna wypowiadająca się o tym dramacie? Poprzez esej Starzewskiego wchodzimy w środek tamtego świata, w środowisko, o którym traktuje dramat.
***
Przed kilku laty był w Sukiennicach dziwny obraz. Noc chmurna; kawałek plant z zamkiem wawelskim w tle. Przy świetle latarń, odbitych w rozlanej kałuży, majaczeją „pałuby": słomiane okrycia krzewów, owiązanych na zimę. Stoją naprzeciw siebie, rzędami, poprzeginane wiatrem i słotą ponachylane, jakby w takt szumu drzew za chwilę miały ruszyć w tan widmowy. Pod obrazem kartka: „Kadryl". Wiosenne życie - krzew „z zapachem róż, owinięty w słomę zbóż" - drzemie, czeka, aż spadnie zimowy chachoł. Czy go odwiążą? Czy krzew odkwitnie?
Taki żałobny kontredans na nutę polską opisał Wyspiański - malarz w obrazie; podobną „historyę wesołą, a przytem ogromnie smutną" odmalował Wyspiański -poeta w dramacie pod tyt.: Wesele.
Czytaj więcej: Recenzja prapremiery Wesela Stanisława Wyspiańskiego
Wystawienie „Balladyny" w Teatrze Polskim jest tego roku głównym momentem wiosennego sezonu teatralnego, zamykającego wszędzie każdą kampanię doroczną emigracyą przedwakacyjną z kuźnic wielkomiejskich. Jeszcze budzi niesłabnące zaciekawienie mistrzowska gra Kazimierza Kamińskiego, który w Teatrze Małym wstrząsa nerwami widzów, odtwarzając rozdwajanie się osobowości ,,prokuratora Hallersa; jeszcze ujrzymy przed latem po dramatach historycznych Rydla kilka nowych premier komedyowych, poważniejszych i lżejszych, w Rozmaitościach i Nowościach, ale, z punktu widzenia wielkiej sztuki i najszczytniejszych zadań teatru, pierwsza próba odtwarzania Słowackiego na nowej scenie naszego miasta zajmuje stanowisko naczelne.
Wystawienie utworów Słowackiego, najgenialniejszego z autorów dramatycznych, jacy dotąd w Polsce istnieli, jest bez wątpienia najpodnioślejszym i najtrudniejszym problematem polskiej sztuki teatralnej, będąc zarazem jednym z jej artystycznych obowiązków najbardziej wdzięcznym i koniecznym. Mówię o sztuce teatralnej najpełniejszej, ogarniającej wszystko i wyrażającej wszystko, co stworzyła twórcza wola poety: nie tylko postacie, nie tylko ludzi i ich czyny, ale cały ton, nastrój, styl i koloryt, w które ubrała swe dzieło jego fantazya. Nie jest to zadanie łatwe, zwłaszcza tam, gdzie, według słów samego poety: ...„on otwiera nowy kraj poetyczny nietknięty ludzką stopą, kraj obszerniejszy, niż ta biedna ziemia, bo idealny…”, gdzie ,,tragedya cała podobna do starej ballady, ułożona tak, jakgdyby ją gmin układał, przeciwna zupełnie prawdzie historycznej, czasem przeciwna podobieństwu do prawdy... Tylko ludzie są prawdziwi i w sercu mają nasze serca“.
Na to nic wystarczają artyści-wykonawcy, potrzeba artystów-inscenizatorów i dekoratorów z fantazyą, podążającą za wyobraźnią poety, zdolnych dać jej w całości i szczegółach wyraz możliwie godny i wierny, możliwie w ramach perspektywy teatralnej plastyczny...
Poza światem, w którym my żyjemy, daleko w głębi leży inny świat, który znajduje się do tego świata w zupełnie takim samym stosunku, jak świat otaczający do sceny w teatrze. Poprzez cienką gazę widzi się świat zbudowany jak gdyby z gazy, lżejszy, bardziej eteryczny, w samej istocie inny niż świat rzeczywisty.
Soren Kierkegaard
Odwiedza nas 68 gości oraz 0 użytkowników.