
Po pierwsze, goście: Grupa Rekonstrukcyjna Piast,
złożona ze słuchaczek szkoły pielęgniarskiej i uczniów seminarium,
specjalizująca się w odtwarzaniu scen batalistycznych i patetycznych
z historii ojczystej, przebrana głównie za husarię,
z kompletem tekturowych skrzydeł strącających potem w czasie zabawy
wszelkie kieliszki i butelki ze stołów, a także z końskimi głowami
trzymanymi kurczowo pomiędzy udami, potem grupa
Martyrolog, udanie odtwarzająca z pieczołowitością
rzezie, pogromy, masakry, przegrane powstania i klęski
bitewne polskie, szczególnie specjalizująca się w spektakularnym
interpretowaniu stosów porżniętych i postrzelanych trupów,
potem trupa teatralna Polanki, odtwarzająca prasłowiańskie zajęcia
Tym, którzy nie lękają się cieni o zmierzchu, którzy potrafią rozmawiać z drzewem, którzy umieją czytać znaki kreślone skrzydłem nietoperza,
którzy z darów dzieciństwa zachowali zdolność wyobraźni i głód cudowności,
którzy potrafią dziwić się życiu, doszukiwać się ukrytych w nim sensów i znaczeń,
którzy umieją rozpoznawać ślady bogów - ścieżki, jaskinie, święte źródła,
którzy zdolni są - poprzez płomyki żarnowca albo w prześwitach zarośli - dostrzec cień fauna albo tańczącej nimfy,
którym na skrzyżowaniu dróg zdarza się spotkać sfinksa, a w leśnych ostępach bożka Pana.
Tym, którzy wierzą w mity, światła dawnych objawień,
dedykuję te chaotyczne obrazy i myśli.
Zrobią z nimi, co zechcą,
Amen.
Contrapunctus, Adam Wodnicki
nieuchwytna
jeśli nie rzadka.
zawsze są wektory
i wartości
nawet gdy niezmierzone
to doświadczone
na granicy z ziemią:
utrata równowagi i w jej wyniku - ruch.
akt tworzenia zależny
od wysokości i czasu:
osiem pięter w górze
zawieszone na moment
wartości binarne
- zera i jedynki -
juz śnieg
lub jeszcze nieśnieg -
żadnych wektorów momentu
lub spinu
brak szkicu kształtu
lub krystalicznego rygoru
tylko lot
od punktu do punktu
jak wybieranie lilii w stawie
lub gwiazd na zimowym niebie
tam lub nie tam
w jednej chwili
skalarna natura śniegu
Glenn R. McLaughlin

W górskiej dolinie rozpostartej nad tonią podziemnego jeziora nastał spokój i choć nigdy tu nie wiało, teraz nie dało się odczuć nawet najmniejszego powiewu, jakby świat wstrzymał oddech. Późne owady przysiadły na badylu, skamieniał szpak wpatrzony w jakiś zaprzeszły ruch wśród kępek pietruszki w ogrodzie. Rozciągnięta między krzakami jeżyn pajęczyna przestaje drgać i napina się, próbując usłyszeć dochodzące z kosmosu fale, woda rozgaszcza się w plesze mchu, jakby miała tam zostać na zawsze, jakby miała zapomnieć o swoim drugim imieniu – że płynie. Dla dżdżownicy to napięcie świata jest wskazówką, by poszukać sobie schronienia na zimę, już planuje parcie w głąb ziemi, pewnie mając nadzieję, że odnajdzie tam ukryte głęboko ruiny raju. Krowy, które przeżuwają żółknące już trawy, także zastygają w bezruchu, zatrzymują się na chwilę ich wewnętrzne fabryki życia. Wiewiórka patrzy w cud orzecha i rozumie, że jest on czystym, skondensowanym czasem, że jest także i jej przyszłością ubraną w tak dziwną formę. I wszystko w tym krótkim momencie definiuje się na nowo, od nowa wyznacza swoje granice i cele, na chwilę rozmyte kształty znów zwierają się w sobie.
Jest to bardzo krótki moment równowagi między światłem a ciemnością, prawie niezauważalny, jedna chwila, w której wypełnia się cały wzór, spełnia się obietnica wielkiego porządku, lecz tylko na mgnienie oka. W tej odrobinie czasu wszystko wraca do stanu perfekcji, istniejącego zanim oddzielono niebo od ziemi.
Ale zaraz ta doskonała równowaga rozpływa się jak kształt na wodzie, obraz mętnieje i zmierzch zaczyna dążyć do nocy, a noc zdobywa przewagę – teraz będzie wetować sobie półroczny czas poniżenia i co wieczór zdobywać nowe przyczółki.
Empuzjon, Olga Tokarczuk
Wydawnictwo Literackie, 2022

Żadne pomidory mi się nie podobały. Wszystkie były wodniste i zimne. Chciałem takich pomidorów, jakie umiała wyhodować Weronika Werhunt: mięsistych, z sercem, z posmakiem słońca i ziemi w miąższu. Nie było tu takich. Babka do swoich krzaczków mówiła. Pochylała się, głaskała listki, podwiązywała łęty i owoce, żeby ciężarem nie zniszczyły rośliny.
Czy ktoś jeszcze rozmawia z pomidorami? To tak jak z wielkimi pytaniami. Kogo one obchodzą, kiedy nie ma pomidorów? Śmierć? Życie? Wieczny powrót? [...] Chciałem jak najszybciej znaleźć się w kuchni, ukroić grube plastry pomidora, posypać je zmielonym grubo pieprzem i jeść.
Milimetr od serca, tam się zatrzymał pocisk. Co takiego dodał
Zacier do swoich zajzajerów, że tak wszystkim posmakowało?
Tę odrobinę ziół, jak tłumaczył potem przed komisją?
Ten drobno zmielony szpinak przywieziony z Holandii miał
zaszkodzić nienawykłym do przetworzonej żywności obywatelom?
Następnego dnia, jak podają zgodnie Napieska i Szczur, większość
gości czuła się źle, a niektórzy nawet tak źle, że nigdy już od tamtej
pory nie poczuli się dobrze. Napieska miała torsje
i zwracała przez kolejne dwa dni, Matacka jeszcze do tego
„wymiotowała”, a Szachrajska nawet rzygała.
Edźka, nawet Edźka – choć ona czuła się w miarę
najlepiej – trochę haftowała, od czasu do czasu,
jak uspokoił Zacier. Co się stało? Czy sprawił to naprawdę,
jak mówią Myliński i Trzypaski, sam deser Zaciera, czy, jak powiada
Detravers, przesilenie letnie, wejście Saturna, czy nawet,
jak prorokuje w tym miejscu Zwodzińska, Nowa Kwarta
Podatkowa, influentia lunaria czy Obłok Oorta, a może jednak
troszkę nieudane ijasze – słowem, jak stwierdził Zacier:
do dupy, ale było warto.
Ijasz, Tomasz Różycki
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2021
Słowo jest czynu testamentem. Bo czego się nie może czynem dopiąć, to się w słowie testuje, przekazuje; takie tylko słowa są potrzebne i takie tylko zmartwychwstają czynem, wszelkie inne są mniej lub więcej uczoną frazeologią.
Promethidion, Cyprian Kamil Norwid
Odwiedza nas 10 gości oraz 0 użytkowników.