
Fala nacyonalizmu zerwała wreszcie tamę, utrudniającą jej rozlanie się we wsze strony. Tama to była słaba, ale bądź co bądź była. Obecnie niema już i tej zapory. Rosya Zamysłowskich, Kassów i Mienszykowów tryumfuje… Nikt nie przeszkodzi jej zostać tem, czem pragnie, nikt nie będzie się oglądał na Europę. Włodzimierz syn Mikołaja Kokowcow liczyć się z Europą musiał. Jeździł tam po coraz nowe pożyczki od lat tylu, a skutki polityki rosyjskiej – wewnętrznej nawet – odbijały mu się na kursie walorów. Ten kurs obchodził go zaś przedewszystkiem. To sprawiało, iż nawą państwową sterował dość oględnie i burz unikał. Był przedewszystkiem zawsze ministrem finansów, a potem dopiero premierem. Stąd pewien jego liberalizm, niechęć akceptowania wszystkich reakcyjnych uroszczeń. Stąd owa względem prądów szowinistycznych oporność. Rozumiał, iż na prądach tych Rosya snadnie zbankrutować może. Hamował je więc w miarę sił. Szkoda tylko, iż sił tych miał niewiele, więc władza wymykała mu się z rąk ciągle, aż wymknęła się zupełnie.
Oczywiście, możemy, a nawet musimy odmówić światu doczesnemu wszelkiej wartości realnej, redukując go do nicości w obliczu bytu nieskończonego. Przez to samo wszakże, ani nie wyskoczymy ze skończonego swojego ciała, ani rozumu swego nie uzdolnimy do tego, by z nieskończonością się oswoił, ani wreszcie nie zabijemy namiętności, które, choć poskromione, podsycają w nas nieustannie tęsknotę za urokami doczesności. (…) I nie jest to – niepodobna przesadzić w podkreślaniu tej okoliczności – opozycja dobra i zła, ale współistnienie dwóch światów, które właśnie współistnieć nie mogą, skończonego i nieskończonego, obcych sobie bez reszty, a jednak w zagadkowy sposób pochłaniających jedną i tę samą ludzką istotę.
Leszek Kołakowski, Banał Pascala

Po trzech realizacjach sztuk Raya Cooney’a dyrektor teatru sięgnął po Opowieści z Narnii: Lew, czarownica i stara szafa S. C. Lewisa. Babilońskich rozmiarów scenografia, w której na pierwszy plan wysuwa się klimatyczna biblioteka zapełniona książkami po sam sufit. To zrobiło niesamowite wrażenie. Po wejściu do tytułowej szafy jest jeszcze lepiej: scena jak z plasteliny wprawiona w ruch obrotowy, wybebeszone wszystkie zapadnie. Całość przestrzeni scenicznej zalana mgłą, bizantyjska gra świateł i projekcji multimedialnych, napuszona muzyka, kostiumy rodem z paryskiej rewii mody. Dostać w twarz porcją mega komercji i patosu w teatrze dramatycznym? Bezcenne...
Musieliśmy coś przegapić, widocznie dużo działo się kiedy
spaliśmy, za naszymi plecami poprzesuwano meble, zmieniono
oficjalny język i walutę i teraz obudziliśmy się w innym kraju.
I nawet nie jest sprawa oficjalnych kolorów.
Po prostu musieliśmy zbyt długo spać, zapomnieć o podstawowych
rzeczach, skoro teraz przynoszą nam rachunki, odcinają dopływ.
Skoro nasze dokumenty należą teraz do obcego państwa, które
budzi śmiech i trwogę.
Musieliśmy przeoczyć jakiś ważny szczegół, któryś decydujący
moment, skoro dokoła rzeczy zupełnie nieznane, a na przedmieściach
padają niewyobrażalne przekleństwa. Na wywołanych zdjęciach
dopiero teraz widać, jak ktoś pastwi się nad naszym dzieciństwem.
Musieliśmy zbyt długo zajmować się sobą, zbyt długo przebywać
we śnie, jeśli nie rozpoznajemy żartów, a zwykłe zabawy przerażają
nas. Musiało się coś stać tej nocy, kiedy zamknęliśmy drzwi naszego
pokoju i w tej głuchej ciszy ciemność pozostawiona tam
postąpiła o trzy kroki, pod próg.
Tomasz Różycki
A więc wojna z tomiku Vaterland, 1997
Przestałem być faszystą i wyrzekłem się tych entuzjastycznych przechadzek po Rzymie w ściśle uchwytnym momencie, kiedy nagle uprzytomniłem sobie, że praktykowanie faszyzmu polega m.in. na wpadaniu do domów (…) w Toskanii i biciu leżących w łóżkach chłopców, winnych tylko tego, że nie docenili D’Annunziańskich metafor, i kiedy zobaczyłem na własne oczy, jak dwudziestu fanatyków dopadło jakiegoś nieszczęśnika i poturbowało go do krwi tylko za to, że nie chciał krzyczeć: - Niech żyje Italia!
Nicola Chiaromonte
Istnieją dwie absolutnie pierwsze zasady wszystkich prawd, jedna z nich jest zasadą prawd twierdzących, mianowicie twierdzenie: cokolwiek jest, jest, druga jest zasadą prawd przeczących, mianowicie twierdzenie: cokolwiek nie jest, nie jest”.
Immanuel Kant, Krytyka czystego rozumu
Odwiedza nas 37 gości oraz 0 użytkowników.