
(…) Mgły opadły, dzień rozlewał się pogodny i rzeźwy, moczary zadymiły, jak trybularze, bór zaszemrał porannym pacierzem do nadchodzącego słońca, i głośniej zaśpiewały ptaki, a w modrawem, zimnem świetle wyraźnie było widać gęstwę niezliczoną głów, zatopionych w żarliwej modlitwie, wzniesione w zachwyceniu ręce, anielskie uśmiechy, twarze wniebowzięte, oczy, pełne niezgłębionego uniesienia, rozchylone i oniemiałe w ekstazie usta, że już wszystkie dusze zdawały się omdlewać z nadmiaru czucia i płynąć jakby w jakieś raje niewysłowionej szczęśliwości.
(…) Ot, jak ta kupka starych, co na boku stoi, barkom się przygląda, podnosząc brwi siwe, mruczy i kręci drżącymi głowami, że niby za ich czasów... ho, ho!...
Co tu i mówić nawet!...
I zapalczywie pykają z fajeczek weterany stare, i zadumują się, i na morze patrzą.
Ale morze gwałtowne, zwycięskie, zdobywcze, strojne w pióropusze silnej, młodej fali odtrąca natężonym blaskiem i bojowym ruchem ich oczy mętne, struchlałe. Powieki drżą, opuszczają się, mrugają szybciej coraz. Pierś dotrzymać nie może oddechem natarciu potężnych kłębów żywego, z oceanowych roztoczy pędzonego porannym wiatrem powietrza. Dyszą silnie, pracowicie, ale wydychać tego nadmiaru życia i świeżości nie mogą. Coś ich kłuje w oczy, coś im dech zapiera, coś ściska serca drżące.
Czytaj więcej: I zapalczywie pykają z fajeczek weterany stare
(…) To samo z książkami spalonymi na Opernplatz 10 maja. Kiedy się tam tak jak ja stało i widziało brak entuzjazmu, a przede wszystkim obserwowało małą - w porównaniu z możliwościami miejsca, spektaklu i propagandy - liczebność tłumu; kiedy słyszało się zażenowane wyjaśnienia ludzi w ruchu narodowosocjalistycznym wybitnych, tłumaczących, że młodzież musi jakoś ogniście i ciepło zamanifestować swoje zwycięstwo, kiedy się widziało, jak dalece rząd wolałby, żeby palenie w ogóle nie doszło do skutku, cały ten dziki obrządek musi się wydać jednak mniej potworny, niż wydał się w pierwszej chwili słusznie oburzonej opinii kulturalnego świata.
Najciekawszym fenomenem jest tu nie masowa psychoza, którą tak łatwo wywołać hasłami nienawiści, ale fakt braku odwagi cywilnej ze strony rządu, który nie potrzebował chyba bać się studentów, a jednakże pomimo obawy rozgłosu, jaki musi wywołać to autodafe, nie tylko go nie zabronił, ale także jeszcze wydelegował swego ministra propagandy Goebbelsa - i ten o północy, choć stosunkowo jak na siebie umiarkowanie, ale jednakże przemawiał nad palącym się stosem.
Rozmowa schodzi przypadkiem na fatalny stan tak zwanych ubikacji w całej Polsce. Wróciłem właśnie z podróży Beniowskim ze Szczecina do Sopotu i także tam, na okręcie, stwierdziłem karygodne zaniedbania w tej dziedzinie. Wschód, smród i ubóstwo. Sytuacja wołająca o pomstę do... Sławoja.
Na Wystawie Ziem Odzyskanych napis na drzwiach ustępu: „Za użycie - opłata 10 zł. Pracownicy WZO za okazaniem legitymacji płacą 2 zł. Dla kontroli należy żądać pokwitowania opłaty”. Podsłyszałem czyjąś uwagę, już po opuszczeniu tego przybytku:
- Kwity to dają, psiakrew, ale papieru w środku za żadne skarby nie znajdziesz...
A na to wszystko filozoficzne spostrzeżenie kolegi pisarza, który objechał cały świat:
- Zauważyłem, że w ustrojach radykalnych klozety nie lubią funkcjonować...
Wracam z Polski 1948, Aleksander Janta - Połczyński
Znalezione w: „100/XX Antologia polskiego reportażu XX wieku” pod redakcją Mariusza Szczygła
Pije się w Polsce wiele. Istnieje już jednak w społeczeństwie jak gdyby instynktowny odruch przeciwko temu rozpiciu, które jest nie tylko jednym z przyzwyczajeń okupacyjnych, ale nadal leży tym ludziom we krwi jako najtańszy dziś środek rozrywki, oszołomienia i ucieczki od codzienności, choć już także stanowi codzienność. Pije się w Polsce za pięćdziesiąt miliardów złotych rocznie. Czytam na słupach ogłoszeniowych afisze plebiscytu jednego z tygodników: „Czy pijaków należy leczyć?”, obok ogłoszeń sztuki Ladacznica z zasadami Sartre’a [...].
A przemóc zmęczenie nigdy nie było mi łatwo, nie pomagał nawet sen, jeśli naturalnie po wzięciu proszków zasnąłem. Budziłem się rano po takiej nocy równie zmęczony, jak kładłem się spać. Takie nieustanne poczucie zmęczenia powoduje, że poddaje się człowiek zniechęceniu i mało co jest w stanie go poderwać. Nawet wyobraźnia karleje, jakby przymierała, i czasem nie chce się człowiekowi niczego wyobrażać.
Ktoś mógłby mi poradzić, abym wziął dłuższy urlop, gdzieś wyjechał, i to jak najdalej, oderwał się od wszystkiego, zmienił kraj, klimat, może i kontynent, a na pewno oderwałbym się i od siebie. Ale to trzeba umieć odpoczywać. A mnie wszystkie sposoby odpoczywania, jakie się uprawia, jeszcze bardziej męczyły, jakby jakieś ustanowione nie wiadomo przez kogo rytuały czy wręcz trudne do zniesienia obowiązki, o wiele trudniejsze niż codzienna praca, chociażby do nocy. Takie zmęczenie to nie tylko stan fizyczny, jak się sądzi, objaw wyczerpania, to przede wszystkim narastająca w człowieku świadomość brzemienia samego siebie. Kto wie, może to świat staje się z latami taki ciężki dla nas, zwłaszcza gdy sobie zaczynamy uprzytamniać, że przecież nie z własnego wyboru na nim jesteśmy. Jedynie w dzieciństwie mamy tę zdolność wchłaniania świata. Z czasem jednak ta zdolność, można by rzec, przechodzi mutację, jako że świat wokół nas nieustannie olbrzymieje, a nasze możliwości wchłaniania go nie są nieskończone.
Ostatnie rozdanie, Wiesław Myśliwski
Odwiedza nas 87 gości oraz 0 użytkowników.