Konteksty


Jak długo depczę ziemię, poznać po obcasie.
Pajęczyny też nie da się palcem zdjąć z czoła.
Donośne kukuryku raduje tym właśnie,
że brzmi, jak brzmiało wczoraj.
Ale i czarne myśli gęstnieją, nawisłe
jak kosmyk, gdy horyzont brwi skośnie przekreśli.
I przestaje się miewać sny - byle mniej istnieć,
rzadziej się zdarzać, nie zaśmiecać reszty
czasu. Uboga ulica z uporem
pcha się w oczy, wystając godzinami w oknie:
to jej pamięć przechowa wygląd lokatora,
a nie, jak skłonny był sądzić, odwrotnie.
I, w czterech ścianach krążąc jak w tańcu szamana,
tocząc się niby kłębek z rogu w róg,
motam na siebie pustkę, aby dusza miała
jakieś pojęcie o tym, co wie Bóg.

 

tłum. Stanisław Barańczak

Josif Brodski, Urania
Wyd. Zeszyty Literackie, Warszawa 2015

Po co się zapuszczałem w tę rewiry
przy stacji, gdzie króluje Iwan Groźny?
Przecież nie po ogórki małosolne,
bo tych nie ma nawet w sklepie Rassija.

Po co pytałem w barach, gdzie są stągwie,
kto trzyma pochowane po piwnicach
i ciemniach butle, w których tajemnica
gorzkiego napoju właśnie osiąga

swe apogeum? Ilu tam uchodźców
spotkałem, którzy uchodzili z ciała
i nie chcieli uchodzić już za obcych,
i podawali zmyślone imiona?

Noc była pełna imion, brzuch Lewiatana
pełen zmyśleń o ruskich małosolnych.

Tomasz Różycki

z tomiku: Ręka pszczelarza, Wydawnictwo Znak, Kraków 2022


ijasz tomasz rozyckiChoć żadna z tych opinii nie jest do końca sprawdzona,
a wszystkie oparte są raczej na wnioskach z opisów zamieszczonych
w Czarnych Zeszytach, to w opisach Detraversa widzimy
samego Nieluckiego, jak nastawia wielki gąsior z moszczem
z rabarbaru lub z zielonych pomidorów i następnie zasypuje
ten moszcz cukrem czubato akurat wtedy, kiedy Saturn
wyrusza w Czwartą Eskapadę, a w Domu Niewoli
zapalają świece. Księżyc był wówczas w koniunkcji
ze Słońcem, a ingres Wodnika w sekstyl się naprężał
wobec Wenus jednookiej, w kwadraturze kroków śpiącego Merkura.
Tymczasem pewnie było bardziej prozaicznie, jak podają
Czarne Zeszyty: sapał Zacier i wzdychał, schodził wciąż
po schodkach do piwnicy, gdzie ukrywał coś w rodzaju
prymitywnego laboratorium. Tam warzył napoje, sprawdzał ich
krzepkość i ogień. Alkohol sam wyrabiam, pieprz jest z Indii,
maliny z ogródka. Bierzesz trzy równe części, plus czwartą, sekretną,
i nigdy nie przeważasz szali na swoją zgubę – tak powiada przepis.
W kociołku uwarzył się już zacier, do którego dosypał dwa kwiaty
lotosu – i tę partię ijasza nazwie Odyseja.

Ijasz, Tomasz Różycki
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2021

maki 06.2022Można było zrozumieć upodobanie mieszkańców Görbersdorfu do gęsi, ponieważ wszędzie w okolicy były jakieś stawy, potoki, jeziorka, jakby podziemna woda pchała się ku górze, ciągle przypominając o sobie, że jest, że istnieje. Może nawet była w tej obfitości wody jakaś mała pogróżka – co by się stało, gdyby ta woda postanowiła kiedyś wylać się na powierzchnię owej lejdejskiej doliny.
Korzystały na tym wszechobecne tutaj gęsi. Grzecznie wędrowały dwa razy dziennie ze swoich sypialni, które dzieliły z kurami, do zbiorników wodnych. Na przedzie zawsze szedł gąsior z obfitym podgardlem, czujny i nastroszony, a za nim jego harem pań w bieli, rozgęganych, jakby komentowały wszystko, co spotykają na swej drodze. Gąsior czasami lubił pogrozić kuracjuszom, wyciągał szyję i straszył, że uszczypnie. Kuracjuszki uciekały z piskiem i zawsze było to jakieś urozmaicenie w nudzie sanatoryjnego dnia. Wszędzie też poniewierały się gęsie pióra, te duże, którymi można by spisać naszą historię, ale i te małe puchowe, które uciekały ptakom w czasie kąpieli lub były wyskubywane w czasie zapamiętałych higienicznych zabiegów. Wiatr unosił je ponad deptakiem, ponad mostkami na strumieniu, a niektóre z nich płynęły wysoko ponad dachami domów i obserwowały stamtąd ludzki świat. Lubiły też zaczepiać się na ludzkich ubraniach i gest zdejmowania sobie nawzajem piórek z ramion był tutaj gestem powszechnym, przez który wyrażała się nawet jakaś wzajemna czułość, rodząca się z poczucia solidarności ludzi chorych i – przecież – skazanych na śmierć.
Niestety teraz także dla gęsi następował równie tragiczny czas. I one były przeznaczone na śmierć tej – jak i każdej – jesieni. Upasione na obfitości letniego pożywienia, pewne siebie i silne, znajdowały się w końcówce swojego życia.
Opitz ostrzył noże, a Frau Weber i Frau Brecht nie skubały już fasoli ani bobu, ale zszywały gęste płótno na wsypy do poduszek.
Piękne i dumne gęsi miały zamienić się wkrótce w słoiki smalcu, w zawekowane mięso, w gulasze i pasztety. I gdy wychodziły dumne i pełne godności na wprost wystrojonych kuracjuszy, nie wiedziały nawet, jak bardzo są bezbronne i jak mocno przypieczętowany jest ich los. Ludzka przewaga nad skazanymi na śmierć ptakami polegała na tym, że ludzie znali swoje mordercze zamiary. Dlatego uśmiechali się tylko pod nosem, patrząc na gęsi orszak sunący przez wieś z taką powagą i pewnością siebie, jaką mogą mieć jedynie nieśmiertelne istoty.

Empuzjon, Olga Tokarczuk
Wydawnictwo Literackie, 2022

Gdyby mnie powołano
Do wymyślenia religii
Jej podstawą uczyniłbym wodę.

Zamiast chodzić do kościoła
Przeprawiano by się w bród przez rzekę,
Po czym przebierano w suchą odzież;

Oparłbym całą liturgię
Na symbolice przemoknięcia do nitki
W dzikim akcie strzelistym ulewy,

A na wschodzie postawiłbym wzniosłą
Szklankę wody, w której snop światła
Mógłby w swoich zmiennych załamaniach
Mrowić się bez końca jak tłum wiernych.

PHILIP LARKIN

przeł. Stanisław Barańczak
z tomu: The Whitsun Weddings (1964)

I dobro, i zło są znakami ludzkiego tragizmu, ambiwalencji naszej natury. W równym stopniu dobro i zło są w nas w opozycji, co się wzajemnie uzupełniają. Zauważmy, że gdy stworzyliśmy system oceniający nasze postępowanie, to stworzyliśmy również system usprawiedliwiający. Dla mnie osobiście ciekawszy jest ten system usprawiedliwiający, bo narzuca pytanie, czy nie jest on w gruncie rzeczy przyznaniem się, że zło jest w każdym z nas. Jestem skłonny sądzić, że w planie czysto ludzkim człowiek jest odpowiedzialny za wszystko, co niesie historia. Nie wierzę na przykład w narodziny tyranów samych z siebie. Według mnie to ludzkość ich wyłania, żeby wzięli jej grzechy na siebie. Poprzez tyrana niejako zwalniamy się z odpowiedzialności. Tyran to nic innego, jak jedna ze struktur tkwiącego we wszystkich zła. Co jest takiego w człowieku, że musi prowadzić wojny, musi zabijać, musi wyłaniać tyranów, że mimo wzrostu świadomości tego wszystkiego nie stajemy się wcale lepsi? Przykładem choćby obecny świat.

Kiedy człowiek wie, że nie może być całym światem

Wszedłem w ów wiek psychiczny, kiedy człowiek wie, że nie może być całym światem, każdym ździebełkiem i każdą duszą, kamyczkiem jego każdym i istnieniem, przynajmniej nie może w taki sposób, w jaki to sobie wyobrażał jako chłopczyk. Tak bardzo zresztą tym się nie chełpię, bo wielu, na kartach różnych książek, a także ustnie nazywa się to właściwą śmiercią wyprzedzającą śmierć biologiczną, jak dobrze pójdzie, nawet o kilkadziesiąt lat. Ja też to zresztą tak przeżyłem, przeżyłem taką śmierć. Ale w tym rzecz, że nie mogę się z nią pogodzić, nie mogłem, i już od pewnego czasu opracowuję zmartwychwstanie. Nie chwilowe powroty zza grobu upiora, ale klasyczne zmartwychwstanie. Oczywiście też to nie oznacza takiej bzdury jak powtórne narodziny. A jest rzeczą jasną, że człowiek, który zmartwychwstał, czuje się znowu żyjącym, to znaczy mającym przed sobą przyszłość, czującym ją, czującym, że znowu ma coś do roboty jutro i pojutrze, ale już inaczej, bo był raz zdechły, inaczej patrzy na wiele spraw tego samego świata.

Fragment z listu Sławomira Mrożka do Stanisława Lema
14.04.1962

Tyle

I cóż zdobędę, gdy osiągnę tyle? Sen, tchnienie szału, które wyszumiało. Któż tydzień płacze, by móc śmiać się chwilę, lub wieczność sprzeda za igraszkę małą?

W. Shakespeare

Odwiedza nas 11 gości oraz 0 użytkowników.

Szukaj

Początek strony